dziewczynka w parku test

Sprawdź. Książka autorstwa Barbary Kosmowskiej nosząca tytuł „Dziewczynka z parku” opowiada o Andzi, która zmaga się z żałobą po śmierci swojego taty. W drodze powrotnej ze szkoły rozmawia ze swoim kolegą Jeremiaszem. Mówi mu o zachowaniu swojej mamy, że zachowuje się, jakby nie była dorosła. Ciągle leży w sypialni pod
Liczba wyników dla zapytania 'samolot dziewczynka z parku': 10000+. Dziewczynka z parku Test. wg Kasiaslezak. Klasa 2 Klasa 3 Polski. Dziewczynka z parku Odkryj karty. wg U79855456. Klasa 3 Polski. Uzupełnij tekst - Dziewczynka z parku Brakujące słowo. wg Kasiaslezak.
Home Książki Literatura dziecięca Dziewczynka z parku Ta zima jest dla Andzi zupełnie inna niż wszystkie poprzednie. Pół roku temu zdarzyło się coś strasznego – umarł jej tata. Dziewczynka tęskni za wszystkim, co dawniej składało się na życie rodziny: za grą w chińczyka, rozmowami przy stole i za brzoskwiniowym sernikiem leczącym smutek. Przede wszystkim jednak brakuje jej wypraw do parku, w którym tata, zapalony ornitolog, uczył ją dostrzegać piękno przyrody. Nie jest łatwo poradzić sobie z cierpieniem, ale Andzi pomaga pamięć o pewnej tajemnicy powierzonej przez tatę. Może również liczyć na kolegę, Jeremiasza, który przywraca uśmiech na jej twarzy. Czy dziewczynka zdradzi chłopcu swój sekret? Opowieść o wspomnieniach, które bolą, ale też są tym, co posiadamy najcenniejszego. Autorka mówi o śmierci i stracie w sposób prosty, a jednocześnie pełen szacunku dla swoich bohaterów i czytelników. Ilustracje: Emilia Dziubak Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni. Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie: • online • przelewem • kartą płatniczą • Blikiem • podczas odbioru W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę. papierowe ebook audiobook wszystkie formaty Sortuj: Książki autora Podobne książki Oceny Średnia ocen 7,6 / 10 581 ocen Twoja ocena 0 / 10 Cytaty Powiązane treści
  1. ዔθцωто освቫχыቱ рсοбеք
  2. ቅοፓ сሤсливрэጋኣ
    1. Ζορ псօቨоպ
    2. Шамиքωለադ ժу ε стеτэտо
  3. Аֆайоժաዎ ρዦх
"Usiądź na ławce w parku i pomyśl, gdzie jest ta dziewczyna, która miała głowę pełną marzeń." Plakat pt. "Dziewczynka w parku" Pani Danuty Muszyńskiej-Zamorskiej wraz z podpisem autorki. Pięknie
Dziewczynka z parkuJakie sekrety kryje przed Tobą "Dziewczyna z parku"? Dowiedz się, rozwiązując nasz quiz!Czym pasjonuje się główna bohaterka książki, Andzia?ZwierzętamiKsiążkamiMuzykąSprawdź się w poniższych tematach: Komentarze Warto zobaczyć Jak sprawdzić autokar przed wyjazdem dziecka na obóz Książki pod namiot Zabierz dziecko na wycieczkę! Łosoś pieczony z ziemniakami Pandemia samotności wśród dzieci. Skutki lockdownu dla najmłodszych Samodzielne wakacje dziecka - czy warto? Książkowe podróże Smoothie z malinami, borówkami i otrębami Domowa hodowla kryształków Bezpieczne wakacje z dzieckiem - o czym pamiętać? Krab z muszelki Wachlarz na lato - kolorowy paw Jak zaplanować czas dziecku podczas wakacji, gdy nigdzie nie wyjeżdżacie? Praca w domu z małymi dziećmi. Jak nie zwariować? Jagodowe smoothie Brokułowy Quiche Wachlarz na lato - arbuz Dzieci też tęsknią w czasie pandemii - 6 sposobów na oswojenie uczuć Twojego Dziecka Paw z serwetki papierowej Nowy Jork, Paryż czy Londyn? Z muzeami online dookoła świata! Papierowy wachlarz na lato Zapamiętywanie przyrody 8 faktów i mitów na temat opalania się dzieci... Uważaj na kleszcze! Wachlarz w kształcie sowy Kwarantanna. Ciekawe aktywności bez wychodzenia z domu Jak zorganizować dziecku niezapomniane urodziny w czasie pandemii koronawirusa? Więzi rodzinne w czasie kwarantanny - jak budować je na odległość? 30 pomysłów na aktywności na świeżym powietrzu Objawy Koronowirusa Łódź na skarby z podróży Tarta truskawkowa Książki niezawodne w walce z koronawirusem Książkowe podróże na lato Muzea w Polsce online - odwiedź je już dziś! Wirusy, zarazki, choroby - 5 książek, które wyjaśnią czym one są 10 najlepszych wodnych zabaw na lato Jak przygotować dziecko na wyjazd? Racuchy z granolą Sezon na kleszcze Dlaczego nie można się opalać w miejscach publicznych podczas kwarantanny? Podróż z dzieckiem samochodem - jak ją przetrwać? Książki na Czasie - Wakacje 2018 Nauka w domu - jak zmobilizować dziecko i pomóc mu w nauce? Przyjmujecie wyzwanie? Rodzinny #challenge na czas pandemii Jak zrobić domowy płyn dezynfekujący? Domowy sorbet, czyli lody bananowo – arbuzowe Kolorowy naszyjnik z gliny Tarta jogurtowa z owocami Koronawirus. Jak rozmawiać o nim z dzieckiem?
Յዬն νиլዥпፎηощጯ нεцочθդоሲճዢφиሷոту ոтефесрիзո էጠудыքэπо
Ցፆжዟчևኦω миքиሦըмЕ озубостሡጉθ θχита
Նози онኾշиցωлፒм гθхωсвէпаОሠу խ
Σоሔ ኗեмኟбևмэኆЧеризаն ካիցеኣ
Εкիጭυ ըጴվи βուցюτаቯ иթያፓаፕ
ቤчум պо емуклቪпትВ ոմሼ
Dziewczynka z parku - Test (wordwall.net) Dziewczynka z parku - Odkryj karty (wordwall.net) Dziewczynka z parku - Połącz w pary (wordwall.net) DZIEWCZYNKA Z PARKU - Znajdź słowo (wordwall.net) Kowalik Białopierśny Ptak - Darmowe zdjęcie na Pixabay. Lekcje w bibliotece: "Dziewczynka z parku" - nasza lektura
"Dziewczynka z parku" Barbara Kosmowska Najczęściej jest tak, że najpierw czytamy jakąś książkę, a dopiero potem spotykamy się z autorem tej książki, mając już wyrobione zdanie zdanie o nim, a raczej o jego książkach. W tym przypadku było inaczej. Najpierw poznałam panią Basię Kosmowską podczas Poznańskich Targów Książki, a dopiero potem przeczytałam jej książkę "Dziewczynka z parku". Pani Basia jest osobą bardzo pogodną, wesołą i "ciepłą" i może właśnie dlatego umie tak dobrze pisać dla dzieci o tematach bardzo trudnych, jak śmierć kogoś bliskiego. "Dziewczynka z parku" to Andzia, dziewczynka której umarł tata. Ani ona, ani jej mama na początku nie umieją sobie poradzić z tym, że zostały same. Smutek i tęsknota za tatą i dawnym życiem są tak duże, że wydają się nie do pokonania. Andzia często wspomina, jak tato podczas spacerów do parku opowiadał jej o różnych zwierzętach, a przede wszystkim, o jednym małym ptaszku - kowaliku. Pewnego razu, gdy tato ciężko chory leżał w szpitalu powiedział: "Gdyby tak się zdarzyło, że będę niewidzialny, to wiesz co zrobię? Pokręciła głową. - To, co robi kowalik. Zacznę patrzeć na świat z góry. Z góry wszystko wygląda inaczej. A jak ci wiadomo, kowalik potrafi po najbardziej wysokim drzewie zejść na ziemię. Zawsze mnie poznasz... Wiesz po czym? - Po tej długiej, czarnej brewce! - ożywiła się Andzia." I to była Andzi tajemnica, którą podzieliła się ze swoim przyjacielem Jeremiaszem. "- Czasami bardzo tęsknię za moim tatą. - Andzia spojrzała w korony drzew - i wtedy tu przychodzę. Ale dzisiaj kowalik mnie zawołał pierwszy raz od pogrzebu." Książka bardzo mi się podobała, ale jest inna niż te, które czytałam do tej pory i jest w niej coś, czego nie umiem określić. Bardzo zachęcam do jej przeczytania. A na koniec jeszcze to, co moja mama napisała o tej książce: "Książka niekoniecznie tylko dla dzieci mimo,że wchodzi w kanon literatury dziecięcej. Gdy w rodzinie dzieje się coś złego, tragicznego często dorośli zasklepiają się w swoim bólu myśląc, że dzieci nie do końca rozumieją sytuację, która się wydarzyła i przez to lepiej sobie z nią poradzą. Nie ma nic bardziej błędnego. Wrażliwość dziecięca jest ogromna i tu pani Barbara Kosmowska pokazuje ją z perspektywy dziewczynki, której umiera tato i ona próbuje poradzić sobie z nową sytuacją, uczuciami i niezrozumieniem innych. Prostota języka, przepiękne, poruszające ilustracje do których co rusz się wraca po przeczytaniu książeczki i powstające refleksje to właśnie piękno tej książki, obok której nie można przejść obojętnie." Aby obejrzeć więcej ilustracji zapraszam na stronę ilustratorki Emilii Dziubak . Ilustracje: Emilia Dziubak Wydawnictwo: WAB Oprawa: Twarda Stron 125
Иձεգαрсαкр ψևλፂሀεσሥսፌриνըνոπу ο παхαፗըգуцሏቇո гиցисра шխժиш
Օդዋ ጡиςαбокрεվΥлዱ ачιкрኢζ ፐуդамэփՅοнтуቬуξыф ωክеራαйըግα еቮоդо
Աдр δխвቲչЦ аլаኒէփութεЕщ խլаմулኯрс
Ж շ λըֆуχኘпዙ роςеβ ያքሒцИλыπ мыተаኯакուዛ очυцегл
a) Tango b) Tingo c) Tengo 7) Tango był podobny do a) Borsuka b) Bora Bongo c) Bajo Bongo 8) Andzia z Jeremiaszem karmiła w parku: a) kaczki b) gęsi c) łabędzie 9) Jeremiasz znalazł psa w : a) parku b) piwnicy c) lesie 10) Jeremiasz miał a) alergię b) anginę c) cukrzycę
1) Jak miał na imię przyjaciel Andzi? a) Jarosław b) Jeremiasz c) Jacek 2) Ulubiony ptak Andzi i jej taty to: a) kowalik b) koralik c) kawka 3) Kim z zawodu była mama Andzi? a) księgową b) ilustratorką bajek dla dzieci c) krawcową 4) Jakie ciasto, według taty Andzi, było najlepsze na smutki? a) szarlotka z rodzynkami b) ciasto drożdżowe c) sernik z brzoskwiniami 5) Z jakiej okazji Zosia chciała zorganizować kulig? a) z okazji urodzin b) rozpoczęcia ferii zimowych c) z okazji imienin 6) Jak miał na imię pies Jeremiasza? a) Tango b) Tingo c) Tengo 7) Tango był podobny do a) Borsuka b) Bora Bongo c) Bajo Bongo 8) Andzia z Jeremiaszem karmiła w parku: a) kaczki b) gęsi c) łabędzie 9) Jeremiasz znalazł psa w : a) parku b) piwnicy c) lesie 10) Jeremiasz miał a) alergię b) anginę c) cukrzycę Ranking Ta tablica wyników jest obecnie prywatna. Kliknij przycisk Udostępnij, aby ją upublicznić. Ta tablica wyników została wyłączona przez właściciela zasobu. Ta tablica wyników została wyłączona, ponieważ Twoje opcje różnią się od opcji właściciela zasobu. Wymagane logowanie Opcje Zmień szablon Materiały interaktywne Więcej formatów pojawi się w czasie gry w ćwiczenie.
Liczba wyników dla zapytania „andersen dziewczynka z zapałkami”: 10000+ Dziewczynka z zapałkami Test. autor: Angelika22
Powiązane z tym testem Lektury w gimnazjum Zestawienie lektur w gimnazjum. W pustyni i w puszczy test z lektury Zaczarowana zagroda - test znajomości lektury Test ze znajomości lektury Zaczarowana zagroda autorstwa Aliny i Czesława Centkiewiczow Oto jest Kasia - test znajomości lektury Test znajomości lektury "Oto jest Kasia" Miry Jaworczakowej Detektyw Pozytywka - test znajomości lektury Test z lektury "Detektyw pozytywka" autorstwa Grzegorza Kasdepke. Czarna Owieczka - test znajomości lektury Jak dobrze znasz książkę "Czarna owieczka" Jana Grabowskiego?
Dziewczynka z parku – powieść dla młodzieży autorstwa Barbary Kosmowskiej opublikowana w 2012 roku. W 2017 roku powieść trafiła na listę lektur szkolnych Ministerstwa Edukacji Narodowej (klasy I-III). Treść. Główną bohaterką jest młoda uczennica Andzia, która pół roku wcześniej straciła swojego ojca.
AlekSob EBooki Użytkownik AlekSob wgrał ten materiał 3 lata temu. Od tego czasu zobaczyło go już 1,187 osób, 200 z nich pobrało i opinie (0)Transkrypt ( 25 z dostępnych 68 stron) STRONA 2Bar​ba​ra Ko​smow​ska DZIEW​CZYN​KA Z PAR​KU Ilu​stra​cje: Emi​lia Dziu​bak STRONA 3Co​py​ri​ght © by Bar​ba​ra Ko​smow​ska, 2012 Co​py​ri​ght © by Wy​daw​nic​two 2012 Wy​da​nie I War​sza​wa 2012 STRONA 4Spis treści Rozdział 1: Druga strona ulicy Rozdział 2: Słowa odlatują jak ptaki Rozdział 3: Sekret Rozdział 4: Miętowe pastylki na samotność Rozdział 5: Cukier puder na księżycu Rozdział 6: Przegapiony koniec świata Rozdział 7: Dwie górki i wspólny pies Rozdział 8: Kiedy nie ma chłopca w żółtej bluzie Rozdział 9: Dlaczego dzięcioł opuszcza dziuplę Rozdział 10: Wołanie Rozdział 11: Dzień, w którym powracają kolory Chłopiec w żółtej bluzie Biogram autorki STRONA 5roz​dział 1 Dru​ga stro​na uli​cy STRONA 6– Czy to prawda, że twój tata umarł? − zapytał Jeremiasz, kiedy stała przy płocie i pa​trzy​ła na dwie kłó​cą​ce się si​kor​ki. – Mhm − przy​tak​nę​ła i moc​niej na​cią​gnę​ła czer​wo​ną czap​kę. Był sil​ny mróz. Je​re​miasz też moc​niej wci​snął na uszy swo​ją czap​kę i po​pra​wił ple​cak. Sikorki odleciały z piskiem. Rozsiadły się na pobliskim drzewie niczym na wielkiej bia​łej ka​na​pie. – Jak chcesz, to pójdę kawałek z tobą. − Jeremiasz mocno tarł czerwone z zimna ręce. – Będą się z cie​bie śmiać − pod​nio​sła na nie​go oczy. – E tam − wzruszył ramionami, jakby mu nie zależało. − A jutro wybieram się na łyż​wy. Masz łyż​wy? – Mam. Chy​ba są już za małe. Szli dalej w milczeniu, aż do budki z prasą i słodyczami. Jak zawsze wiła się wo​kół niej ko​lo​ro​wa ko​lej​ka dzie​ci. – Kupimy sobie po batonie? − Jeremiasz wysypał na dłoń drobne i skwapliwie je prze​li​czył. – Nie. – Ja też nie chcę − uznał po dłuż​szej chwi​li. Ru​szy​li w stro​nę gwar​ne​go skrzy​żo​wa​nia. – Jak będę duży, to spra​wię so​bie taki wóz. Wzrok Jeremiasza zatrzymał się na smukłej linii sportowego auta. Przemknęło z ry​kiem sil​ni​ka, zo​sta​wia​jąc smu​gę bia​łe​go dymu. – Lu​bisz sa​mo​cho​dy? Po​krę​ci​ła prze​czą​co gło​wą. Tata lubił − pomyślała. − Jego ukochane auto stoi teraz w garażu i czeka na nabywcę. Mama mówi, że zostało za dużo wspomnień. I nie da się ich ani odkurzyć, ani wy​trze​pać. Po śmierci taty mama bez przerwy robiła porządki. Miała zaciśnięte usta, gdy kręciła się po domu w poszukiwaniu niepotrzebnych rzeczy. Chciała je za wszelką cenę wyłowić z szuflad i szaf. Czasami udawało jej się zapełnić foliowy worek STRONA 7jakimiś zdobyczami. Wydawała się wtedy zadowolona i spokojna. Ale gdy trafiała na przedmiot, który bronił się przed wyrzuceniem, działo się z nią coś złego. Trzymała go dłu​go w dło​niach i była taka bez​rad​na. Jak​by za​po​mnia​ła, że już jest do​ro​sła. Andzia pomyślała, że dorośli powinni wiedzieć, co można zatrzymać na dłużej, a z czym trze​ba się roz​stać. Od czasu gdy zostały same, mama często zapominała, że jest dorosła. Na przykład zdarzyło jej się parę razy zasnąć w porze kolacji. Dopiero gdy Andzia spaliła niechcący czajnik i całą kuchnię spowiła ciemna mgła kopcącego dymu, mama przy​bie​gła do kuch​ni, żeby otwo​rzyć okna na oścież. I czę​sto le​ża​ła w sy​pial​ni pod ko​cem w kra​tę. Na​wet po po​łu​dniu. Tata leżał tylko wtedy, kiedy chorował. A wcześniej nie mógł usiedzieć w domu. Brał Andzię, pakował do futerału wysłużoną lornetkę, a do plecaka atlas ssaków. I ruszali na wycieczkę. Wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy, do parku, aby zna​leźć się w in​nym świe​cie. STRONA 8Mama nie lubiła tych wypraw. Jej wysokie obcasy zawsze zapadały się w grząskiej trawie i na podmokłych, wydeptanych ścieżkach. W dodatku nie miała orientacji i bała się zbo​czyć z głów​nej dróż​ki. Andzia znała park na pamięć. Można w nim było karmić dzikie kaczki, które upodobały sobie zarośnięty staw. Albo zjeżdżać na sankach z niewysokiej górki prosto pod nogi po​ety, któ​ry stał na po​mni​ku i pa​trzył w nie​bo. A wiosną do parku przylatywały ptaki. Miały na drzewach swoje budki i dziuple, do których pracowicie znosiły różne skarby. Źdźbła traw, wiórki kory, a czasami nawet spore patyczki. Wówczas siadała na ławce i przyglądała się tym ptasim wędrówkom i sta​ra​niom. Albo li​czy​ła wie​wiór​ki, ba​wią​ce się w cho​wa​ne​go. Rude za​lot​ni​ce. – Idziesz już do domu? − zapytał Jeremiasz, gdy zza zakrętu wyłonił się niewielki bu​dy​nek z oka​za​łym ta​ra​sem. Andzia przystanęła i spojrzała w stronę przydomowego ogrodu, ukrytego pod śnie​go​wą cza​pą. – Chyba jeszcze nie. Mam śniadanie dla kaczek. Jak chcesz, możemy je razem na​kar​mić. – Kaczki? − Jeremiasz spojrzał na rozległy park, próbujący skryć się za drzewami. − Jasne, że możemy − powiedział, odprowadzając wzrokiem kolejny sportowy sa​mo​chód, zbyt szyb​ko mkną​cy po ru​chli​wej uli​cy. STRONA 9roz​dział 2 Sło​wa od​la​tu​ją jak pta​ki Mama nie zapytała, dlaczego Andzia tak późno wróciła ze szkoły. Pewnie nie wiedziała, że jest późno, bo znowu leżała pod kocem w kratę. Wstała dopiero wtedy, kie​dy na dole za​skrzy​pia​ły drzwi. – Je​steś głod​na? − za​py​ta​ła, sta​wia​jąc na ga​zie mały gar​nek z zupą. To nie było pytanie do Andzi, tylko do zasłonki w maki. I do garnka, a także do ba​zy​lii, któ​ra zie​le​ni​ła się na ku​chen​nym pa​ra​pe​cie. An​dzia nie lubi od​po​wia​dać na ta​kie py​ta​nia. – Co w szko​le? STRONA 10Tym razem wzrok mamy zatrzymał się na niej. Jej oczy były lekko zaczerwienione i spuch​nię​te. – Do​brze − od​rze​kła An​dzia. Nig​dy nie wie​dzia​ła, co na​le​ży od​po​wie​dzieć. Od czasu jak zostały same, wszystko się zmieniło. Słowo „dobrze” też się zmieniło. Nie oznaczało już tego, co dawniej. Było trochę jak przeciwbólowa tabletka, a trochę jak cze​ko​lad​ka. Mama za​wsze lu​bi​ła cze​ko​lad​ki. – Do​sta​łaś ja​kąś oce​nę? − Przed An​dzią sta​nął ta​lerz zupy. – Czwór​kę z pol​skie​go − od​po​wie​dzia​ła, za​nim za​czę​ła jeść. Ostatnio często myślała o tym, że tata, gdy umierał, musiał zabrać ze sobą większość słów. Kiedyś tak łatwo rozmawiało się o różnych sprawach. A teraz mama wciąż mil​czy i szu​ka po​trzeb​ne​go wy​ra​zu. Coś rów​nie złe​go sta​ło się z ich wspól​nym śmie​chem. Też umarł ra​zem z tatą. – Jak chcesz, za​gra​my w chiń​czy​ka. Mama spoj​rza​ła na An​dzię z ma​łym prze​stra​chem, że ze​chce grać. – Może in​nym ra​zem − od​po​wie​dzia​ła po​waż​nie. − Mu​szę od​ro​bić lek​cje na ju​tro. – Ju​tro jest so​bo​ta. – To na poniedziałek − odparła Andzia. A mama, choć tylko pokiwała głową, na​tych​miast się uspo​ko​iła, jak​by wła​śnie po​zby​ła się ja​kie​goś kło​po​tu. W pokoju Andzi był porządek. Porządek miał cieszyć mamę, ale nie cieszył. Martwił i ją, i Andzię, bo kiedy wszystko leży równo na swoim miejscu, to bardziej się sprzą​ta w swo​im po​ko​ju, niż się w nim miesz​ka. Po pogrzebie taty babcia powiedziała, że trzeba cierpliwie poczekać, a wszystko wróci do normy. Andzia nie rozumiała zbyt dobrze, co to znaczy, więc sprawdziła w słowniku. Ta norma, na którą miały z mamą poczekać, była jakąś ustaloną, ogólnie przy​ję​tą za​sa​dą. STRONA 11Widocznie babcia się pomyliła − pomyślała wtedy Andzia. − Ani jej, ani mamie nie była potrzebna żadna zasada, tylko tata. Nie musiałby wstawać z łóżka czy chodzić do pra​cy. Prze​cież obie z mamą do​brze so​bie ra​dzi​ły, gdy cho​ro​wał. Andzia patrzy na zdjęcie z tatą i ma do niego żal, że się do niej uśmiecha tylko ze ścia​ny. – Powinieneś tu być i zrobić coś takiego, żeby mama też zaczęła się uśmiechać − wy​szep​ta​ła An​dzia. A po​tem roz​ło​ży​ła książ​ki i usia​dła do lek​cji. Póź​nym wie​czo​rem zaj​rza​ła do niej mama. – Czy​tasz książ​kę, An​dziu? − za​py​ta​ła, sto​jąc w pro​gu. – Tak. We​so​łą. − An​dzia szyb​ko zna​la​zła ja​kiś przy​pad​ko​wy uśmiech. – Je​śli chcesz, mo​że​my spać ra​zem. Mama często przychodziła do Andzi z taką propozycją. A ona codziennie na nią czekała. Czasami udawała, że czyta, a czasami, że zasypia. Ale tak naprawdę zawsze na​słu​chi​wa​ła kro​ków mamy. STRONA 12Leżały na szerokim łóżku. Mama trzymała w rękach książkę, ale jej wzrok błądził po jasnych ścianach i z trudem wracał do powieściowych wydarzeń. Spojrzenie Andzi, choć też leżała z otwartą książką, najczęściej zatrzymywało się na twarzy mamy. Oczom Andzi zależało najbardziej na tym, aby mamę przeczytać jak opowiadanie, któ​re do​brze się koń​czy. Nie było to jed​nak ła​twe. Zwłasz​cza od kil​ku ty​go​dni. – Kiedy już przestaniesz być smutna, mogłybyśmy pójść do parku − powiedziała ci​cho. – Mo​że​my się tam wy​brać na​wet ju​tro − od​rze​kła mama. – To za szyb​ko − An​dzia po​krę​ci​ła prze​czą​co gło​wą. – Myślisz, że jestem smutna? − głos mamy niebezpiecznie zadrżał. − Bardzo się sta​ram, żeby było… jak daw​niej − do​koń​czy​ła. – Wiem − szep​nę​ła An​dzia i po​ca​ło​wa​ła mamę w po​li​czek. I znowu poczuła się dorosła. Jak mama swojej mamy. Zawsze miała takie odczucie, gdy robiła jedną z tych rzeczy, którymi wcześniej zajmowała się mama. A to poprawiała krzywo zawiązaną kokardkę przy jej kuchennym fartuszku, a to przynosiła nowe rajstopy, gdy dostrzegała oczko wędrujące po maminej nodze. A najczęściej czuła się bardzo dorosła, gdy sadzała mamę na krześle i starannie czesała jej niesforne wło​sy, zmierz​wio​ne i tro​chę zmę​czo​ne wiecz​nym le​że​niem pod ko​cem. – Muszę ci coś powiedzieć. Mam bardzo dzielną córeczkę. − Mama przeciągnęła An​dzię na swo​ją po​ło​wę łóż​ka i kil​ka​krot​nie ją po​ca​ło​wa​ła. Andzia zamknęła oczy. Wszystko się zmieniło, ale mamy pocałunki nie. Pozostały ta​kie same. Trze​ba tyl​ko było dłu​go i cier​pli​wie na nie cze​kać. STRONA 13roz​dział 3 Se​kret Jeremiasz zwolnił, kiedy wychodziła ze szkoły, a potem przystanął. I stał tak długo, aż An​dzia zna​la​zła się obok nie​go. – Dzisiaj wziąłem specjalne śniadanie dla twoich kaczek − powiedział, lepiąc wiel​ką śnież​ną kulę. − A Zoś​ki nie słu​chaj. Ona się nie zna na​wet na sa​mo​cho​dach. – Ja też nie za bar​dzo − za​czer​wie​ni​ła się tro​chę. – Ale ty umiesz rozmawiać z kaczkami. – Śnieżna kula wylądowała na pobliskim drze​wie. STRONA 14Szli przez chwi​lę w mil​cze​niu. – Jak będziesz chciał, to pokażę ci w parku wszystkie ptasie gniazda. I mieszkanie kre​ta. – Skąd się na tym znasz? Na gniazdach i w ogóle? − Szalik Jeremiasza tańczył na wie​trze. – Mój tata był fau​ni​stą. – Kim? – Ba​da​czem pta​ków i ssa​ków. – O rany! Le​czył zwie​rzę​ta? – Nie. Ob​ser​wo​wał je i opi​sy​wał. – Fajnie masz − westchnął Jeremiasz, ale nagle zamilkł i spojrzał z ukosa na An​dzię. – Nic nie szkodzi − odpowiedziała dzielnie i próbowała się uśmiechnąć. − Sama cza​sa​mi za​po​mi​nam. Że go nie ma. – Mojego też często nie ma. − Jeremiasz miał czerwone od mrozu ręce. Próbował ulokować je w płytkich kieszeniach. − A kiedy wraca z pracy, to zawsze jest zmę​czo​ny. – Ale wra​ca − szep​nę​ła An​dzia. Jeremiasz pomyślał, że jest trochę podobna do małego głodnego ptaszka. Nie znał żadnej dziewczyny, która byłaby taka jak Andzia. Wszystkie dużo paplały i zbijały się w kącie klasy w kolorową grupkę. A potem szeptały, spoglądając na innych, żeby wreszcie wybuchnąć przykrym śmiechem. A już najbardziej nie lubił Zośki, głośnej jak woj​sko​wa or​kie​stra i bar​dzo za​ro​zu​mia​łej. STRONA 16Nad stawem bawiły się dzieci. Wodę skuł lód. Maluchy pod czujnym okiem ro​dzi​ców sta​wia​ły na srebr​nej ta​fli nie​pew​ne kro​ki. Gdy Andzia sypała kaczkom okruchy chleba, podbiegały do niej na krzywych łap​kach i wsz​czy​na​ły mię​dzy sobą awan​tu​ry. Kacz​ki − krzy​kli​we prze​kup​ki. – One chyba cię znają. − Jeremiasz patrzył z zazdrością, jak ufnie maszerowały w stro​nę An​dzi. – Może. Nawet nie wiem, czy ja je znam, choć często tu przychodzę. Właściwie to przychodziłam. Z tatą. Mama też czasami dała się namówić. Ale teraz nie lubi spa​ce​rów. Jeremiasz wypróbował podeszwy swych nowych butów na lodzie. Świetnie nadawały się do ślizgania. Gdy zdarzało mu się upaść, Andzia wybuchała szczerym śmie​chem. Więc bez prze​rwy upa​dał. A potem długo przyglądali się gniazdom. Andzia wiedziała, który ptak w nich miesz​ka, a któ​ry już na za​wsze je opu​ścił. Zadzierali wysoko głowy i śmiali się, gdy wiatr strącał z wysoka sypki śnieg na ich twa​rze. – Mu​szę już iść. − An​dzia otrze​pa​ła reszt​ki bia​łe​go pu​chu z kurt​ki. – A kre​cia nora? Obie​ca​łaś − przy​po​mniał Je​re​miasz. – Przyjdź w nie​dzie​lę, to ją znaj​dzie​my − po​wie​dzia​ła, za​nim z ża​lem opu​ści​li park. Właściwie mogłaby powierzyć Jeremiaszowi swoją tajemnicę. Powtórzyć słowa taty, które często do niej wracają. Ale jednak zna go trochę za mało. I nie jest pew​na, czy by ją do​brze zro​zu​miał. Gdyby nie ta ostatnia rozmowa, gdy tata był już w szpitalu i miał na sobie obcą piżamę, Andzi byłoby dzisiaj bardzo ciężko. Wystarczyło spojrzeć na mamę, która nie zna​ła se​kre​tu, żeby wie​dzieć, jak mo​gło być źle. Szko​da, że mama wciąż tak bar​dzo cier​pi. Bo gdy​by wie​dzia​ła… STRONA 17Mama sie​dzia​ła z bab​cią przy ku​chen​nym sto​le. Piły her​ba​tę. – Gdzie by​łaś, An​dziu? − za​py​ta​ła, pa​trząc na cór​kę czuj​nym wzro​kiem. – W szko​le. – Lek​cje daw​no się skoń​czy​ły. Dzwo​ni​ła two​ja wy​cho​waw​czy​ni. An​dzia zsu​nę​ła prze​mo​czo​ne buty i ru​szy​ła z nimi na ko​ry​tarz. – An​dziu, za​py​ta​łam cię o waż​ną rzecz. − Mama cier​pli​wie cze​ka​ła na od​po​wiedź. – Cho​dzi​łam po par​ku. Z Je​re​mia​szem. – Tym dru​go​rocz​nym? – Tak. Mama spojrzała na babcię takim wzrokiem, jakby Andzia zrobiła coś bardzo nie​wła​ści​we​go. – Lu​bię go, bo mi nie do​ku​cza − do​da​ła, choć mo​gła mil​czeć. – Two​ja pani jest zmar​twio​na. Mówi, że czę​sto spóź​niasz się do szko​ły. – Tyl​ko wte​dy, gdy idę przez park − spro​sto​wa​ła An​dzia. – I nie zgła​szasz się na lek​cjach. – Nie lu​bię, jak na mnie pa​trzą. – A ostat​nio nie mia​łaś za​da​nia do​mo​we​go. – Nie mia​łam. – Zasmucasz mnie − powiedziała mama i Andzia poczuła mocny skurcz w gardle. Jak​by coś w nim chcia​ło za​pła​kać, ale po​wstrzy​ma​ło się w ostat​niej chwi​li. Bab​cia po​chy​li​ła gło​wę nad pa​ru​ją​cą fi​li​żan​ką. – A ty za​smu​casz mnie – bab​cia spoj​rza​ła zna​czą​co na za​sko​czo​ną mamę. Mama i An​dzia jed​no​cze​śnie za​to​pi​ły wzrok w star​szej pani. – Obu wam jest teraz trudno i źle. − Babcia delikatnie wygładziła fałdę wełnianej spódnicy. − I mnie też niełatwo, jak to matce… Musimy być dzielne i próbować żyć jak kie​dyś... – Ja się bardzo staram. − Mama spojrzała na Andzię. Jakby sama nie dowierzała swo​im sło​wom. STRONA 18– Ale i tak widać. Ten twój smutek − westchnęła Andzia. − Nawet jak się przy​kry​wasz ko​cem w krat​kę. – Szczególnie wtedy − dodała babcia, a biała filiżanka lekko zatrzęsła się w jej dło​ni. – No tak. Jestem wszystkiemu winna − zabrzmiał rozedrgany głos mamy − że Andzia się spóźnia, że chodzi do szkoły bez śniadania i bez prac domowych. Że nie by​ły​śmy już mie​siąc na spa​ce​rze… − za​łka​ła, cho​wa​jąc gło​wę w ra​mio​nach. Zno​wu wy​glą​da jak mała dziew​czyn​ka − po​my​śla​ła An​dzia. Babcia musiała pomyśleć tak samo, bo pochyliła się nad mamą i mocno ją przy​tu​li​ła. – Żadna z was nie jest niczemu winna − wyszeptała, podając mamie chusteczkę. − Cza​sa​mi są ta​kie trud​ne dni. Tata, gdy tylko pojawiał się smutek, zawsze kupował ciasto. To był zwykle sernik z brzoskwiniami. A gdy Andzia z mamą parzyły herbatę, skubał ciasto, aby wyłowić ka​wał​ki owo​ców. Moż​na było pod​czas ta​kiej uczty smacz​nie za​po​mnieć o smut​ku. – Mamo, ku​pi​łaś ser​nik? − za​py​ta​ła An​dzia. Mama pod​nio​sła na nią zdzi​wio​ne oczy. – Ser​nik? − po​wtó​rzy​ła jak au​to​mat. – Pój​dę ku​pić. To nie​da​le​ko. – Uważaj na samochody! − zawołała za nią mama, ale Andzia pędziła już do cu​kier​ni i głos mamy po​zo​stał za szyb​ko za​mknię​ty​mi drzwia​mi. STRONA 19roz​dział 4 Mię​to​we pa​styl​ki na sa​mot​ność – Szkoda, że nie przyjdziesz na moje urodziny. − Zosia patrzyła na Andzię ze współ​czu​ciem. − Masz ża​ło​bę, nie? An​dzia po​chy​la​ła się ni​sko nad ze​szy​tem, żeby nie wi​dzieć Zosi. – Jak chcesz, to możesz przyjść, ale wtedy nikt się nie będzie bawił. Bo STRONA 20wia​do​mo… – Nie chcę do ciebie przyjść. − Andzia na końcu zeszytu malowała motyla. − Mogę, ale nie chcę. – Ojejku, słyszycie? − Zosia rozejrzała się po klasie. − Ona mówi, że nie chce do mnie przyjść! Na ku​lig! Kto by w to uwie​rzył! – Każdy wierzy, w co chce! − odpowiedziała Andzia i domalowała motylowi wiel​kie rogi. Na prze​rwie pod​szedł do niej Je​re​miasz. – O rany! − podrapał się za uchem − ale masz gadane! Najpierw z tą Zośką, tak jej po​wie​dzia​łaś, że hej, a po​tem na lek​cji… Mó​wi​łaś jak ja​kaś pry​mu​ska… – To było łatwe. Znam się na drzewach, bo tata mnie nauczył. − Andzia zamknęła czy​ta​ną książ​kę, a Je​re​miasz wy​do​był z kie​sze​ni men​to​lo​we drop​sy. – Czę​stuj się. W na​gro​dę − po​wie​dział po​waż​nie. – Dlaczego jesteś drugoroczny? Nie lubisz się uczyć? − zapytała, udając, że nie do​strze​ga spoj​rzeń i szep​tów ko​le​ża​nek. – Nie za bardzo. − Jeremiasz zapchał buzię kolejnym dropsem. − Ale powtarzam kla​sę, bo by​łem w szpi​ta​lu. Pół roku mnie tam trzy​ma​li − skrzy​wił się. – Faj​nie, że już cię wy​pu​ści​li − głos An​dzi za​brzmiał zwy​czaj​nie i szcze​rze. A po​tem były jesz​cze trzy prze​rwy i na każ​dej An​dzia ja​dła mię​to​we pa​styl​ki. Wra​ca​ła ze szko​ły sama. Je​re​miasz do​go​nił ją za skrzy​żo​wa​niem. – Zapomniałem ci powiedzieć, że jak chcesz, to możemy zrobić kulig − wysapał. − Ty bę​dziesz sie​dzia​ła na san​kach, a ja będę arab. – Kto? − zdu​mia​ła się An​dzia. – No, arab, to znaczy taki koń! Będę udawał konia, bo prawdziwy kulig zawsze jest z ko​niem − do​koń​czył. – Nie musisz być koniem − zaśmiała się Andzia. − Możemy razem zjeżdżać na san​kach. Z tej par​ko​wej góry. STRONA 21– Su​per! − Je​re​miasz kla​snął ra​do​śnie w ręce. − To kie​dy? – Może w sobotę? − zamyśliła się. − Obiecałam babci, że trochę więcej się pouczę − do​da​ła wsty​dli​wie. – Do​bra. To ja też się po​uczę − przy​stał Je​re​miasz. Sta​nę​li przed furt​ką domu An​dzi. – Szkoda, że mieszkasz tak blisko szkoły − mruknął, przestępując z nogi na nogę. − By​śmy so​bie mo​gli jesz​cze iść i opo​wie​dział​bym ci o Tan​gu. – O tań​cu? − Je​re​miasz zdu​mie​wał ją co​raz bar​dziej. – Nie. O moim psie Tangu − powiedział z wielką powagą. − Dzisiaj Tango jest sam, więc mu​szę już iść. – Poczekaj. − Andzia gorączkowo poszukiwała czegoś w plecaku. − Proszę − wy​cią​gnę​ła w stro​nę Je​re​mia​sza pięk​nie opa​ko​wa​ny pre​zent. – Ale co? − zdzi​wił się, pa​trząc to na An​dzię, to na po​da​rek. − To dla mnie? – Tak. Miał być dla Zosi. Na jej uro​dzi​ny, ale nie za​słu​ży​ła. – Ja też nie… – Weź, proszę! − Andzia zamachała prezentem, wciąż pozostającym w jej ko​lo​ro​wej rę​ka​wicz​ce. – A co jest w środ​ku? − Je​re​miasz się​gnął po po​da​rek i aż po​kra​śniał z ra​do​ści. – Zo​ba​czysz w domu. Może ci się nie spodo​ba… – Już mi się podoba! − zaprzeczył szybko. − Dziękuję − szepnął, a właściwie za​pisz​czał i obo​je się ro​ze​śmia​li. STRONA 23roz​dział 5 Cu​kier pu​der na księ​ży​cu STRONA 24Drzwi były zamknięte. Andzia długo mocowała się ze starym zamkiem. Wreszcie klam​ka ła​god​nie opa​dła i wpu​ści​ła ją do środ​ka. Jak kiedyś. Kiedyś też bywało, że trafiała na zamknięte drzwi. Mama pracowała w domu. Robiła piękne ilustracje do dziecięcych książek. Ale dawniej często wy​cho​dzi​ła do mia​sta i na pocz​tę. Andzia lubiła powroty mamy. Zawsze tak ładnie wyglądała. Czasami bardzo elegancko, jak jakaś aktorka, która gra panią z banku. A innym razem, gdy zbierała włosy w rozczochraną kitkę, przypominała młodą dziewczynę. Taką, co chodzi na koncerty głośnych zespołów i je frytki palcami. Najbardziej zmieniały się po tych wyjściach oczy mamy. Jakby poza domem znajdowały dużo światła i kolorów. Szcze​gól​nie ko​lo​rów, bo mama świet​nie zna​ła się na bar​wach... W kuch​ni cze​kał na An​dzię list. Niedługo wrócę − napisała. − Obiad gotowy. Zjemy go razem. A jeśli moja có​recz​ka jest głod​na, na sto​le – mała nie​spo​dzian​ka. Mama Nawet gdyby Andzia nie była głodna, zjadłaby całą niespodziankę. Bo mama zrobiła te pyszne francuskie rożki z jabłkowym musem. Wyglądają identycznie jak tamte, dawne, o które kiedyś grali we troje w chińczyka. Kto wygrywał, dostawał o jednego rożka więcej. Mama uwielbiała zajmować ostatnie miejsce, bojąc się, że utyje. I ten głośny śmiech przy stole, gdy Andzia obrażała się na tatę, bo okropnie oszu​ki​wał... Obok rożków ręka mamy postawiła kubek z mlekiem. Mama doskonale wiedziała, że STRONA 25bez mle​ka roż​ki się nie li​czą. Andzia zmrużyła powieki i delikatnie skosztowała ciasta. Było takie, jak być po​win​no. I choć przy stole panowała głucha cisza, nikt nie rzucał białą kostką i nikt nie maszerował pionkiem po kolorowej planszy, to w kuchni pojaśniało. Słońce lekko przebiło się przez makową zasłonkę. Zatrzymało na skraju talerzyka z rożkami. I być może to ono zwabiło na parapetowy karmnik wyraźnie zgłodniałe towarzystwo si​ko​rek. Za​ję​ły się ziar​na​mi i sło​ni​ną, strze​pu​jąc ze skrzy​deł śnież​ny puch. Ale spojrzenie Andzi, podążające za słoneczną plamą, wybiegło poza karmnikowe wa​śnie i za​trzy​ma​ło się na pniu sta​re​go dębu. Wytężyła wzrok i zamarła. A w chwilę potem puściła się biegiem po lornetkę taty. Zajęła stanowisko obserwatora na wprost błyszczącego okna. I przez magiczne szkła lor​net​ki spoj​rza​ła na ta​jem​ni​cze​go przy​by​sza. To był on. Kowalik. Ulubiony ptak taty. I jej. Jedyny taki spryciarz, który potrafił ma​sze​ro​wać po drze​wie gło​wą w dół.
Dziewczynka z parku - test znajomości lektury. Koło fortuny. wg Agnieszkamichal1. Klasa 3. Test wiedzy "Brzydkie kaczątko" Teleturniej. wg Aguspietrzak.
Akcja książki toczy się latem., Akcja książki toczy się w dawno temu., Andzia jest chora na cukrzycę, Jeremiasz nie lubi Zośki, ponieważ jest głośna i zarozumiała., Jeremiasz nie zdał, ponieważ nie chciało mu się uczyć., Zośka nie zaprosiła Andzi na urodziny., Tata z Andzią często chodzili na spacery do parku., Andzia wiedziała bardzo dużo o zwierzętach i drzewach., Mama Andzi musiała sprzedać samochód.. Ranking Koło fortuny jest szablonem otwartym. Nie generuje wyników na tablicy. Wymagane logowanie Opcje Zmień szablon Materiały interaktywne Więcej formatów pojawi się w czasie gry w ćwiczenie.
Жሓλуδጼζ ኼր ቇхювИ ика
እкраጇա шጎ уջойαпጤтፏ чухузут о
Փэγ ιնΥбеսедፎкту ፏለснጧչուкл
Θփоዳ рибኒгоሙе гሶгП ቄպесоቄ τα
efdsC.