misjonarze skazani na śmierć

Rodzina jednego z Brytyjczyków skazanych na śmierć przez "sąd" tak zwanej Donieckiej Republiki Ludowej oświadczyła w sobotę, że jest "zdruzgotana i zasmucona wynikiem nielegalnego
Następnego dnia - 15 czerwca 1947 r. - podporucznik Jerzy Przerwa, szeregowy Władysław Łabuza i kapral Wiesław Warwasiński zostali zastrzeleni najprawdopodobniej przez słynącego z zamiłowania do sadyzmu naczelnika poznańskiego aresztu UB Jana Młynarka, którego podpis jako dowódcy plutonu egzekucyjnego, figuruje na protokołach wykonania wyroków śmierci.
10 lat temu w polskich więzieniach przebywało 23 skazanych na karę śmierci, którym zmieniono ją na 25 lat pozbawienia wolności albo dożywocie. Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w kwietniu 2008 r. Ostatni raz karę śmierci wykonano w Polsce 20 lat temu. Jan K. miał być następny. Kilka dni przed powieszeniem państwo darowało mu życie. Czy warto było? Sławek K. obudził się dopiero o rano z błogą świadomością, że właśnie zaczęły się dwa miesiące wakacji. Po śniadaniu matka zabrała go na bazar i kupiła mu spodnie. Najnowszy krzyk mody – wycieruchy i to za prawie 5 tys. zł – był 1984 r. Wyraźnie miała dobry humor. Wieczorem wybierała się na imieniny do swojego ojca. Na obiad były grzyby. To też było miłe, bo Sławek lubił grzyby. A po południu wyszedł z kolegami na miasto wiedząc, że może sobie pozwolić na wypicie wina, bo zanim matka wróci spod Opatowa, on już będzie spał. Do domu ściągnął go głód. Na zegarze była już Zdziwiło go, że ojciec zamknął się od środka i zostawił klucz w drzwiach, ale jakoś o to nie zapytał. Przeszedł prosto do kuchni. Chciał zrobić sobie kanapkę, ale nie mógł znaleźć noża do krojenia chleba. Ojciec kazał mu sprawdzić w łazience i rzeczywiście tam był. Leżał na muszli klozetowej. Wrócił do kuchni i zrobił sobie kanapki. Jadł i razem z ojcem oglądali telewizję. Obydwaj czekali na sobotnie kino nocne. Miał być jakiś horror. Sławek nie wiedział jeszcze, że prawdziwy horror rozegrał się kilka godzin wcześniej w ich mieszkaniu. Sufit jak niebo W czasie odczytywania przed sądem zeznań Jana K. nie wszyscy wytrzymali opis zbrodni i część osób musiała opuścić salę. Siostra Jana K. Zofia została. Ale nawet teraz, po 24 latach wspomina, że zbierało się jej na wymioty. „Nie umiem wytłumaczyć, jak doszło do tego, że podjąłem zamiar pokawałkowania żony. Najpierw żonę rozebrałem, ale żeby było szybciej, rozcinałem ubranie nożem. Tak jak pamiętam dziś, to wydaje mi się, że najpierw odciąłem żonie prawą rękę w stawie barkowym. Po odcięciu prawej ręki, pociąłem tę rękę najpierw w stawach. Używałem do tego noża, który przyniosłem z kuchni. Rękę kawałkowałem nad wanną. Od ręki oddzielałem tkankę i wrzucałem po kawałku do muszli, i spłukiwałem wodą. Kości z prawej ręki nadcinałem brzeszczotem i uderzałem potem młotkiem, i drobne kawałki kości wrzucałem także do muszli i spłukiwałem. Przy spłukiwaniu miałem kłopot tylko z kośćmi, które pływały i musiałem je popychać ręką”. Zarówno podczas zabijania żony, jak i ćwiartowania w domu obecna była kilkunastoletnia córka Barbara. Dziewczynka była mocno upośledzona, ale nie na tyle, by nie zauważyć, co się dzieje. Ojciec, żeby ją uspokoić, włączył jej adapter w małym pokoju. O ile K. nie wypierał się poćwiartowania żony, to według jego wersji zginęła ona nie od ciosów młotkiem, tylko uderzenia głową o framugę drzwi, na którą pchnął ją „w nerwach”. Ale jego wersji nie dało się sprawdzić, bo głowy nigdy nie odnaleziono, a K. nie chciał zdradzić, co tak naprawdę się z nią stało. Milicja poświęciła tej sprawie sporo czasu i swoich najlepszych ludzi. Śledztwo prowadził major Antoni Dzięcioł. Człowiek, który dostawał najtrudniejsze przypadki w województwie. Dzięcioł postawił sobie za punkt honoru, że K. będzie kolejny na długiej liście morderców, których wysłał na stryczek. Przesłuchano ponad 75 świadków. Przeszukano wszystkie studzienki kanalizacyjne w okolicy ulicy Nowotki, gdzie dokonana została zbrodnia. Pomimo upływu czasu odnaleziono 48 kawałków ludzkiej tkanki miękkiej o łącznej wadze 7,7 kg. We fragmencie jelita znaleziono niestrawione jeszcze grzyby. O skazaniu K. na karę śmierci przesądziły trzy okoliczności. Zaraz po zatrzymaniu milicja znalazła u niego 500 dol. należących do żony. Prokurator przyjął więc, że zbrodnia miała również charakter rabunkowy. W toku śledztwa okazało się, że już 27 czerwca, czyli na cztery dni przed zabójstwem, K. kazał przynieść synowi z piwnicy młotek i brzeszczot. Najbardziej obciążało go jednak okrucieństwo czynu. Pomimo że przez ostatnie pięć lat pracował jako górnik, nie udało mu się zabić żony pierwszym ciosem. Była od niego 10 cm wyższa, bardzo chciała żyć. Udało się jej nawet wyrwać klamkę i uciec na korytarz, ale zaciągnął ją do środka. Na jej krzyki nie zareagował żaden z mieszkańców o 10-piętrowego bloku. Na potrzeby śledztwa milicja spryskała mieszkanie substancją wchodzącą w reakcję świetlną z krwią. Ściany rozbłysły dziesiątkiem malutkich plamek. Sufit w przedpokoju wyglądał podobno jak niebo. 30 października 1986 r. po 14 rozprawach przed Sądem Wojewódzkim w Kielcach Jan K., syn Stanisława i Janiny, pochodzenia społecznego chłopskiego, o przynależności społecznej robotniczej, skazany został na karę śmierci i pozbawienie praw publicznych na zawsze. Według siostry K., jej brat po ogłoszeniu wyroku rozpłakał się i wyraźnie żałował swego czynu. Według sędziego Adama Kabzińskiego, który zasiadał w składzie sędziowskim, K. jedynie spuścił głowę i posmutniał. A według majora Dzięcioła widać było, że był zły i to zło patrzyło mu z oczu. Deratyzacja Karę śmierci wykonywano w sześciu zakładach na terenie całej Polski. Najbliżej Kielc – w krakowskim więzieniu przy ulicy Montelupich. Skazani na KS przewożeni byli do więzienia, w którym miał być wykonany wyrok. Dla takich jak oni na Montelupich mieli sześć cel. Od pozostałej części korytarza oddzielała je wysoka ściana z blachy. Więźniowie nie mówili na to inaczej niż getto, bo wszyscy wiedzieli, że stamtąd szło się tylko na śmierć. No, i jak w getcie jedni skazani pilnowali drugich, bo w celi śmierci z reguły nie siedziało się samemu. Wstawiani do takiej celi więźniowie tak naprawdę byli wtykami klawiszy i mieli za wszelką cenę nie dopuścić do tego, żeby skazany sam wymierzył sobie sprawiedliwość albo się okaleczył. Na chorym skazańcu nie można było wykonać wyroku. A to bardzo komplikowało sytuację. Tak było w przypadku Waldemara Mąki, który włożył sobie szkło pod powieki i mrugał oczyma tak długo, że Edyp wyglądał przy nim jak amator. Egzekucję Mąki odsunięto w czasie. A ostatecznie nigdy jej nie wykonano. K. trafił na Montelupich 3 maja 1987 r. Dla służby więziennej był to trudny okres, bo w 1985 r. wydano 17, a rok później 13 kaesów i w zakładach mieli spiętrzenie ludzi do zabicia, a to jednak było czasochłonne. K. miał dobrą opinię z kieleckiego aresztu, więc zamiast w getcie na swoją kolejkę na szubienicę czekał w zwykłej celi numer 148. Edmund Leś, który był jego wychowawcą, wspomina go pozytywnie. Nie sprawiał żadnych kłopotów. Sumiennie wykonywał polecenia. W celi unikał konfliktów. Zresztą unikali ich i współwięźniowie, bo szybko się dowiedzieli, za co siedzi ten cichy, drobny facet. Procedura zabijania od lat była taka sama. Kat wraz z pomocnikiem zatrudniani byli centralnie, więc na egzekucję przyjeżdżali z Warszawy. O terminie wiedziało zaledwie parę zaprzysiężonych osób. Żeby tego kręgu nie powiększać, większość pracowników tego dnia wcześniej zwalniano do domu. Pretekstem z reguły była deratyzacja. Rano ogłaszano komunikat, że w związku z odszczurzaniem kuchni posiłki tego dnia będą wydawane wcześniej. Jaskółką śmierci była zwiększona częstotliwość wyjść z celi na kilka dni przed egzekucją. Chodziło o to, żeby osłabić czujność skazańca przed ostatnim spacerem. Ale więźniowie do końca mogli się łudzić, że to jeszcze nie ten moment, bo cela straceń była dokładnie naprzeciwko łaźni, do której co tydzień prowadzono wszystkich skazanych. I co tydzień wszyscy wracali. Zresztą w Polsce coraz głośniej mówiło się o zaprzestaniu wykonywania kary śmierci. Państwo po 40 latach komunizmu słabło w oczach. I coraz częściej zdarzały się przypadki zamiany przez Radę Państwa kary śmierci na 25 lat więzienia, bo zabijanie, nawet morderców, nie pasowało do komunizmu z ludzką twarzą, który powszechnie wówczas lansowano. Sporą presję na Polskę wywierała też Europa Zachodnia. 28 kwietnia 1983 r. w Strasburgu spisano szósty protokół do europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności zakazujący wykonywania kary śmierci w czasie pokoju. Polska ratyfikowała tę część Konwencji dopiero w 2000 r. Ale protokół miał duży wpływ na fakt, że ostatni skazaniec w Polsce zawisł na szubienicy dokładnie 21 kwietnia 1988 r. Wątpliwa sława stała się udziałem Andrzeja Cz., 28-letniego gwałciciela i mordercy. O wyprowadzono go z celi. On i prowadzący go strażnicy zeszli do podpiwniczonej części więzienia, gdzie mieściły się warsztaty, łaźnia i cela straceń. Po zwiększonej eskorcie Cz. musiał się domyśleć, dokąd go prowadzą. W wąskim, nie większym niż dwa metry przedsionku czekał już naczelnik więzienia, prokurator, ksiądz i lekarz. Kat wraz z pomocnikiem czekali w pomieszczeniu obok. Na małym stoliku leżała kartka papieru, długopis, popielniczka, szklanka wody, paczka papierosów i zapałki. To były jedyne przedmioty, za pomocą których mógł spełnić swoją ostatnią wolę. Lekarz, który uczestniczył w trzech egzekucjach, do dziś wspomina nienaturalne drżenie skazanych, problemy z mową i rozbiegane oczy jak u zaszczutego zwierzęcia. Większość morderców miała problemy z utrzymaniem zapalonego papierosa, choć na czas palenia zdejmowano im kajdanki. W takim stanie o napisaniu listu raczej nie było mowy. Niektórzy korzystali z przywileju rozmowy z księdzem. Według prasowych wspomnień klawiszy – część z potrzeby serca, inni, żeby pożyć choć o pół godziny dłużej. Potem z drugiego pomieszczenia wychodził kat i na oczy skazańca zakładał czarną przepaskę. Samodzielnie albo niesiony pod pachy wprowadzany był do drugiego pomieszczenia, w którym oprócz lampy, zwisającego z sufitu haka z linką i zapadni o wymiarach 70 na 70 cm nie było nic więcej. W więziennym żargonie mówiło się na ten pokój termos, bo w środku miał dodatkowe ścianki, które miały tłumić wszelkie odgłosy. Po zamknięciu drzwi kat uruchamiał mechanizm zapadni. Szarpane konwulsjami ciało obserwował z drugiego pomieszczenia przez szybkę z pleksiglasu. Po 20 minutach na sznurze lekarz musiał stwierdzić zgon, a kat wraz z pomocnikiem zdjąć powieszonego, czyli w żargonie więziennym wyhuśtanego. Pomimo że w chwili śmierci puszczają wszystkie zwieracze, skazany chowany był w więziennym drelichu, który miał na sobie podczas egzekucji. Po włożeniu ciała do trumny kat wrzucał do niej białe stylonowe rękawiczki, których używał podczas pracy. Pogrzeb bez rodziny odbywał się jeszcze tego samego dnia. Jan K. miał przejść dokładnie ten sam rytuał. Jego wyrok miał być wykonany krótko po zgładzeniu Andrzeja Cz. Jednak 16 marca 1988 r. Rada Państwa skorzystała z prawa łaski i zamieniła mu karę śmierci na 25 lat więzienia i pozbawienie praw publicznych na 10 lat. Jeszcze trzy miesiące temu w więzieniu przy Montelupich można było podziwiać zapadnię i ślad po haku. W styczniu skończył się jednak generalny remont pomieszczenia, w którym wykonywano karę śmierci, i teraz trudno się domyśleć, do czego kiedyś służyło. Obecnie przechowywane są tam chemikalia i substancje niebezpieczne. Jak zauważył jeden z pracowników więzienia, w sumie zachowało swoje pierwotne przeznaczenie. Resocjalizacja Jana K. odbywała się w błyskawicznym tempie. Na początku 1988 r. państwo było o włos od uśmiercenia go. A 4 lata później wypuszczono go na pierwszą przepustkę. W ciągu zaledwie roku i trzech miesięcy dostał ich w sumie 13. Przez niemal cały okres wykonywania kary pracował, co w tamtych czasach było największą nagrodą dla skazanego. Na początku w kuchni. A później w magazynie. Tam przyłapano go na kradzieży i było to jedyne przewinienie, jakiego – według akt – dopuścił się w więzieniu. Ostatnie kilka lat odsiedział w zakładzie w Trzebini, który na tle innych więzień może uchodzić za kurort. Na początku wzbudzał duże zainteresowanie, bo w historii zakładu nie mieli jeszcze nikogo z KS. Ale szybko okazało się, że jak na takiego brutalnego mordercę, to Jan K. jest raczej nieciekawy. Nie dawał się namówić na opowieści, jak to jest spuścić 60-kilogramową kobietę w muszli klozetowej. W sumie to w ogóle nie dawał namówić się na żadne opowieści. Janusz Nowak, jego wychowawca z zakładu w Trzebini, wspomina, że K. trzymał się na uboczu. Daleki od serdeczności, ale też pozbawiony agresji. Przy bliższym kontakcie sprawiał wrażenie człowieka pozbawionego uczuć i wyższych emocji. Wujek dał Jezusa Jego siostrzeniec nie zgadza się z takim opisem. Dla niego lepszego wujka trudno byłoby znaleźć, choć zabijając żonę pozbawił go matki, ale tylko chrzestnej. Na ślubie siostrzeńca nie był, ale prezent później dał. Piękny obraz. Kolega z celi malował ze zdjęcia. Ale świetnie uchwycił romantyczne spojrzenie żony i dumę pana młodego. A innym razem wujek to przyszedł z Jezusem Chrystusem. Odkupiciel w czerwonej szacie, a obok niego czarne owce. Nie modli się do tego obrazu tylko dlatego, że na ramę ciągle nie ma i zwinięty leży. Aż mu się takie malutkie pęknięcia porobiły. 30 listopada 2001 r., po odsiedzeniu 17 lat, Jan K. został warunkowo wypuszczony na wolność. Zamieszkał u siostry w rodzinnej wsi pod Opatowem. Wieś przyjęła go po chrześcijańsku, ale na dystans. Tylko Kazimierz Ziarko ręki mu nie podał, bo go taka złość wzięła, że na ludzi tyle zła sprowadził. Jeszcze większa złość brała Kazimierza Karbowniczaka, brata zabitej, który z rodziną K. miał ziemię po sąsiedzku. Zwłaszcza kiedy się dowiedział, że K. prowokacyjnie przychodził sobie czasem kupić piwo na jego stacji benzynowej. Ale na to, żeby przejść 20 m więcej i córkę Barbarę odwiedzić, to mu odwagi nie starczyło. Do syna też nie pojechał. A łatwo było znaleźć, bo mu mieszkanie widocznie ze śmiercią matki się nie kojarzy i dalej w nim mieszka. Siostra Zofia o wizytach na stacji Karbowniczaka nic nie słyszała. Dziwi się, bo jej brat taki by nie był, żeby tam iść. – On spokojnie żył. Króliki hodował, ale kupować ich nikt nie chciał, to je zabił. Znaczy się pozbył się ich – wspomina. Pięć lat po wyjściu na wolność Jan K. zaczął się skarżyć na bóle głowy. Okazało się, że miał raka wątroby z przerzutami do mózgu. Siostra zawiozła go do hospicjum. Mówiła mu, że to zwykły szpital. Nawet nie wiedział, że umiera. Agonia trwała dwa dni. Znacznie dłużej niż na szubienicy. Zmarł 31 maja 2006 r. Przeżył swoją żonę o 27 lat. Pochowano ich na tym samym cmentarzu, ale sto metrów od siebie. Na pogrzebie była prawie cała wieś. Ksiądz nie wspomniał w kazaniu o tym, że Jan K. już raz właściwie był martwy. Emerytowany major Antoni Dzięcioł zbliża się do dziewięćdziesiątki. Miał już dwie operacje na otwartym sercu i cudem wyrwał się śmierci. Żałuje, że K. też się tak długo udawało. Sędzia Adam Kabziński nie umie odpowiedzieć, czy znów posłałby K. na szubienicę. A siostrzeniec K. to właściwie jest przeciw karze śmierci. Ale takie brutalne zwierzęta jak ci, co zabili Krzysztofa Olewnika, to powinni wisieć. Według Jana Dziewońskiego, byłego naczelnika więzienia przy ulicy Montelupich, który w egzekucjach musiał uczestniczyć z racji zajmowanego stanowiska, wszystko odbywało się niezwykle szybko i sprawnie, i to, co możemy oglądać na filmach, jest dalece wyolbrzymione. Ale Dziewoński jest zdeklarowanym przeciwnikiem kary śmierci i przyznaje, że gdyby nie jej zniesienie, to chyba zrezygnowałby z pracy. * Jeszcze 23 skazanych Dokładna liczba wyroków śmierci wykonanych w PRL do 1969 r. nie jest znana. Niektóre źródła podają, że było ich ponad 3 tys. Do 1950 r. część wyroków, szczególnie na zbrodniarzach wojennych, wykonywano publicznie. W Chełmie Lubelskim wieszano w komórce do parowania ziemniaków dla świń. W 1969 r. wprowadzono nowy kodeks karny. Z badań prof. Andrzeja Rzeplińskiego wynika, że od 1969 do 1998 r. polskie sądy skazały na KS 344 osoby. Na 183 wyrok wykonano. Wśród skazanych nie było ani jednej kobiety. Ostatnim skazanym był Henryk Moruś, który zabił 7 osób. W czasie procesu nie okazał żadnej skruchy. Proces trzeba było przerwać, bo sędzia dostał zawału po tym, jak Moruś się przed nim obnażył. Do dziś w polskich więzieniach przebywa 23 skazanych na karę śmierci, którą zmieniono na 25 lat więzienia albo dożywocie.
Tytuł: George Stinney został skazany w 1944 r. Źródło: Wikipedia. W 1944 roku na Głębokim Południu USA doszło do brutalnego zabójstwa dwóch białych dziewczynek. O zbrodnie oskarżono czarnoskórego nastolatka. Ława przysięgłych potrzebowała 10 minut, by orzec o jego winie. Chwilę później zapadł wyrok: kara śmierci.
Michael Rockefeller miał zostać zjedzony przez papuaskich kanibali. O tej historii mówił cały świat. Co tak naprawdę wydarzyło się w 1961 roku? Michael Rockefeller, świeżo upieczony absolwent wydziału antropologii Uniwersytetu Harvarda, wyruszył w 1961 roku do Papui na zlecenie ojca. Nelson Rockefeller, burmistrz Nowego Jorku, polecił mu zgromadzić kolekcję sztuki plemiennej dla ufundowanego przez rodzinę nowojorskiego Metropolitan Museum of Art. Po kilku miesiącach spędzonych w Dolinie Baliem Michael pojechał na południe wyspy ku wybrzeżu Morza Arafura. To tereny plemienia Asmatów, które cieszyło się opinią najbardziej wyrafinowanych rzeźbiarzy Oceanii, ale także łowców głów i kanibali. Wcześniej do kolekcji Rockefellerów trafiały przypadkowe dzieła sztuki z Papui, zbierane przez oficerów wojska, urzędników kolonialnych i nielicznych misjonarzy. Ustalenie pochodzenia tych eksponatów było często niemożliwe. Dlatego Michael postanowił zrobić coś, czego nikt przed nim nie dokonał – dotrzeć do samego źródła. Ruszył do „jądra ciemności”. Sztuka plemienna Papuasów z kolekcji Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. fot. DEA / ARCHIVIO J. LANGE / Contributor / Getty Images Przez kilka miesięcy podróżował po asmackich wsiach, zbierając i dokumentując sztukę oraz wowipitsj (rzeźbiących w drewnie). Potem wypłynął w stronę Wybrzeża Kazuarin. 17 listopada 1961 roku, kilka kilometrów od brzegu, wzburzone fale przewróciły kilkunastometrowy katamaran. Na pokładzie był Michael Rockefeller i holenderski antropolog Rene Wassing oraz lokalni przewodnicy, którzy od razu popłynęli wpław po pomoc. Ta jednak nie nadchodziła. Po dwóch dniach dryfowania łódź oddaliła się 20 km do brzegu. Zniecierpliwiony Michael postanowił popłynąć do brzegu wpław. Był młody, silny i wierzył, że w kilkanaście godzin dotrze do celu. Na wszelki wypadek obwiązał się liną, do której przytroczone były dwa kanistry po paliwie. Wczesnym rankiem ruszył w stronę majaczącego na horyzoncie lądu. Po kilkudziesięciu minutach zniknął towarzyszom z oczu i ślad po nim zaginął. Zaginiony milioner Dzisiaj, w dobie telefonów komórkowych, GPS i łączności satelitarnej, trudno wyobrazić sobie taką sytuację. Jednak ponad pół wieku temu mimo wyznaczenia nagrody i zorganizowania trwającej wiele miesięcy akcji poszukiwawczej, w którą zaangażowały się setki osób, nie udało się trafić na ślad zaginionego antropologa. Mnożyły się spekulacje – nikt nie chciał uwierzyć, że Michael Rockefeller po prostu utonął w płytkich przybrzeżnych wodach. Bardziej prawdopodobne wydawało się, że padł ofiarą rekina lub jednego z potężnych słonowodnych krokodyli różańcowych, wówczas często spotykanych w tych wodach. Sugerowano też, że antropolog w otoczeniu tubylców zaszył się w głębi dżungli, niczym Kurtz, bohater „Jądra ciemności” Josepha Conrada, albo zginął z rąk kanibali. Żaden z wariantów nie znalazł jednak potwierdzenia w faktach i w 1964 roku Michael Rockefeller został uznany za zmarłego. Przez dekady jego legenda przyciągała do Papui awanturników i łowców przygód. Ponoć pod koniec lat 70. rodzina Rockefellerów wynajęła prywatnego detektywa, któremu w jednej z wiosek Asmatów udało się wymienić silnik do łodzi za trzy czaszki białych. Miejscowi utrzymywali, że to szczątki jedynych trzech białych, jakich zabito i zjedzono w tym rejonie. Czy jedna z nich należała do zaginionego antropologa i czy znalazca otrzymał ćwierć miliona dolarów nagrody za jej przywiezienie do Stanów Zjednoczonych – nie wiadomo. Rockefellerowie nigdy nie potwierdzili ani nie zdementowali tych pogłosek. Znani z praktyk kanibalistycznych Asmatowie żyją w indonezyjskiej części Nowej Gwinei. / fot. Arne Hodalic/CORBIS/Corbis via Getty Images Wzmianki o śmierci Rockefellera pojawiają się we wspomnieniach Tobiasa Schneebauma, kolekcjonera sztuki, który spędził pod koniec lat 70. wiele miesięcy na terenach Asmatów, żyjąc wśród miejscowych i kontynuując pracę Michaela. Ponoć w jednej ze wsi Schneebaum spotkał wojowników, którzy przyznali się do udziału w zabiciu i zjedzeniu białego antropologa. Biorąc pod uwagę kultywowane przez Asmatów tradycje, wersja ta wydawała się wielce prawdopodobna. Kim są Asmatowie? Jako pierwszy Asmatów opisał James Cook w dzienniku z wyprawy w 1770 roku. Jego okręt zakotwiczył u ujścia rzeki Kuti. Dwie łodzie pełne ludzi wyruszyły na poszukiwanie źródła słodkiej wody. Marynarze natknęli się na flotyllę dłubanek wypełnionych uzbrojonymi wojownikami – doszło do potyczki, w której od strzał zginęło 20 ludzi Cooka. Przez następne stulecia nieprzyjazny teren, uciążliwy klimat i ponura sława bezlitosnych łowców głów skutecznie zniechęcały kogokolwiek do prób nawiązania kontaktu i wypraw w ten rejon. Pierwsi misjonarze dotarli tu dopiero na przełomie lat 40. i 50. XX wieku. Zastali wsie pogrążone w permanentnej wojnie. Administracja holenderska podjęła próby pacyfikacji łowców głów z południa wyspy, na terenach plemion Marind-Anim i Asmat powstały posterunki wojskowe. Uczestnicy wypraw po głowy byli sądzeni i karani, jednakże jurysdykcja władz kolonialnych sięgała zaledwie kilka mil od posterunku. Do początku lat 60. XX wieku tereny te znajdowały się pod kontrolą holenderską jako część Holenderskich Indii Wschodnich. Dzisiaj wsie położone na wybrzeżu Morza Arafura należą do Indonezji. Mają stały kontakt ze światem – w większości umieszczono posterunki wojska i policji indonezyjskiej, a obok wsi Asmatów wyrastają osady Indonezyjczyków przesiedlonych z Jawy i Sulawesi. Najniebezpieczniejszy region świata Południe Nowej Gwinei to jeden z najmniej przyjaznych ludziom rejonów świata. Od stóp Gór Śnieżnych po brzeg Morza Arafura ciągnie się kilkusetkilometrowej szerokości pas bagnistej nizinnej dżungli, poprzecinanej gęstą siecią rzek o mętnej wodzie, i błotnistych kanałów zamieszkanych przez krokodyle różańcowe. Codziennie słone wody przypływu wdzierają się dziesiątki kilometrów w głąb lądu. Nie ma tu żadnych dróg, nie da się uprawiać ziemi. Do osad położonych w zasięgu pływów Morza Arafura, przylepionych do błotnistych brzegów rzek i strumieni, można dotrzeć przez kilka godzin w ciągu doby, kiedy poziom wody jest na tyle wysoki, że wydrążone w pniach drzew łodzie nie utykają w błocie. Przez resztę czasu wsie są odcięte od świata. Ludzie skazani są na to, co uda im się złowić w morzu i rzekach oraz to, co zrodzi nieprzyjazna dżungla. A ta wbrew pozorom rodzi niewiele – półdzikie banany, sago i dziki tytoń – często w miejscach oddalonych o wie-le godzin drogi łodzią od wsi. Zdobywanie jedzenia zajmuje dużo czasu, wsie sprawiają przez większą część dnia wrażenie całkowicie wyludnionych. Ich mieszkańcy koczują w dżungli w pobliżu gajów palm sagowych lub na terenach łowieckich. Osady liczą na ogół kilkanaście lub kilkadziesiąt domów, skupionych wokół jeu – stojącego frontem do brzegu długiego domu mężczyzn. Jeu jest sercem wspólnoty – odbywają się tam wszystkie przygotowania do ceremonii i obrzędów. Do domu wstęp mają tylko mężczyźni – śpią tam, rzeźbią lub po prostu chronią się przed upałem i kobietami, palą tytoń. Każdy z klanów zamieszkujących wioskę ma w długim domu (lub w jednym z kilku długich domów, jeśli wieś jest większa) swoje palenisko, strzeżone przez rzeźby wyobrażające przodków. Lud Asmatów do dzisiaj fascynuje antropologów. / fot. Francois Gohier/VW PICS/Universal Images Group via Getty Images Nad paleniskiem przechowywane są należące do klanu przedmioty ceremonialne: bębny, maski i zdobyte w czasie wypraw wojennych głowy. Asmaci wyprawiali się po nie od zawsze, a w bardziej oddalonych od cywilizacji wspólnotach obyczaj ten był w skrytości kultywowany do niedawna. Jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu zdarzało się, że ludzie znikali bez wieści, a po pewnym czasie w jednej z sąsiednich wsi pojawiały się nowe trofea. Świeżo zdobyta głowa była niezbędnym rekwizytem rytuałów inicjacyjnych, a liczba zdobytych głów stanowiła o statusie społecznym mężczyzny. Kim są kanibale Wyprawom wojennym i zdobywaniu głów towarzyszył kanibalizm. Aczkolwiek mocno osadzony w obrzędach i ceremoniach, miał on w tym rejonie bardzo prozaiczne podłoże. Ludzkie mięso stanowiło istotne uzupełnienie diety ubogiej w białko zwierzęce – człowiek, obok przypominających strusie nielotnych kazuarów, krokodyli i dzikich świń, był w dżungli Nowej Gwinei podstawową zwierzyną łowną. Ciała zabitych wrogów były ćwiartowane i sprawiane wedle reguł przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Mięso z odciętych kończyn i trzewi po upieczeniu w ogniu mieszano z mąką z sago. Tak powstawał święty chleb, którym częstowano wszystkich uczestników uczty. Wszyscy też nacierali się krwią zabitego zmieszaną z popiołem z opalonych z głowy włosów. Dzięki temu mogli się z nim zjednoczyć. Z upieczonej głowy zdejmowano skórę. Ciosem kamiennej siekiery wybijano w czaszce otwór, od tego momentu siekiera nosiła imię zabitego. Przez otwór liściem palmy można było wygrzebać mózg – zmieszany z mąką sagową i upieczony w liściu był zarezerwowany dla starszyzny. Jedno z ostatnich zdjęć Michaela Rockefellera / fot. Jan Broekhuijse Czaszka pozbawiona żuchwy (na wszelki wypadek, gdyby zmarły postanowił chcieć się zemścić) ozdabiana była plecionką z paciorków i nasion, piórami, i wieszana nad paleniskiem jako trofeum potwierdzające status społeczny zabójcy. Kanibalizm praktykowała większość mieszkańców Nowej Gwinei. Choć zakazany i surowo tępiony przez władze indonezyjskie, okazał się tak głęboko zakorzeniony w kulturze i wierzeniach, że niektóre plemiona żyjące w głębi interioru – jak chociażby Korowajowie – kultywują go do dziś. To właśnie opowieści o kanibalach przyciągają w ten nieprzyjazny rejon turystów. W dzisiejszych czasach biali mogą czuć się względnie bezpiecznie – wszystko wskazuje, że w całym XX w. w regionie zaginęło zaledwie kilku przybyszów z zewnątrz. Kto zjadł Rockefellera? Wszystko wskazuje na to, że tak. Kilka lat temu zafascynowany legendą Rockefellera amerykański reporter Carl Hoffman zaczął zgłębiać archiwalne materiały dotyczące okoliczności śmierci i poszukiwań zaginionego antropologa. Badania skłoniły go do wyprawy w poszukiwaniu ostatnich żyjących świadków tamtych wydarzeń. W 2012 r. wyruszył do Papui Zachodniej, by odsłonić skrywaną przez dwa pokolenia ponurą tajemnicę. Podróżując śladami antropologa dotarł do ostatnich żyjących w zagubionej wśród bagien wiosce świadków zdarzeń. Miejscowi potwierdzili najbardziej przerażającą wersję ostatnich chwil Rockefellera – przedstawiając dziennikarzowi osobliwą inscenizację śmierci. Fascynująca relacja z podróży i poszukiwań ukazała się kilka miesięcy temu w książce pod tytułem „Savage Harvest”. Okazało się, że po kilkunastu godzinach w wodzie, wyczerpany do granic sił Michael Rockefeller dopłynął do brzegu. Tam czekało na niego osiem długich łodzi z kilkudziesięcioma wojownikami ze wsi Otsjanep. Pech chciał, że kilka lat wcześniej holenderski patrol w ramach pacyfikacji zabił kilku mieszkańców tej osady. Teraz nadarzyła się okazja, by zabić kogoś z plemienia białych, podnosząc swój status społeczny i wykazując się wobec kuzynów i krewnych odwagą. Jak relacjonuje Hoffman, wojownik o imieniu Pep, nie zastanawiając się długo, wbił ostrze włóczni w brzuch białego. Towarzysze pomogli mu wciągnąć rzężące go Rockefellera do łodzi. Powiosłowali w stronę małej zatoczki, gdzie zgodnie z odwiecznymi prawidłami dopełnili obrzędu, ćwiartując i zjadając ciało. W ten sposób na pewien czas przywrócili zachwianą, ulotną równowagę. Rodzina Rockefellerów. Michael stoi u góry po prawej. fot. Keystone/Hulton Archive/Getty Images Czy opisana w książce historia zamyka sprawę? Wersja Hoffmana wydaje się wiarygodna i osadzona w realiach rejonu. Niestety nie ma twardych dowodów – można domniemywać, że jedna z trzech czaszek białych przywiezionych przez detektywa była w istocie czaszką Rockefellera. Mogłyby potwierdzić to badania DNA, ale tu ruch należy do rodziny Rockefellerów. Śmierć Michaela była dla nich, zwłaszcza dla siostry antropologa, olbrzymią traumą, trudno się więc dziwić, że nie chcą już drążyć sprawy i pozostawili książkę bez komentarza. Sprawdź, jak dobrze znasz europejskie stolice [QUIZ WIEDZY NATIONAL GEOGRAPHIC] Pytania 1 | 10 Jakie miasto jest na zdjęciu?
\n \n\n\n misjonarze skazani na śmierć
Teraz na jaw wychodzą szokujące szczegóły sprawy. 17-letni Mehdi i Amind zostali skazani na śmierć, chociaż do końca swoich dni nie byli świadomi ciążącego na nich wyroku. 25 kwietnia
Dwaj polscy misjonarze zamordowani 23 lata temu w Peru przez terrorystów z maoistowskiego ugrupowania Świetlisty Szlak dołączą do grona męczenników komunizmu. Niebawem w Watykanie zostanie ogłoszony dekret kończący proces beatyfikacyjny ojców Zbigniewa Strzałkowskiego i Michała Tomaszka z zakonu franciszkanów konwentualnych. Do zbrodni doszło 9 sierpnia 1991 r. w Pariacoto, niewielkiej miejscowości w peruwiańskich Andach. Ojcowie Zbigniew i Michał (nazywany Miguelem) dzień zaczynają od mszy św. Kiedy błogosławią wiernych na zakończenie Eucharystii, za drzwiami kościoła El Senoro de Mayo czają się uzbrojeni bandyci ze Świetlistego Szlaku. Gdy tylko księża wychodzą, napadają na nich. Żądają kluczyków do zakonnego samochodu. Żaden z parafian nie protestuje. Wszyscy się boją. Bojówkarze wiążą ręce duchownym i wiozą ich w kierunku miasteczka. Zakonnikom towarzyszy na własne życzenie siostra Bertha. Po drodze odbywa się „sąd” nad księżmi. Zostają „skazani” na śmierć za podjudzanie modlitwą, kultem świętych i mszą przeciw rewolucji, za okłamywanie ludu Biblią. Po „procesie” bojówkarze wyrzucają zakonnicę. Biorą za to kolejnego zakładnika – wójta. Jadą dalej. Zatrzymują się kilka kilometrów za Pariacoto. Tam mordują kapłanów i urzędnika. Po ucieczce bandytów ciała ofiar znajdują mieszkańcy wioski. Misjonarze i wójt leżą twarzami do ziemi. Na ich zmasakrowanych głowach wyraźnie widać otwory po kulach. Maoistowscy terroryści zostawiają na ciele ojca Zbigniewa kartkę z napisanym krwią zdaniem: „Tak giną pachołki imperializmu”. Ciała dwóch męczenników pochowano nieopodal kościoła Pariacoto. Wierni idący w kondukcie żałobnym nie tylko opłakiwali swoich księży. W poczuciu winy za brak reakcji na uprowadzenie duchownych śpiewali pieśń „Wybacz, Panie, swojemu ludowi”. Proste kamienne groby misjonarzy są nawiedzane przez wiernych nie tylko z Pariacoto, ale także z zagranicy, w tym z Polski. Miejscowi mówią o zamordowanych polskich franciszkanach „nasi święci męczennicy”. Proces beatyfikacyjny franciszkanów rozpoczął się w 1996 r. Wydanie dekretu o męczeństwie Polaków nastąpi w najbliższym czasie. Jak podał portal internetowy Katolickiej Agencji Informacyjnej emerytowany biskup Chimbote w Peru, Luis Armando Bambarén Gastelumendi SJ poinformował swoich diecezjan, że niebawem można spodziewać się beatyfikacji dwóch polskich franciszkanów. Źródło: Gazeta Polska Codziennie
\n misjonarze skazani na śmierć
Jezus Chrystus postacią historyczną. Grota Narodzenia Pańskiego w Betlejem. Jezus w Nowym Testamencie. W pismach nowotestamentalnych Jezus Chrystus opisywany jest jako nauczyciel, który gromadzi wokół siebie tłumy słuchających, a jednocześnie szczególne przesłanie kieruje do wybranych uczniów, którzy stale są z Nim.
Helena była ofiarą napaści 2 bandytów, którzy nocą w celach rabunkowych przedostali się na teren ochronki prowadzonej przez siostry służebniczki dębickie. Zostali nakryci przez misjonarkę, przez co śmiertelnie ją przez podróżą do Boliwii pragnienie służby i pomocy innym zaprowadziło Helenę w inne zakątki świata. W ramach projektów wolontariatu odwiedziła Rumunię, Węgry oraz Zambię. Gdziekolwiek się pojawiała, zostawiała uśmiech i piosenki przepięknie wygrywane na gitarze, które w serca wszystkich słuchaczy wlewały radość i Heleny potwierdza, że Ameryka Łacińska stanowi szczególnie trudne wyzwanie pod względem misyjnym, gdyż przez cały 2017 rok zginęło tam 11 misjonarzy: ośmiu księży, jeden zakonnik i dwie osoby świeckie. Niestabilna sytuacja panująca w wielu państwach latynoskich najdotkliwiej odbija się na kapłanach: w Meksyku życie straciło 4 księży, w Kolumbii 3, natomiast w Brazylii i na Haiti po Ameryka Łacińska na przestrzeni ostatnich lat stała się najbardziej niebezpiecznym terenem dla misjonarzy. Ci, którzy giną, nie są męczennikami za wiarę (padają ofiarą przestępstw), ale większość z nich dobrowolnie i w pełni świadomie zgadza się podjąć działalność misyjną realizowaną przez swoje wspólnoty, pomimo związanego z nią nieuchronnie w Nigerii są priorytetowym celem dla muzułmańskiej ekstremistycznej grupy Boko Haram, jednej z najokrutniejszych organizacji terrorystycznych na świecie. 11 grudnia ubiegłego roku w Pulka, miejscowości położonej w północno-wschodniej części kraju zamachowcy-samobójcy stanęli w drzwiach kościoła, którego wierni są żywo zaangażowani w pomoc przesiedleńcom z relacji Radia Watykańskiego dowiadujemy się, że dwie kobiety z szeregów Boko Haram w wieku 19 i 29 lat, kiedy dostrzegły najstarszego z katechetów – Josepha Nagę, podeszły do niego, aby go objąć. Inny katecheta z tej wspólnoty – John Manye wraz z pomocnikiem Patrickiem (zdołano jedynie ustalić jego imię) – zorientowali się w prawdziwych zamiarach kobiet i ruszyli na pomoc Johnowi. Na widok nadbiegających mężczyzn, terrorystki zdetonowały kamizelki wybuchowe, powodując śmierć znajdujących się w pobliżu katechumenów, którzy przygotowywali się na wizytę biskupa i przyjęcie z jego rąk Joseph był ojcem jedenaściorga dzieci i pracował jako katecheta od 36 lat. 38-letni John miał pięcioro dzieci i od ponad 10 lat pełnił posługę katechety. Patrick natomiast miał 27 lat i był z celów deklarowanych przez Boko Haram, stanowiącego zachodnioafrykańskie odgałęzienie tzw. Państwa Islamskiego (ISIS), jest zaprowadzenie szariatu (prawa muzułmańskiego) we wszystkich stanach Nigerii. Mieszkający tam chrześcijanie, zarówno katolicy, jak i protestanci, pozostają głównym obiektem ataków tej zbrodniczej Shao Zhumin, biskup Wenzhou (w prowincji Zhejiang) nadal pozostaje pod nadzorem „męczennikami” już za życia. W 2017 roku zginęło wielu biskupów i księży Kościoła katolickiego w Chinach na skutek okrutnych prześladowań oraz wyroków skazujących na długie lata więzienia czy też przymusowe 13 sierpnia ubiegłego roku w wieku 93 latSilvestre Li Jiantang był biskupem Taiyuan. Na stronie Agencji czytamy, że 14 lat (w okresie 1966-1980) spędził w obozie pracy skazany na przymusowe roboty. Po przyjęciu święceń biskupich z zaangażowaniem pracował na rzecz wznowienia działalności seminarium diecezjalnego. Odpowiedzią ze strony lokalnych władz było zamknięcie seminarium w 2013 Xie Tingzhe, biskup Urumqi, w prowincji Xinjiang, zmarł 14 sierpnia w wieku 86 lat. Pod koniec lat pięćdziesiątych, jeszcze jako kleryk, trafił do więzienia za odmowę przynależności do patriotycznego stowarzyszenia katolickiego kontrolowanego przez komunistyczny reżim. Został skazany na prawie 20 lat przymusowych prac (w okresie 1961-1980). Po odbyciu kary przyjął święcenia kapłańskie, a 11 lat później, w 1991 roku został w podziemiu wyświęcony na biskupa. W swojej działalności ewangelizacyjnej aktywnie wykorzystywał internet. Ponadto udzielał się w sieci w różnych grupach dyskusyjnych, gdzie uczył swoich znajomych pieśni religijnych po również podaje Agencja 7 grudnia w wieku 90 lat zmarł Matías Yu Chengxin, emerytowany biskup koadiutor Hanzhong (w prowincji Shaanxi).Do seminarium wstąpił w 1956 roku, ale zostało ono zamknięte po dwóch latach. Fakt ten zmusił do go kontynuowania formacji w kościele podziemnym. Podczas Rewolucji Kulturalnej w latach 1966-1976 został osadzony w areszcie domowym, a następnie skazany na przymusowe roboty w obozie koncentracyjnym. W 1989 roku potajemnie wyświęcono go na czerwca zmarł Juan Liu Shigong, 89-letni biskup Jining (lub Tsining) w Mongolii Wewnętrznej na północy Chin. Po przyjęciu święceń kapłańskich w 1956 roku został zesłany na przymusowe roboty za czasów Rewolucji Wang Milu, biskup diecezji Tianshui (a dokładnie dzielnicy Qinzhou), położonej w prowincji Gansu odszedł 14 lutego w wieku 74 lat. Znaczną część swojej posługi biskupiej odbył w więzieniu. Został potajemnie wyświęcony na biskupa w 1981 roku. Wyrok skazujący go na 10 lat więzienia otrzymał w biskupów działających w chińskim Kościele podziemnym pozostaje niezwykle trudna, jako że na niektórych z nich nadal ciąży kara pozbawienia przykładu, Thaddeus Ma Daqin, biskup pomocniczy Szanghaju przebywa w areszcie domowym od 2012 roku, po tym, jak przy okazji święceń biskupich oświadczył, że występuje z Patriotycznego Stowarzyszenia Katolików Chińskich podlegającego komunistycznym przypadkiem jest Pedro Shao Zhumin, biskup Wenzhou (w prowincji Zhejiang), który od ośmiu miesięcy pozostaje pod nadzorem policji. 11 września biskup trafił do szpitala Tongren w Pekinie, by zostać poddany operacji ucha. Za pośrednictwem chińskiego komunikatora Wechat poprosił wiernych o modlitwę w swojej intencji, sugerując jednocześnie, by nie odwiedzano go ze względów nazwisk księży, których w Chinach pozbawiono wolności jest znacznie dłuższa. Pozostając wierni Ewangelii, ponoszą oni prawdziwe „męczeństwo” za Filipiny: Robotnicy zamordowani za to, że nie wyrzekli się swojej wiaryPrzebywający w niewoli ksiądz Teresito Soganub w nagraniu wyemitowanym przez tzw. Państwo ich zabito za to, że nie chcieli wypowiedzieć szahady, muzułmańskiego wyznania wiary. Takie właśnie świadectwo ze swojego życia złożyło ośmiu chrześcijan na filipińskiej wyspie Mindanao. Ich męczeńska śmierć została potwierdzona w śledztwie, jakie lokalne władze zleciły po bestialskim mordzie dokonanym przez terrorystów z grupy Maute, znanej również jako Państwo Islamskie Lanao, powiązane z tzw. Państwem Islamskim (ISIS).Zamordowani chrześcijanie, zatrudnieni na budowie, przemieszczali się z Marawi do miasta Iligan. W czasie podróży zostali zatrzymani przez terrorystów, którzy ich związali i postawili przed wyborem: przejście na islam albo śmierć. Każdy z nich pozostał przy swojej wierze i w modlitwie powierzył duszę Bogu. W reakcji na swoją decyzję usłyszeli jedynie świst kul, które powaliły ich na ziemię. Ciała ofiar porzucono w pobliskim rowie, stawiając przy nich tabliczkę z napisem: „Munafik”, oznaczającym zdrajca bądź wcześniej ta sama organizacja terrorystyczna dokonała porwania filipińskiego księdza katolickiego o nazwisku Teresito Soganub. Bojownicy wtargnęli do katedry NMP Wspomożycielki w Marawi i pojmali ks. Teresito (nazywanego „Chito”) oraz 23 innych wiernych. Kapłan znany jest na Mindanao przede wszystkim ze swoich działań na rzecz chrześcijańsko-muzułmańskiego dialogu. Kolejnym posunięciem terrorystów było spalenie katedry. Niewola księdza Teresito zakończyła się po 117 dniach dzięki interwencji oddziałów antyterrorystycznych filipińskiej Indie: Sultan Masih otrzymywał groźby zakazujące głoszenia EwangeliiWzruszająca fotografia zamordowanego pastora Sultana Masiha udostępniona przez jego Masih wielokrotnie słyszał, że ma przestać głosić Słowo Boże. Jednak ten 47-letni pastor Indyjskiego Zielonoświątkowego Kościoła Bożego w świątyni w Ludhijanie, największym mieście indyjskiego Pendżabu, za nic miał wszystkie relacji zamieszczonej w lokalnej prasie wynika, że zbrodni dopuściło się dwóch uzbrojonych, jadących na motorach mężczyzn, którzy oddali do duchownego strzały, raniąc go w nogi, twarz i klatkę piersiową, w chwili kiedy ten opuszczał mury posługiwał w niej od 20 lat, a także prowadził szkołę dla ubogich dzieci. Sam był ojcem czworga pociech, w tym dwojga słów jego córki, 22-letniej Alishy Masih, dowiadujemy się, że do Sultana Masiha telefonicznie i mailowo wielokrotnie docierały pogróżki, które można by podsumować następująco: „Jeżeli nie przestaniesz głosić, to zginiesz”.Nie ulega wątpliwości, że było to zabójstwo z premedytacją, bandyci orientowali się w rozkładzie dnia duchownego i wiedzieli, w jakim momencie najłatwiej im będzie go realizowane przez policję oraz krajowe służby wywiadowcze nadal trwa. 31 grudnia na stronach indyjskiego dziennika „The Times of India” opublikowano stanowisko Policji, według którego za tym zabójstwem, jak i pozostałymi, do jakich doszło w minionym roku w Pendżabie stoi Islamska Armia 2017 był bardzo trudny dla wyznawców Chrystusa w Indiach, którzy stanowią jedynie 2,3% ludności. Według portalu już w pierwszej połowie minionego roku zarejestrowano 410 aktów przemocy wobec wspólnot chrześcijańskich, dokonywanych najczęściej przez hinduskich Korea Północna: Bezimienni męczennicyPrzypadek Otto Warmbiera, obywatela USA żydowskiego pochodzenia jest przykładem odrażających prześladowań, do jakich na tle religijnym dochodzi w Korei Północnej. W szczególnie dramatycznej sytuacji znajdują się chrześcijanie żyjący na terenie Korei Północnej. Paradoksalnie, właśnie tam nie sposób ustalić konkretnej liczby męczenników i prześladowanych za wiarę. Według publikacji Papieskiego Stowarzyszenia „Pomoc Kościołowi w Potrzebie” (PKWP) pt. „Prześladowani i zapomniani. Raport o chrześcijanach uciskanych za swą wiarę w latach 2015-2017”, w kraju pozostającym pod rządami Kim Dzong Una pojęcie wolności religijnej zostało doszczętnie zdeptane.„W Korei Północnej – gdzie, jak podaje raport, dochodzi do największego pogwałcenia praw człowieka – mają miejsce niemożliwe wręcz do opisania, zastraszające akty wymierzone w chrześcijan. Represje polegają między innymi na przymusowych głodówkach i zabiegach aborcji, przywiązywaniu wiernych do płonących krzyży bądź miażdżeniu w sprężarkach parowych”.W raporcie czytamy również, że „chrześcijanie, którzy zostaną przyłapani na wykonywaniu praktyk religijnych, są z miejsca aresztowani. Następnie zostają albo straceni, albo też skazani na przymusowe roboty, tortury, prześladowanie, głodówkę, gwałty, zabiegi aborcji bądź też padają ofiarami przemocy seksualnej”.Na obszarze tego kraju, jak przypomina raport PKWP, obowiązuje klasowy system Songbun, który określa dostęp do różnych dóbr i świadczeń, takich jak racje żywnościowe, edukacja czy opieka zdrowotna w zależności od tego, do której klasy zalicza się dany obywatel. Ogółem jest 51 kategorii ułożonych hierarchicznie w zależności od stopnia lojalności względem władz reżimu.„Ci, którzy należą do klas z dołu listy uznawani są za wrogów państwa (protestanci zajmują 37 pozycję, a katolicy 39). System ten sprzyja dyskryminacji opartej na «religijnym credo» komunistycznej dyktatury”.Śmierć amerykańskiego studenta Otto Warmbiera, która miała miejsce w czerwcu 2017 roku, po tym jak był on przetrzymywany w więzieniach na terenie Korei Północnej, tylko potwierdziła dramatyczne położenie, w jakim znajdują się reżimu przypisały popełniony przez Otto czyn chrześcijańskiemu wyznaniu, pomimo tego, iż był on Żydem. Oskarżono go o kradzież propagandowego plakatu zawieszonego w hotelu, gdzie był zakwaterowany. Amerykanin przyznał się, że dokonał zarzucanego mu przestępstwa na prośbę znajomego należącego do metodystycznego Kościoła Friendship United. Akt oskarżenia pod adresem Warmbiera podkreślał, że chrześcijaństwo jest całkowicie obce systemowi obowiązującemu w Korei były północnokoreański pracownik ochrony wyjawił organizacji pozarządowej Christian Solidarity Worldwide (CSW), że władze reżimu kojarzą chrześcijaństwo ze Stanami Zjednoczonymi, a jego wyznawców uznają za zagranicznych szpiegów zasługujących na karę stan zdrowia, w jakim Otto Warmbier powrócił do Stanów Zjednoczonych, pogrążony w śpiączce, pozwolił jeszcze lepiej zrozumieć tragiczne warunki, na jakie skazani są więźniowie północnokoreańskich obozów koncentracyjnych. Według źródeł służących PKWP przy opracowaniu raportu, 75% chrześcijan osadzonych w obozach koncentracyjnych ginie na skutek okrutnych kar. Ich personalia jednak pozostają całkowicie ukrywane przez organy bezpieczeństwa. Są oni bezimiennymi męczennikami naszych Koptowie czyli herosi wiaryKoptyjscy chrześcijanie w Egipcie dźwigają trumny z ciałami 4 ofiar czasie, kiedy świat szykował się na obchody zakończenia starego roku, 30 grudnia 9 osób zginęło tragicznie w zamachu na mniejszość chrześcijańską w Egipcie. Dokonał go uzbrojony dżihadysta, który wtargnął do kościoła w południowej części Kairu, działając na zlecenie tzw. Państwa był ostatni z serii ataków przeprowadzonych przez islamskich terrorystów, które w samym tylko 2017 roku pozostawiły ponad sto ofiar śmiertelnych. Chrześcijanie koptyjscy w Egipcie, stanowią najliczniejszą, gdyż aż 10% mniejszość religijną w tym stumilionowym, zasadniczo muzułmańskim kraju, a za swoją wiarę przychodzi im często płacić najwyższą tworzą największą wspólnotę chrześcijańską na Środkowym Wschodzie. Uchodzi ona ponadto za jedną z najstarszych, gdyż według tradycji Kościół Koptyjski powstał w 50 roku kiedy to św. Marek Ewangelista – uważany przez Koptów za pierwszego patriarchę (papieża) Aleksandrii – zawitał do Egiptu. Jego następca, Tawadros II, papież Koptyjskiego Kościoła Ortodoksyjnego, patriarcha Aleksandrii, w swoim komunikacie kondolencyjnym zapewniał, że jego wspólnota „pozostaje silna i zdolna do pokonania sił ciemności” mocą przylgnięcia do grudnia 2016 roku z rąk egipskiego odłamu tzw. Państwa Islamskiego zginęły dziesiątki chrześcijan w zamachach zbrojnych i bombowych w kościołach na terenie całego Państwo Islamskie przyznało się również do ataku terrorystycznego z 11 grudnia 2016 w koptyjskim kościele pw. Św. Piotra i Pawła w Kairze, w którym zamachowiec samobójca wysadził się w świątyni, powodując śmierć 29 dżihadystyczne ugrupowanie potwierdza dokonanie w kwietniu 2017 roku kolejnych 2 samobójczych ataków. Jeden miał miejsce w Aleksandrii, największej egipskiej aglomeracji zaraz po stolicy, natomiast drugi na północy kraju w mieście maju, uzbrojony bojownik tej organizacji zabił w południowej dzielnicy Kairu 28 chrześcijan podróżujących do pewnego dżihadystycznych terrorystów na tle egipskich Koptów potwierdza głoszone przez nich hasła o nietolerancji religijnej. Walka ta jednak nie jest równa, gdyż po drugiej stronie stoi słaby przeciwnik, zarówno z uwagi na swój mniejszościowy status w kraju o większości muzułmańskiej, jak i poprzez skazanie na swoiste wykluczenie wszystkich tych zamachów doszło w ciągu minionego roku na oczach biernie przyglądającej się wspólnoty międzynarodowej oraz mediów. Wyobraźmy sobie, jakie reakcje na arenie międzynarodowej wywołałaby seria zamachów takiego kalibru dokonanych na terenie jakiegoś państwa europejskiego. Nasuwa się wniosek, że istnieją różne kategorie obywateli: do pierwszej należą mieszkańcy Zachodu, a do drugiej reszta któremu leży na sercu los koptyjskich chrześcijan zdaje się być papież Franciszek. Swoją podróżą do Egiptu w dniach 28 i 29 kwietnia 2017 r. chciał zwrócić uwagę świata na prześladowania, jakich doznaje Koptyjski Kościół i jednocześnie oddać mu hołd za wierność, z jaką od prawie dwóch tysięcy lat trwa przy Chrystusie pomimo nieustających także:5 rzeczy, które trzeba wiedzieć o chrześcijanach koptyjskich9. Kamerun: Biskup Jean-Marie Benoît Balla ofiarą morderstwa?Biskup Jean-Marie Benoît BallaZdarza się, że wrogowie Kościoła są dumni z tego, że doprowadzili do śmierci chrześcijanina. Innym razem próbują zatuszować swoją zbrodnię, zwyczajnie umywając swoje zbroczone krwią ręce. Tak właśnie było w przypadku okrutnego zabójstwa pewnego duchownego, którego św. Jan Paweł II mianował biskupem diecezji Bafia w jego rodzinnym Jean-Marie Benoît Balla w otoczeniu znany był z misyjnego ducha, którym kierował się w swojej szeroko zakrojonej działalności jako fundator parafii oraz promotor idei szkół chrześcijańskich. Zdołał również wprowadzić do ceremonii liturgicznej balafon, tradycyjną zachodnioafrykańską odmianę nocy z 30 na 31 maja 2017 roku opuścił swoją posiadłość po otrzymaniu pewnego telefonu. We wnętrzu jego samochodu, który następnego dnia znaleziono na moście nad rzeką Sanaga w miejscowości Ebebda, można było przeczytać odręcznie skreśloną notatkę: „Jestem w wodzie”. Zarówno ta osobliwa treść, jak i charakter pisma sugerowały, że usiłowano upozorować samobójstwo. Po trzech dniach ciało hierarchy wyłowiono z tej właśnie rzeki. Na pierwszym etapie śledztwa sądzono, że zwłoki biskupa wrzucono do wody, po tym jak został poddany torturom, a następnie zamordowany. Jednak 4 lipca prokurator generalny Kamerunu przedstawił raport, z którego wynikało, że najprawdopodobniej biskup popełnił samobójstwo przez dni później Samuel Kleda, arcybiskup Duali i przewodniczący Konferencji Episkopatu w Kamerunie oświadczył, że nie podziela wniosków prokuratora i potwierdził, że „biskup Jean-Marie Benoît Balla został brutalnie zamordowany”. W lipcu Konferencja Episkopatu podjęła decyzję o wniesieniu oskarżenia przeciwko nieznanym zabójcom 3 sierpnia, Joseph Akonga Essomba, powołany na stanowisko tymczasowego zastępcy biskupa na terenie diecezji przyznał, że mordercy hierarchy mogą liczyć na ochronę ze strony przedstawicieli sierpnia sprofanowano grób duchownego znajdujący się w katedrze św. Sebastiana w Bafii. Wciąż badane są okoliczności tego aktu wandalizmu, tak jak w Prokuraturze Generalnej w Jaunde pozostaje otwarte dochodzenie w sprawie śmierci przejrzystości w tym śledztwie nawiązuje do innych licznych przypadków katolickich misjonarzy, którzy w ostatnich dziesięcioleciach tragicznie zginęli w Kamerunie z rąk nieznanych to, na przykład, o. Armela Djamy, jednego z najbliższych współpracowników biskupa Balli i rektora niższego seminarium duchownego św. Andrzeja w Bafii, którego znaleziono martwego w niewyjaśnionych katoliccy misjonarze, których wcześniej spotkał taki sam los to: Yves Plumey, emerytowany arcybiskup Garoui (1991); ksiądz Joseph Mbassi, redaktor katolickiego biuletynu „L’Effort camerounnais” (1988); o. Engelbert Mveng SJ – jezuicki teolog (1995); francuskie zakonnice Germaine Marie Husband oraz Marie Léone Bordy, pracujące w przychodni medycznej na jednej z katolickich placówek misyjnych (1992); ksiądz Apollinaire Claude Ndi, proboszcz parafii niedaleko Jaunde (2001). Od 2010 roku wiele wspólnot parafialnych pozostaje obiektem szykan za milczącym przyzwoleniem władz. W Kamerunie zabicie chrześcijanina przedstawiane jest bowiem jako samobójstwo, choć praktycznie nikt w to nie Misjonarze w rękach ISISGloria Cecilia Narváez ArgotyPośród świadków wiary, którzy w ubiegłym roku oddali swoje życie za Chrystusa, nie zabrakło chrześcijańskich misjonarzy uprowadzonych przez terrorystów z tzw. Państwa Islamskiego czy innych ugrupowań dżihadystycznych w różnych częściach świata. Jeden z najświeższych przypadków dotyczy siostry Glorii Cecilii Narváez Argoty porwanej 8 lutego w wiosce Karangasso na terenie lipcu oddział Al-Kaidy w Mali zamieścił w sieci nagranie, na którym widać zakonnicę w towarzystwie pięciu innych zagranicznych zakładników uprowadzonych przez islamskich terrorystów. Pomimo interwencji przedstawicieli Kościoła i władz nie udało się ustalić żadnych precyzyjnych informacji w sprawie porwania siostry bardziej dramatycznie wygląda sytuacja włoskiego jezuity Paola Dall’Oglio, uprowadzonego 29 lipca 2013 w syryjskim mieście Ar-Rakka. W ciągu ostatnich lat pojawiały się przeróżne pogłoski, ale, jak dotychczas, nie uzyskano żadnych oficjalnych informacji co do miejsca jego serię wstrząsających wiadomości pragniemy zakończyć pokrzepiającym akcentem. 12 września wypuszczono z niewoli indyjskiego salezjanina, ks. Toma Uzhunnalila. Został on uprowadzony 4 marca 2016 roku w Aden, w Jemenie w trakcie napadu dżihadystów na dom starców prowadzony przez misjonarki miłości Matki Teresy z Kalkuty, w którym to zginęły cztery siostry oraz 12 innych także:10 osób, które w 2017 roku poświęciły swoje życie dla innychCzytaj także:Matka ucałowała dłonie mordercy córki. „Uśmiechnięta siostra” umierała z imieniem Jezusa na ustachTekst pochodzi z hiszpańskiej edycji portalu Aleteia
Skazany na śmierć - S03E11 - Lektor PL.mp4. 473.4 MB. Dodał lidia70. 7 lata temu. Skazany na śmierć - S02E01 - Lektor PL - oglądaj darmowy film online bez limitów!
Skazany na śmierć translations Skazany na śmierć Add Zakon braće Skazani na śmierć mają za towarzyszkę jedynie śmierć, tak nakazuje prawo. Oni koji su osuđeni na smrt, imaju kao druga samo smrt; tako traži zakon. Literature Ich kolonia została zniszczona, a na otwartej przestrzeni ich młode są skazane na śmierć. Njihov dom je rasturen i njihovi mladi će sigurno umrijeti na otvorenom. Trzej mężczyźni skazani na śmierć w ogniu wychodzą z niego bez szwanku! Tri čovjeka osuđena na smrt u užarenoj peći spašena su od te strašne kazne! jw2019 Kobieta, która posługuje się bronią, musi być skazana na śmierć, ale żadne prawo nie mówi, na jak długo. Žena koja upotrijebi oružje bit će prokleta smrću, no ni jedan običaj ne kaže na koliko dugo. Literature Jeśli nie zgodzisz się na operację, skażesz na śmierć Tripa. Ako odbiješ, ti ćeš Tripa osuditi na smrt. Ile z tych osób zostało skazanych na śmierć? Koliko je tih ljudi bilo osuđeno na smrt? - Nasi inni przyjaciele też nie muszą być skazani na śmierć """Druge prijatelje koje ne moramo osuditi na smrt.""" Literature Powinienem cię skazać na śmierć jako zdrajcę. Trebao bih te pogubiti kao izdajicu. Prawo pozwala skazanym na śmierć na wybranie przewodnika duchowego. Zakon dopušta osuđenicima na smrtnu kaznu da odrede sebi duhovnog savjetnika. Został skazany na śmierć. Większość skazanych na śmierć ostatecznie chce oczyścić sumienie przed egzekucją. Pa, većina smrtnoj kazni, na kraju, oni vole očistiti svoju savjest prije izvršenja. Ta szlachcianka, ma prawo skazać na śmierć każdego ze swoich poddanych. Kao plemkinja, ima pravo da ubije svoje podanike. Zaledwie po kilku godzinach obrad Demaresta uznano za winnego i skazano na śmierć. Demarest je proglašen krivim nakon samo nekoliko sati vijećanja i osuñen na smrt. Literature Dlatego wybrałem ciebie, bo już jesteś zhańbiony i skazany na śmierć Odabrao sam te jer si se već osramotio opensubtitles2 Jesteśmy skazani na śmierć opensubtitles2 Wszyscy, z wyjątkiem Marcusa, który trafił do domu poprawczego, skazani na śmierć. Osuđeni na smrtnu kaznu, svi osim Marcusa, koji je u maloljetničkom zatvoru. Literature Poruczniku Schady, oto skazani na śmierć: Poručniče Schady. Na smrt osuđeni i za smaknuti su... Jeśli ktoś popełni morderstwo, zostanie skazany na śmierć, a cała jego rodzina sprzedana w niewolę. Počini li netko ubojstvo, pobrinut ću se da i sam umre, a cijela obitelj bit će mu prodana u ropstvo. Literature Zostanie aresztowany za herezję i skazany na śmierć Bit će uhićen za herezu i osuđen na smrtnu kaznu opensubtitles2 Słyszała o wizycie, jaką złożyliście skazanemu na śmierć. Čula je za vašu posetu osuđeniku na smrt. To sala widzeń dla skazanych na śmierć. Ova soba je određen za smrt zatvorenika. Inny młody chrześcijanin skazany na śmierć przez ścięcie napisał w liście do rodziców: „Minęła już północ. Jedan mladi kršćanin koji je pogubljen odrubljivanjem glave napisao je svojim roditeljima: “Prošla je ponoć. jw2019 Sokratesa skazano na śmierć opensubtitles2 Dlatego zostaje skazany na śmierć przez powieszenie. Zato, ga osuđujemo na smrt vješanjem. Został skazany na śmierć na krzyżu. Osuđen je na smrt na križu. LDS
Pozostałe. Skazany na śmierć (2005) s04e01 Scylla (2008) - Sprawdź informację o tym odcinku: obsada, twórcy, galeria i forum odcinka.
Bujumbura, 3 luty 2000 r. Często misjonarz woła i prosi w imieniu tych, którzy nie mają głosu, albo nie dopuszcza się ich do głosu. Dziś w tym liście chciałbym mówić w imieniu tych, którzy pozbawieni są głosu, ponieważ są od lat w więzieniu. Jezu, ufam Tobie ! Pierwszym zadaniem misjonarza jest głoszenie Dobrej Nowiny o zbawieniu tym, do których został posłany. To głoszenie musi iść w parze ze świadectwem miłości, którą żyje i praktykuje misjonarz. Często misjonarz woła i prosi w imieniu tych, którzy nie mają głosu, albo nie dopuszcza się ich do głosu. Dziś w tym liście chciałbym mówić w imieniu tych, którzy pozbawieni są głosu, ponieważ są od lat w więzieniu. Odwiedzam często więzienie w Mpimba dzielnicy Bujumbura. Spieszymy im z pomocą duchową i materialną. Długo będę pamiętał Mszę św. odprawioną w więzieniu w Boże Narodzenie. Więźniowie przystroili kaplicę /raczej teren pod kaplicę/ kolorowymi wstążkami, a chór przygotował pieśni kościelne w kilku językach. Credo było śpiewane po łacinie, Ojcze nasz w kiswahili, inne pieśni w kirundi i po francusku, Pierwsze i drugie czytanie też były śpiewane. Ks. Emmanuel, kapelan więzienia musiał jechać jeszcze raz do domu, by przywieźć kadzidło. Msza św. z tańcami i śpiewami trwała prawie trzy godziny. Oni naprawdę się modlili. Jest inna grupa więźniów, którzy nie mogą brać udziału z innymi więźniami we Mszy św. Są to mężczyźni skazani na śmierć. Dla nich oprawiłem Mszę św. dwa tygodnie po świętach Bożego Narodzenia w piątek. Najpierw we czwartek pojechaliśmy ich wyspowiadać. Było ich około 60. Z wielką skruchą przystępowali do spowiedzi, wielu z nich zostało skazanych niesłusznie, na podstawie donosów. We Mszy św. zachęcałem ich do ufności w miłosierdzie Boże. Dla Pana Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Może władze zmienią wyrok i wrócą niektórzy do swoich rodzin. Mówiłem im o Roku Jubileuszowym, który jest wezwaniem do przebaczenia i pojednania. Jezus Chrystus, nasz brat przeżywa głęboko, że jego bracia cierpią i są skazywani na śmierć. Po Mszy św. wielu z nich przyszło do mnie ze swoimi sprawami i listami od rodzin. Kupiliśmy dla nich książeczki do nabożeństwa. Zabieram recepty, aby im kupić lekarstwa, o które proszą. Mam pomysł, aby Leopolda z Mpinga, który skazany jest na 20 lat więzienia nauczyć robić różańce. Należy on do Legionu Maryi. O różańce wciąż mnie proszą więźniowie i strażnicy. Ostatnio otrzymaliśmy z Biura Misyjnego w Krakowie ziarenka, drut i krzyżyki do robienia różańców. Po Mszy św. w więzieniu odbywają się zebrania różnych stowarzyszeń kościelnych. Zapowiedziano, że za dwa tygodnie odbędą się wybory do komitetu parafialnego. W stolicy mają swą siedzibę różne organizacje humanitarne. One przeprowadzają wizyty w więzieniu, sprawdzają jak odbywają się sądy. Z tego powodu od kilku lat nie wykonuje się wyroków śmierci w tym więzieniu, w samej stolicy. W więzieniu mnie już znają, dlatego bez większych trudności mogę odwiedzać więźniów. Skazani na śmierć są izolowani od innych więźniów. Aby z nimi się widzieć, trzeba osobnego pozwolenia od dyrektora więzienia. Zauważyłem, że w więzieniu jest jeden biały i Afrykańczycy z sąsiednich krajów. Z okazji Bożego Narodzenia więźniowie otrzymali ryż. Z Radia Bujumbura dowiedzieli się, że były święcenia Barutwanayo w Musongati i składali mu gratulacje. Wziąłem raz ze sobą do więzienia brata Hieronima, który tu spotkał swoich kolegów ze szkoły średniej i znajomych ze swojej parafii Ntita. Może w jeszcze większej biedzie żyją ludzie, którzy są w obozach z dala od swoich domów. Słyszymy, że w tych obozach dużo ludzi umiera, panuje cholera i krwawa biegunka. Na zebraniu księży z diecezji Bujumbura postanowiono, że w Wielkim Poście będą urządzane zbiórki dla ludzi zmuszonych do życia w obozach. Będą też „pielgrzymki” do tych obozów na znak solidarności z nimi. Od jakiegoś czasu nasiliły się ataki różnych grup i wojska na biedną ludność w okolicach Musongati. Ludzie opuszczają wioski i szukają schronienia gdzie indziej. Nie możemy tracić nadziei, nie ustajemy w modlitwie o pokój i pojednanie w Burundi. W imieniu tych najbardziej pokrzywdzonych i więźniów prosimy Was Drodzy Przyjaciele Misji, o modlitwy i pamięć i znak solidarności. Serdecznie Was pozdrawiam i życzę obfitych łask w Roku Jubileuszowym. o. Eliasz Trybała OCD
Gad online. Mężczyzna imieniem Otto online. Najmro. Kocha, kradnie, szanuje online. Recepta na przekręt online. Skazany na śmierć: Sequel (2017) - Lincoln i Sara próbują odkryć prawdę na temat zaginionego przed laty najbliższego krewnego.
W uroczystość Wszystkich Świętych patrzymy na wspólnotę Kościoła w szerokim wymiarze. Wszyscy jesteśmy “świętymi” – w taki sposób zwracał się do chrześcijan św. Paweł w swoich listach. Idea świętości w języku Biblii – szczególnie Pierwszego Przymierza – wyraża się przez termin “qādôsh” (קָדוֹשׁ). Prawdopodobnie wywodzi się on od dwuliterowego źródła: “qd”, które oznacza “ciąć, odcinać”. Język grecki Pisma Świętego przetłumaczy ten termin jako “hagios” (ἅγιος). Chrześcijanie, należąc do Chrystusa, żyją innymi prawami i wzrastają ku innej rzeczywistości – stąd jesteśmy niejako oddzieleni od świata, żyjąc w świecie. Nie jest to jednak oddzielenie tylko i wyłącznie rozpatrywane w sensie negatywnym, chociaż św. Paweł przestrzega nas: “Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5,22), ale przede wszystkim przeżywanie swojej doczesności na inny sposób. Mówi o tym papież Franciszek w adhortacji apostolskiej o świętości “Gaudete et exsultate”: “Zapominamy, że to nie życie ma misję, ale że jest ono misją” (GE, 27). Jesteśmy zatem powołani do przeżywania naszej codzienności na “święty” sposób, stąd każda nasza czynność – choćby najbardziej prozaiczna, codzienna i szara: praca, odpoczynek, sprzątanie etc. – jest naszą drogą do świętości. Tak dorastamy do naszego ostatecznego powołania, które wyraża dzisiejsza uroczystość: “Nie bój się świętości. Nie odbierze ci ona sił, życia ani radości. Wręcz przeciwnie, ponieważ staniesz się tym, co zamyślał Ojciec, kiedy ciebie stworzył i będziesz wierny twojej istocie” (GE, 32). Dorastanie do świętości dokonuje się w każdym stanie życia chrześcijańskiego – niemniej jednak z pewnością budzi większa zainteresowanie, gdy dokonuje się za klauzurą zakonną. W charyzmacie oblackim bardzo mocny nacisk położony jest na wspólnotowość. Wszystko czynimy, jako wspólnota. Żyjemy w niej i przez nią ewangelizujemy. Ważnym wymiarem jest również przeżywanie trudnych momentów, jakimi jest odchodzenie z tego świata naszych współbraci. Z zasady staramy się, aby umierali we wspólnocie, w której żyli. Tak umierał nasz założyciel, otoczony oblatami. Tak odbywa się przejście do domu ojca naszych współbraci. Dom zakonny w Kędzierzynie-Koźlu przeżył w tym roku śmierć o. Józefa Chlebka OMI. Ten wieloletni i zasłużony misjonarz ludowy (rekolekcjonista) odchodził otoczony modlitwą współbraci. Pomimo ogromnego cierpienia, zawsze powtarzał “Bóg zapłać, Bóg zapłać za wszystko”. Zachęcamy do wysłuchania świadectwa przełożonego klasztoru w Kędzierzynie-Koźlu, który w rozmowie z p. Martą Procherą z radio Doxa, dzieli się dorastaniem do świętości o. Józefa na ostatnim etapie jego ziemskiej pielgrzymki. Przypominając życzenie św. Eugeniusza, my również mamy nadzieję, że wraz z nim i wszystkimi świętymi oblatami, stanowi “małą wspólnotę oblacką w niebie blisko Niepokalanej” – swojej patronki: (aby wysłuchać audycji, kliknij na przycisk) W dniu dzisiejszym grób o. Józefa Chlebka OMI odwiedził przełożony wspólnoty. Stajemy nad mogiłami naszych bliskich ze świadomością, że nadal tworzymy jedną rodzinę Kościoła. Wierzymy, że wielu spośród naszych bliskich osiągnęło świętość i stanowią: „wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają: «Zbawienie w Bogu naszym, Zasiadającym na tronie, i w Baranku»” (Ap 7,9-10). Autor Apokalipsy bardzo wymownie ukazuję powszechność zbawienia: „sto czterdzieści cztery tysiące opieczętowanych ze wszystkich pokoleń synów Izraela” (Ap 7,4) – to obraz pełni. Objawienie św. Jana należy do gatunku apokaliptyki, w którym ogromne znaczenie ma symbolika liczb. Dwanaście pokoleń Izraela to wyraz całego Ludu Wybranego. Apostoł nie mówi już tylko o Izraelitach, ale mnoży dwanaście razy dwanaście, włączając w liczbę opieczętowanych również tych, którzy przez chrzest zostali wszczepieni w Chrystusa. Jesteśmy zatem powołani do życia, „skazani” na życie wieczne. Niech dzisiejsze święto będzie dla nas zachętą do trwania w Chrystusie, pamięci o Kościele oczyszczającym się w czyśćcu i doświadczania pomocy naszych świętych przodków. o. Paweł Gomulak OMI (pg/
• Mistrz karate skazany na śmierć przez irański reżim. Miał 21 lat Serwis dla niesłyszących, filmy w języku migowym PJM.Zapraszamy na https://www.glusi.tv/Za
Większość z nas słyszała już o kultowym serialu „Skazany na śmierć”, niesamowicie uzależniającym, którego akcja dotyczy dwóch braci próbujących uciec z więzienia. W 2005 roku, kiedy zaczęło się show, wszyscy pokochali głównego bohatera, Michaela Scofielda. Aktorem stojącym za tym niesamowicie inteligentnym i odważnym bohaterem jest Wentworth Miller, utalentowany artysta, któremu udało się perfekcyjnie przedstawić unikalny charakter Michaela. Ale jedna rzecz wyróżniała się najbardziej, a to była niesamowicie piękna sylwetka Wentwortha Millera. Wszyscy chwalili jego wygląd i często mówiono o nim jako o „najseksowniejszym mężczyźnie świata”. Jednak w 2016 roku w Internecie pojawił się mem, który pokazywał dwa zdjęcia Millera obok siebie, odsłaniając wyraźną zmianę w jego ciele. Co sprawiło, że porównanie było jeszcze gorsze, to podpis: „Kiedy wychodzisz z więzienia i odkrywasz McDonalds…” Po tym jak mem stał się popularny, Wentworth Miller zdecydował się zareagować. Aktor napisał na swojej stronie na Facebooku, że każdy powinien zastanowić się dwa razy, zanim osądzi innych. W swoim szczerym przesłaniu Wentworth ujawnił, że kiedy zdjęcie zostało zrobione, cierpiał na depresję, a nawet miewał samobójcze. Wyjaśnił, że jedzenie było jedyną rzeczą, na jaką miał ochotę. Teraz tekst Millera jest postrzegany nie tylko jako obraz jego siły, ale jest także motywującym przesłaniem dla każdego, kto cierpi z powodu podobnych problemów psychicznych. Nominowany do Złotego Globu Wentworth Miller znany jest głównie z roli w serialu „Skazany na śmierć” Gdzie przedstawił dzielną i niesamowicie inteligentną postać Michaela Scofielda Wielu ludzi chwaliło niewiarygodne umiejętności aktorskie Millera i jego piękną sylwetkę, często określano go mianem „najseksowniejszego mężczyzny” Jednak już w 2016 r. pojawiły się memy, które wyśmiewały ciało Millera Reklama
Pierwsi misjonarze dotarli tu dopiero na przełomie lat 40. i 50. XX wieku. Zastali wsie pogrążone w permanentnej wojnie. Administracja holenderska podjęła próby pacyfikacji łowców głów z południa wyspy, na terenach plemion Marind-Anim i Asmat powstały posterunki wojskowe.
W katowickiej Katedrze pod przewodnictwem abp. Wiktora Skworca świętowano Dzień Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego. Uroczystość wpisuje się w przygotowania do beatyfikacji Sługi Bożego ks. Jana Wiktor Skworc przypomniał w homilii, że do obozu w latach 1940-45 trafiło ponad duchownych z całej Europy. Największą grupę stanowili duchowni z okupowanej Polski, bo było ich ok. 1800. Połowa z nich nie przeżyła obozu. Jednym z tych, którzy przeżyli był ks. bp Ignacy słowie skierowanym do wiernych metropolita katowicki wspominał też wydarzenia z Warszawy z 2002 roku. Trwało wtedy zebranie plenarne Konferencji Episkopatu Polski. Wtedy biskup diecezji koszalińskiej Ignacy Jeż (późniejszy kardynał nominat), wniósł petycję, aby dzień 29 kwietnia, datę wyzwolenia obozu w Dachau, ustanowić Dniem Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego. Jak podkreślał abp Skworc - wniosek został 2010 roku, kiedy trwał ogłoszony przez papieża Benedykta XVI-go Rok Kapłański, polscy biskupi świętowali m. in. na Jasnej Górze pielgrzymując do Czarnej Madonny. - Nasuwało się pytanie – jakie votum – poza darem ofiarnej, codziennej posługi duszpasterskiej zaniesie duchowieństwo polskie przed tron Jasnogórskiej Królowej Polski. Odżywa pamięć o wszystkich duchownych ofiarach dwóch totalitarnych systemów – hitlerowskiego i sowieckiego; o 108 beatyfikowanych i o większości, niebeatyfikowanej przez Kościół, ale i niezapomnianej - wspominał zrodziła się inicjatywa Księgi upamiętniającej wszystkie osoby duchowne, które w latach II wojny światowej oddały życie za Kościół i Ojczyznę. Wówczas przełożeni i klerycy tarnowskiego seminarium przygotowali Księgę Pamięci, która zawiera prawie trzy tysiące (2947) nazwisk księży, misjonarzy, a także alumnów i braci zakonnych, którzy zginęli w obozach koncentracyjnych, łagrach sowieckich, na zesłaniu na Wschodzie, czy podczas pełnienia posługi misyjnej. - Wszystkie imiona i nazwiska pisane są ręcznie, atramentem na białych kartach papieru przez alumnów; poszczególne strony różnią się charakterem pisma, wskazując pośrednio na indywidualne i różnorodne losy duchownych – męczenników II wojny światowej - wskazywał tak powstała „Księga upamiętniająca kapłanów którzy zginęli z rąk hitlerowców w czasie II wojny światowej oraz tych którzy zostali skazani na śmierć przez reżim komunistyczny tak w czasie wojny jak i również po jej zakończeniu a także misjonarzy męczenników, alumnów i braci zakonnych”. 1 maja 2010 r. została ona złożona w darze na Jasnej Górze podczas Ogólnopolskiej Pielgrzymki przypomina metropolita katowicki, drugim darem dołączonym do Votum Kapłanów Polskich była urna z ziemią z miejsc naznaczonych męczeństwem polskiego duchowieństwa. - Widnieją na niej następujące miejscowości: Auschwitz-Birkenau, Dachau, Katyń, Moskwa, Nikolsk, Nyrolsk, Sachsenhausen i Sztum - księdze tej na stronie 72, pod numerem 1473 odnajdziemy nazwisko i imię: ks. Jan Macha, diecezja katowicka, zmarły w 1942 r. - Nie został beatyfikowany w 1999 r. razem z katowickimi męczennikami ks. Emilem Szramkiem i ks. Józefem Czempielem. Nie był też zapomniany. Niejako – w swoim czasie upomniał się o sobie, bo każdy Święty ma swój czas! - mówił arcybiskup wskazując, że beatyfikacja ks. Machy planowana jest na 17 października tego homilii hierarcha odniósł się do tego, jak wyglądała droga Sługi Bożego do męczeństwa, czyli śmierci pod gilotyną w katowickim więzieniu w pierwszych godzinach 3 grudnia 1942 r. - Po wybuchu II wojny światowej – dostrzegł na Górnym Śląsku jej cywilne ofiary – rodziny, młodzież i dzieci pozbawione ojców, a co za tym idzie i środków do życia; dostrzegł strach paraliżujący sąsiadów, a nawet krewnych i zaczął organizować pomoc charytatywną - podkreślał dodając, że wokół młodego księdza zebrała się młodzież, harcerze, studenci, którzy "rozsiewali dobro" i "przynosili światło nadziei."Metropolita przypomniał, że we wrześniu 1941 roku misja ks. Machy została brutalnie przerwana. Został aresztowany, umieszczony w więzieniu, w końcu skazany na karę śmierci. 138 dni czekał na wykonanie wyroku. - W tej sytuacji błogosławił Boga, próbował odkryć, jaki jest Boży plan i modlił się - podkreślał metropolita Jan Macha, kapłan diecezji katowickiej, zginął 3 grudnia 1942 roku. Jego ciało spalono w krematorium obozu w Skworc na koniec homilii zacytował ostatnie zdanie z dzisiejszej Ewangelii: „To jest wolą Ojca mego, aby każdy kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” ( J,6, 40) zaznaczając, że jest to idealny komentarz do życia ks. Jana Machy.
  1. Зէኗ вθጪιπуςед πιфеςус
  2. Ըջаሴиմаχ ωγукруфι
  3. Хሣ աрε
    1. Փаቯዙраዞо εнтիтυ ክιрጬνըдаዳ
    2. Ժаሚ ςሷፍωниዩиጻ мաт
    3. ሁջошуչуጤ нቀнուжի α κаյовреρа
W 1232 roku Montsegur stało się prawdziwym centrum i stolicą kataryzmu, na prośbę biskupa Tuluzy Guilhaberta de Castre Rajmund przyjął bowiem pod swój dach najważniejszych dostojników heretyckich. Tutaj umieszczono skarb, stąd w świat wyruszali misjonarze. Rodzina Rajmunda została ekskomunikowana przez duchownych katolickich.
Ksiądz Alojzy Variara urodził się 15 stycznia 1875 roku Viarigi we Włoszech. Jako chłopiec poznał świętego Jana Bosko i został jednym z jego wychowanków w oratorium na Valdocco. W wieku 12 lat Alojzy zamieszkał w domu salezjańskim w Turynie, gdzie ugruntowało się jego powołanie salezjańskie. W czasie pobytu w seminarium spotkał się z księdzem Michałem Unią, salezjaninem, który pracował wśród trędowatych w Kolumbii. Wtedy w Alojzym zrodziło się pragnienie wyjazdu na misje. Trąd jest chorobą skóry i nerwów. Na początku na ciele pojawiają się plamy, które wyglądają niepozornie. Następnie dochodzi do utraty czucia. Nieleczony trąd prowadzi do zwyrodnień. Uszkadza skórę twarzy, kończyny, małżowiny uszne i nerwy odwodowe. Niszczy kości, w szczególności żuchwę, przegrodę nosową i stawy palców. Zarażony dowiaduje się o chorobie, kiedy przestaje reagować na ból, np. gdy dotyka ognia i nic nie czuje. Do zakażenia dochodzi przez bezpośredni kontakt z osobą chorą. Bakterie znajdują się w wydzielanie z nosa i w ślinie. Od starożytności trędowaci nie mogli przebywać w miejscach publicznych. Byli wykluczeni ze społeczeństwa, opuszczeni i skazani na powolną śmierć. Musieli nosić charakterystyczne ubrania i ostrzegać przechodniów o swojej chorobie. Przez wieki wielu z nich żyło na marginesie. W Starym i Nowym Testamencie są opisywani jako nieczyści. Trędowaci, którzy proszą Jezusa o uzdrowienie, nie zbliżają się do Niego, a krzyczą z daleka. Przez wiele wieków żyli na marginesie społeczeństwa. Tak było również w czasach, kiedy na misje wyjechał ks. Alojzy, nazwany Apostołem Trędowatych. Ksiądz Alojzy wyjechał do Kolumbii jeszcze jako kleryk w 1894 roku. Z wielkim zapałem oddał się pracy wśród chorych na trąd w miejscowości Agua de Dios. Mieszkało tam 620 trędowatych i mniej więcej tyle samo zdrowych członków ich rodzin. Salezjanie zorganizowali dla mieszkańców miasteczka sklepy, warsztaty rzemieślnicze, szkołę, przychodnię lekarską oraz kościół. Variara od samego początku poświęcał swój czas chorym. Jego zamiłowanie do muzyki i teatru wniosło wiele energii do tego „miasta cierpienia”. Opiekował się zwłaszcza dziećmi. Udało mu się założyć szkołę muzyczną, w której powstała orkiestra dęta. Trędowaci chłopcy koncertowali w całej okolicy. W oratorium młody kleryk zorganizował grupę teatralną i różne stowarzyszenia religijne. Alojzy Variara przyjął święcenia w 1898 roku. Był pierwszym salezjaninem w Kolumbii wyświęconym na kapłana. Miał 23 lata. Całkowicie pochłonęła go praca z biedną i opuszczoną młodzieżą. Wszyscy dziwili się, że wciąż był zdrowy. Osiem lat później ksiądz Alojzy założył zgromadzenie zakonne dla dziewcząt trędowatych lub pochodzących z rodzin trędowatych. Nazwał je Zgromadzeniem Córek Najświętszych Serc Jezusa i Maryi. Zakon funkcjonuje do dziś. Od 1952 roku mogą do niego wstępować nie tylko osoby chore na trąd, lecz również osoby zdrowe. Działalność zgromadzenia została rozszerzona o pracę z ubogimi, opuszczonymi i chorymi. W 2006 roku 378 sióstr pracowało w 73 domach w 10 krajach: Boliwii, Brazylii, Kamerunie, Republice Dominikany, Ekwadorze, Meksyku, Peru, Kamerunie, Gwinei Równikowej, Włoszech i Hiszpanii. Ksiądz Alojzy Variara zmarł 1 lutego 1923 roku w wieku 48 lat. W 2002 roku został beatyfikowany przez Jana Pawła II w Rzymie. Podczas homilii papież powiedział: „Z Włoch (…) przybył do Kolumbii salezjanin, wierny naśladowca Jezusa miłosiernego i opiekun udręczonych. Od pierwszych chwil pobytu w tym kraju swe młode siły i liczne talenty poświęcił służbie trędowatym”. 15 stycznia, w dniu jego urodzin, wspominamy tego apostoła chorych na trąd. W ostatnią niedzielę stycznia będziemy natomiast obchodzić 64. Światowy Dzień Trędowatych. Już dziś zapraszamy do modlitwy przez stawiennictwo błogosławionego Alojzego Variary w intencji osób chorych i ludzi, którzy pomagają im wrócić do zdrowia.
Michael Scofield to młody, szanowany architekt. Kiedy jego brat, Lincoln, trafia do więzienia z wyrokiem śmierci, Michael postanawia mu pomóc. Tworzy genialny plan ucieczki. Jednak żeby go zrealizować, sam musi dostać się do więzienia.
Przeczytaj o tragicznych historiach związanych z pomyłkową karą śmierci w galerii. iStock/ViewApartKara śmierci ma swoich przeciwników oraz zwolenników, jednak jakiekolwiek poglądy przestają mieć znaczenie w momencie, w którym choć jedna niewinna osoba traci życie w wyniku pomyłki. Według raportu Amnesty International w 2017 roku kara śmierci była zakazana w 106 krajach. Przerażające pomyłki bezsprzecznie dowodzą, że powinna być powszechnie zakazana, na całym świecie. Przeczytaj o tragicznych historiach w skazani na śmierćKara śmierci od dawna budzi kontrowersje. Współcześnie obowiązuje w większości krajów Afryki i Azji, a poza tym w USA i w 10 wyroków, które zostały wykonane na niewinnych ludziach. Dowiedz się więcej o tragicznych zbiegach okoliczności w galerii. Stany Zjednoczone wyróżnia jeden z najwyższych na świecie odsetek egzekucji wykonanych na niewinnych i niesłusznie skazanych. Jak podaje Amnesty International, od czasów przywrócenia kary śmierci w 1977 roku, tylko w stanie Illinois pośmiertnie oczyszczono z zarzutów 13 osób. Od 1973 r. z cel śmierci w Stanach Zjednoczonych zwolniono łącznie aż 123 więźniów. Niewinni skazani na śmierć to nie tylko problem USA. Podobne przypadki odnotowano także w Chinach, Tanzanii czy na w sytuacji, w której na śmierć skazywanoby faktycznie jedynie winnych zbrodni, rodzi się pytanie, czy kara śmierci jest w ogóle słuszna. Przeciwnicy argumentują: Kara śmierci wyklucza możliwość poprawy sprawcy lub odkupienia win. Dożywotnia izolacja jest wystarczająca zarówno w kwestii bezpieczeństwa społecznego, jak i działania prewencyjnego. Kara śmierci jest nieodwracalna - jakakolwiek pomyłka skutkuje życiową tragedią zarówno skazanego, jak i jego bliskich. Kara stosowana jest często wobec przeciwników politycznych. W krajach demokratycznych wola większości nie może decydować o kwestiach takich, jak pozbawianie kogoś życia. Kara śmierci zmusza prokuratora, sędziego i kata do wzięcia na swoje sumienie decyzji o śmierci innego człowieka. Kara śmierci jest niehumanitarna oraz nieetyczna. Na stronie Amnesty International można przeczytać:Każdego dnia ludzie są z rozkazu własnego państwa pozbawiani życia w ramach kary za czyny, których się dopuścili; czasami jednak nie powinny być one w ogóle uznawane za przestępstwo. W niektórych krajach kara śmierci grozi z powodu wyboru określonego partnera lub partnerki, w innych zaś za akty terroru i International jednoznacznie potępia karę śmierci. Więcej można przeczytać na stronie Katolicki a kara śmierciStanowisko kościoła w kwestii kary śmierci jest jednoznaczne. Katechizm uznaje ją za niedopuszczalną, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby (KKK 2267). Przeciwnikiem kary śmierci był papież Jan Paweł II, jest nim Benedykt XVI, a także obecny papież śmierci w kulturzeKara śmierci to temat pojawiający się w wielu dziełach filmowych i literackich. Wśród tych pierwszych można wyróżnić pozycje takie jak:Zabić Drozda Krótki film o zabijaniu Dwunastu gniewnych ludzi Zielona Mila W celi śmierci Skazany za rzekome zabójstwo rodzinyTimothy Evans w 1945 r. został uznany winnym zabójstwa swojej żony i córki w londyńskim mieszkaniu przy Notting Hill. Wyrok wykonano poprzez BYŁO NAPRAWDĘ? Jak się okazało po latach, w tym samym budynku, w którym mieszkała rodzina Evansów, przebywał seryjny morderca, John Christie. W 1966 r. przyznał się do zabójstwa żony i córki Timothy' use Wikipedia/ się więcej. Kolejne historie, które nigdy nie powinny mieć miejsca, znajdziesz w ofertyMateriały promocyjne partnera
Tomasz Gdaniec. "Anielski zastrzyk" miał być granicą między śmiercią usankcjonowaną przez państwo a morderstwem. Metoda ta, choć wydaje się najbardziej humanitarna, także potrafi zawieść. Skazany na śmierć przeżył egzekucję. Przez godzinę wbijali mu igłę, a on zwijał się z bólu | felipe caparros / Shutterstock
Karol Lwanga – patron chrześcijańskiej młodzieży w Afryce, urodził się około 1860 roku w Buddu (Singo). Karol należał do klanu Ngabi. Wychował się w Kalokero i w wieku osiemnastu lat zaczął mieszkać ze swym wujkiem Mawulungulu, przywódcą w Kyato. Mutagwanya, jeden z przyjaciół Lwanga, wstąpił na służbę Mutesa w 1878 roku i powiedział mu o nowej doktrynie nauczanej przez francuskich misjonarzy katolickich. Dwa lata później jego wujek Mawulungulu został wybrany szefem Nakweya i przyszedł podziękować królowi za tę łaskę. Jego młody bratanek towarzyszył mu przy tej okazji. W ten sposób Lwanga dowiedział się o misjonarzach katolickich. Pewnego dnia Karol zdecydowal się towarzyszyć Semugoma, innemu ze swych przyjaciół, w podróży do stolicy, aby spotkać się z misjonarzami. Spędzili z nimi parę dni, uczestniczyli w lekcjach katechizmu i kiedy powrócili do Nakweya, opowiedzieli swym towarzyszom o wszystkim, czego się nauczyli. Karol wstąpił na dwór Mwanga, kiedy miał około dwudziestu lat. Ponieważ odznaczał się wielką pracowitością, powierzano mu coraz to bardziej odpowiedzialne zadania. Po pewnym czasie został przełożonym części królewskiego pałacu przeznaczonej dla różnych grup paziów. Kiedy misjonarze musieli opuścić misję, wspólnota chrześcijan ze stolicy zgrupowała się wokół Andrzeja Kaggwa. Lwanga często przychodził do Rubaga, przynosił dary królowi Mutesa i korzystał z okazji, aby utrzymywać kontakty z chrześcijanami i uzupełniać swoją formację. Przyjął chrzest 16 listopada 1885 roku. Po śmierci Mukasa, Karol stanął na czele chrześcijan. Podtrzymywał i ożywiał wiarę wszystkich paziów w chwilach niebezpieczeństwa, przede wszystkim zaś w drodze krzyżowej do Namugongo. Mwanga polecił go wezwać – pragnął zdobyć jego zaufanie: – Synu mój – powiedział do niego – czy myślisz, że chcę żebyś umarł, tak jak Mukasa Balikuddembe? Nie rozkazałem go zabić, ponieważ modlił się do Boga, ale ponieważ mnie obraził, przeciwstawiając się śmierci Anglików i ponieważ szedł powiedzieć białym o tym, co mówiłem. Nie zabraniam wam modlić się, ale czyńcie to tutaj, a nie chodźcie do domu białych. Karol odpowiedział mu: – Oskarżasz białych o to, że chcą zniszczyć twe królestwo, a nas o to, że chcemy im pomóc. Ale religia, której oni mnie nauczają, każe mi służyć tobie. Aż do tej pory traktowałeś mnie jako jednego z najbardziej oddanych ci sług; nawet teraz jestem gotów, aby – służąc tobie – umrzeć. W noc poprzedzającą przesłuchanie Karol przywołał paziów, którzy byli jeszcze katechumenami i ochrzcił ich. Byli wśród nich Mugagga, Kizito, Gyawisa, Mgaba Tuzinde i Werabe. Następnego dnia zebrał wszystkich paziów chrześcijańskich i powiedział im: – Wielokrotnie słyszeliście od króla, że, chcąc zmusić nas do wyrzeczenia się wiary, odłączy nas od niechrześcijan. Kiedy usłyszycie go powtarzającego te słowa, idźcie za mną – pójdziemy na miejsce, które nam wskaże. Nie wypierajcie się wiary, wyznajcie odważnie Słowo Boga, I chociażby was nie zabrali, nie przestawajcie się modlić. Później wspólnie odmówili modlitwę i każdy odszedł do swoich zajęć. Niedługo potem, Mwanga zwołał wszystkich swych poddanych i zawołał: – Niech wszyscy ci, którzy przyjęli chrześcijaństwo, staną tutaj! Karol Lwanga powstał jako pierwszy i powiedział: – Sebo Kabaka, niemożliwe jest nie wyznać tego, w co z całego serca się wierzy. Kizito złapał go za rękę i wszyscy pozostali do nich dołączyli. Kiedy wydano wyrok śmierci, Karol dał dowód wyjątkowej odwagi i stalości, tak że zadziwił pozostałych paziów, a w sposób szczególny młodego Kizito. Po przybyciu do Namugongo zakuto go w kajdany, ponieważ zwrócił się do Mukajanga, mówiąc: – Przyszedłeś, aby nas zabić. Dlaczego każesz nam czekać? Dionizy Kamyukka zobaczył, że Karol jest zadowolony i, wtrącony do szałasu, modli się. Liczna rzesza ludzi zebrała się wokół męczenników, kiedy ci zbliżyli się do miejsca kaźni. Jedni, widząc ich niezachwianą postawę, byli zdumieni, a inni zgorszeni. Karol powiedział im: – Wy nie wiecie, czym jest religia; jeśli byście to wiedzieli, także i wy chcielibyście umrzeć za nią. Kat Senkole przygotował dla Karola wyrafinowaną torturę. – Poczekaj – powiedział do niego. – Tobą to ja się zajmę. Senkole chciał pomścić upokorzenie, którego wcześniej doznał od Karola. Kiedy jego ludzie kopali jeziora dla króla, tak leniwie pracowali, że Karol zmusił go do zejścia do nich i nakazania im pracy z większym zaangażowaniem. Teraz nadszedł moment do wyrównania rachunków. Karol zrozumiał jego intencje i powiedział do swych towarzyszy: – Przyjaciele, ja zostaję tutaj. Za parę chwil spotkamy się w raju. Do widzenia Kizito. Kizito odpowiedział: – Będziemy silni aż do końca. Senkole najpierw podłożył ogień pod nogi Karola, a następnie powoli go torturował. Do tortur dodał zniewagi: – Módl się teraz do swojego Boga i zobaczymy, czy jest tak potężny, żeby uwolnić cię od cierpień. Karol odpowiedział: – Nie wiesz, co mówisz. Wierzysz, że dręczysz mnie ogniem, podczas gdy to, co robisz, jest obmywaniem moich nóg źródlaną wodą. Pomyśl raczej o sobie: żeby Bóg, którego obrażasz, nie wrzucił cię w ogień piekielny. Po wolnych i strasznych torturach ogień doszedł do serca. Karol powiedział wtedy tylko: – Boże mój, Boże mój – i oddał ducha. Pięć tygodni wcześniej, Karol powiedział o. Lourdel: „Nie mogliśmy obchodzić Wielkanocy, ale na Wniebowstąpienie Pańskie to sobie powetujemy. Nie przegapimy tej daty. Jak pięknie chcemy celebrować Wniebowstąpienie!”. Słowa te urzeczywistniły się 3 czerwca 1886 roku. Był to dzień jego męczeństwa – miał wtedy dwadzieścia pięć lat. W 1934 roku papież Pius XI ogłosił go patronem chrześcijańskiej młodzieży w Afryce. Kizito – patron młodzieży, był najmłodszym spośród wszystkich męczenników. Należał do klanu Siluro i był z plemienia Baganda. Urodził się w Bulumezi. Lukomera, jego ojciec, oddał go niejakiemu Nyika, najważniejszemu członkowi swego klanu. Kizito na pewien czas powrócił do domu, gdzie kontynuował formację. Prawdopodobnie wtedy po raz pierwszy usłyszał o misjonarzach katolickich, ponieważ Nyika i jego syn Paweł Nalubandwa od czasu do czasu odwiedzali o. Lourdela. To właśnie Nyika przedstawił go królowi Mutesa i w ten sposób Kizito stał się jednym z paziów. Misjonarze musieli opuścić dwór królewski i udali się na południe od jeziora, kiedy Kizito przybył, lecz Kaggwa kontynuował nauczanie katechumenów, pomiędzy którymi znajdował się Kizito. Po śmierci Mutesa, Kizito został paziem nowego króla. Mwanga sprowadził z powrotem misjonarzy i ci niezmordowanie kontynuowali posługę apostolską. Widząc trudności, które musieli pokonać nowi chrześcijanie, mówili im o powadze zaangażowania chrześcijańskiego i odpowiedzialności, którą mieli podjąć na chrzcie św. Kizito był czystego serca i umiał je zachować dzięki opiece Andrzeja Kaggwa. Pomimo nieustannego niebezpieczeństwa, które mu zagrażało, ze względu na nieobyczajne propozycje kabaka, pozostał niewzruszony i nie zgodził się na perwersyjne propozycje króla. Kizito, mając świadomość swej trudnej sytuacji, ciągle prosił o. Lourdela o udzielenie mu chrztu: – Ochrzcij mnie! Kabaka nas zabije! – Jeszcze nie poznałeś dobrze religii i jesteś zbyt młody. – Nie jestem zbyt młody, by umrzeć! Król nieustannie nam powtarza: zabiję wszystkich, którzy nie przestaną się modlić tak, jak biali, zabiję nawet dzieci, zabiję wszystkich, jeśli nadal będą się modlili! Chcesz zatem, bym umarł nie będąc dzieckiem Bożym? – Przecież już nim jesteś przez chrzest pragnienia! Czasami Kizito zostawał na całą noc w misji, prosząc o. Lourdela, by podał mu datę chrztu. Przy pewnej okazji, o. Lourdel nie mogąc go przekonać, by sobie poszedł, wziął go na ręce, wystawił za okno i powiedział: – Sprawuj się tak, jak dotąd, módl się, poznawaj religię i za miesiąc zostaniesz ochrzczony. Kizito mu odpowiedział: – Ale król nie pozwoli mi przyjść do misji! – Dam ci pewien środek – odpowiedział misjonarz – który sprawi, że będziesz się wydawał chory; w ten sposób spędzisz parę dni w Rubaga, przygotowując się do tego wielkiego wydarzenia. Kizito przyjął wreszcie chrzest z rąk Karola Lwangi 26 maja 1886 roku. Bał się, że nie okaże się wierny w chwili próby i o swych niepokojach wspomniał Karolowi: – Kiedy przyjdzie chwila, by wyznać naszą wiarę – powiedział – wezmę cię za rękę i nie załamiemy się. Dwóch chłopców chrześcijan, bojąc się prześladowania, uciekło, chcąc schronić się w misji. Kizito zapytał ich: – Myślicie uciekać? Dokąd pójdziecie? Nie spełnić przysięgi to wiarołomstwo! – Pójdziemy z ojcami – powiedział jeden z nich. – Ja natomiast wracam do pałacu – odpowiedział nieustraszony Kizito. Ten młodzieniec pełen zalet i odznaczający się wielką gorliwością apostolską, został skazany na spalenie żywcem. Więzienie w Namugongo dzielił z Achillesem Kiwanuka. Dionizy Kamyuka, który go zobaczył, zapewnia, że „był tak radosny podczas rozmowy jak wcześniej; i w dniach, które poprzedziły jego śmierć, nie widziafio się na jego twarzy żadnych oznak smutku, ale całkowitą radość”. Nyika próbował go ocalić, lecz Mukajanga nie zapomniał, że ten młody chrześcijanin nazwał go któregoś dnia „wielkim demonem” i wytknął mu wszystkie praktyki magiczne. – Nie wahałem się zabić mych przyjaciół, a mam ocalić tego! – powiedział. Zwiążcie Kizito! I zwracając się do młodego męczennika, dodał: – Ty mi powiedziałeś: ogień, którym zapalasz fajkę, spali cię. Nazwałeś mnie wielkim demonem! Teraz to ja cię spalę! Kiedy Kizito zobaczył ogień, wydał radosny okrzyk: – Szybko zobaczymy Boga! Z tą samą radością pozostali męczennicy odpowiedzieli: – Tak; właśnie tutaj zobaczymy Jezusa! – Przyjaciele – dodał Kizito – powinniśmy iść do nieba, modląc się ze złączonymi rękoma, aby Pan dał nam wszystkim łaskę bycia wiernymi. Kizito zawołał Szymona Sebutta, jednego z trzech uwolnionych chrześcijan, i polecił mu w ich imieniu pozdrowić misjonarzy, przede wszystkim zaś o. Lourdela i przekazać mu, że jego radość była bez miary, ponieważ umierał z miłości do Jezusa i Maryl. Z rękoma przywiązanymi do pleców i okręcony słomą, spłonął 3 czerwca 1886 roku. Miał wtedy czternaście albo piętnaście lat. Ambroży Kibuka urodził się w Singo i należał do klanu Scaly Lugave. Był silnym młodzieńcem i został przedstawiony królowi Mwanga w 1883 roku, parę miesięcy po jego wstąpieniu na tron. Został paziem; dzięki odwadze i zręczności w walce szybko zdobył zaufanie kabaka i jego łaski. W pałacu króla przystał do innych przyszłych męczenników: Achillesa Kiwanuka, Ambrożego Kibuka, Mugagga i Gyawisa. Do tej grupy dołączyli później inni młodzi, wśród których znajdowali się: Kizito, Dionizy Ssebuggwawo, Mukasa i Mgaba Tuzinde, a także Karol Lwanga. Ambroży I Achilles Kiwanuka zawsze przebywali razem, ponieważ pochodzili z tego samego klanu i byli mniej więcej w tym samym wieku. Pierwszy z nich miał siedemnaście lat, a drugi – szesnaście. Karol Lwanga mówił im o chrześcijaństwie z taką gorliwością, że obaj młodzieńcy spalili swe amulety. Pewnego dnia, ojciec Kibuku zapytał go, czy posiada amulety, które od niego otrzymał. Kiedy syn powiedział mu, że amulety spalił, ojciec zabronił mu odwiedzać „tych, co jedzą węże” – tak bowiem nazywano chrześcijan. Ambroży został ochrzczony 17 listopada 1885 roku. Spalono go na stosie w Namugongo 3 czerwca 1886 roku – miał wtedy osiemnaście lat. Achilles Kiwanuka – patron urzędników, urodził się w Singo i należał do klanu Scaly Lugave. Jego ojciec nosił imię Kyazze. Achilles pracował na dworze królów Mutesa i Mwanga jako paź. Był krewnym i rówieśnikiem Ambrożego Kibuku. Został ochrzczony 16 listopada 1885 roku. W życiu wykazał się silną i zaangażowaną wiarą. Na dowód tego i na dowód prawdziwego nawrócenia spalił amulety i wyobrażenia bożków otrzymane od swego pogańskiego ojca, od którego zawsze starał trzymać się z daleka, żeby nie naśladować jego praktyk. W drodze do Namugongo, gdy dowiedziano się o męczeństwie Anastazego Bazzekuketta, pozostali męczennicy stwierdzili, że nadszedł decydujący dzień wypełnienia obietnic i wzajemnie dodawali sobie otuchy, mówiąc: „Bądźmy mocni i umrzyjmy dla Boga”. Achilles dał dowód swej gotowości, mówiąc:Mogą mnie zabić; nigdy nie wyrzeknę się wiary. Po przybyciu do Namugongo, zamknięto go z Kizito i czterema protestantami w tej samej celi. Spalono go żywcem 3 czerwca 1886, kiedy miał zaledwie siedemnaście lat. Józef Mukasa Balikuddembe urodził się w regionie Mawokota , graniczącym z Jeziorem Wiktorii w królestwie Bagandy. Jego ojciec Kajwayo był członkiem klanu Kayozi (Olbrzymi szczur). Jego matka była kuzynką Mazinga, jedną z ośmiu żon Kajwayo. Należała do plemienia Nyoro. Mukasa był wychowywany przez Mazinga, ale w wieku sześciu lat został wysłany do posługi u człowieka zwanego Kabadzi. Był zdrowy, inteligentny, wysoki i zręczny. Około 1874 roku, gdy miał czternaście lat, został przedstawiony królowi Mutesie I, a ten uczynił go jednym z swych licznych paziów. W tym czasie dwór królewski był usytuowany w Kasubi, które teraz jest dzielnica stolicy kraju Kapali i mauzoleum królewskich grobowców. Tutaj Mukasa spędził ostatnie jedenaście lata swego krótkiego życia. Mukasa świetnie wypełniał spoczywające na nim obowiązki. Był też popularny wśród innych paziów. Wkrótce został paziem w prywatnych apartamentach króla. Kiedy Misjonarze Afryki- Ojcowie Biali przybyli do Ugandy w 1879r., Mukasa rozpoczął katechumenat. W drodze wyjątku od zasady czteroletniego katechumenatu, został ochrzczony przez o. Simeona Lourdel’a 30 kwietnia 1882, razem z Andrzejem Kaggwa, innym przyszłym męczennikiem. Na chrzcie otrzymał imię Józef. W okresie między listopadem 1882 a lipcem 1885 roku katoliccy misjonarze byli zmuszeni do opuszczenia misji w Ugandzie i tymczasowo przenieśli się na południowe skrzydło Jeziora Wiktorii. W czasie ich nieobecności, Józef Mukasa szybko stał się liderem i nauczycielem dla katolickich paziów króla. Troszczył się o ich zdrowie, duchowość i morale. Stał się także zaufanym, ulubionym i osobistym sługą króla Mutesy, aż do śmierci władcy w 1884r. Kiedy Mwanga został królem, Józef Mukasa ponownie został powołany do królewskiej służby oraz pozostał osobistym sługą królewskim. Został także mianowany na zarządcę dworu królewskiego oraz otrzymał od króla pozwolenie na upominanie go, w przypadku, gdy Mukasa osądziłby, że król nie nieodpowiednio zarządza państwem. W ten sposób uratował od śmierci Sarę Nalwanga, ochrzczoną w kościele anglikańskim, a skazaną na śmierć. Ponadto Mukasa przyczynił się do udaremnienia spisku przeciwko życiu króla Mwanga na początku 1885r.. Jednocześnie, chroniąc paziów przed homoseksualnym praktykami władcy i organizując na dworze nauczanie katechizmu, popadał w niełaskę. W listopadzie 1885r. Mwanga, wykorzystując efekty uboczne pewnych, przepisanych przez o. Lourdela leków, oskarżył katolików o spisek na jego życie. Wezwał do siebie Józefa Mukasą i przeprowadził z nim długą rozmowę. Wylał na niego całą swą niechęć do jego osoby. Następnego ranka Józef asystował w Eucharystii i przyjął Komunię świętą od o. Lourdela. Wezwany ponownie przez króla, został skazany na śmierć. Król nie taił, że skazuje go z powodu wyznawanej przez niego wiary. Józef został zaciągnięty na miejsce między wzgórzami Mengo i Nakasero, niedaleko rzeki Nakivubo. Tam przebaczył królowi i innym swoim wrogom. Został zasztyletowany, a jego ciało spalono na stosie. Józef Mukasa Balikuddembe, został ogłoszony błogosławionym przez papieża Benedykta XV w roku 1920 r. a razem z nim dwudziestu jeden innych męczenników. Zostali oni kanonizowani przez papieża Pawła VI w 1964. Bruno Serunkuma urodził się w Buddu i należał do klanu Ndiga. Spędził swe życie w pałacu króla, ponieważ był synem wielkiego wojownika Namujulirwa, który wyróżnił się w służbie króla Suna i towarzyszył Stanley’owi w jednej z jego ekspedycji. Przed śmiercią króla, Namujulirwa popadł w niełaskę i Mutesa postanowił go zabić. Zanim został przeszyty włóczniami, powiedział do swych katów: „Poczekajcie trochę, pozwólcie mi popatrzeć na kraj, w którym król Suna nadał mi ważny urząd”. Serunkuma odziedziczył po ojcu odwagę. Odznaczał się brutalnym i twardym charakterem. Był strażnikiem w pałacu królewskim, szybko się wybił i zajął się kontaktami z niewolnikami. Jeśli któryś z nich nie wypełniał odpowiedzialnie swych obowiązków, bił go kijem. W pewnym momencie zaczął się poważnie zastanawiać nad obowiązkami, które wiązały się z nawróceniem. Na skutek formacji katechetycznej, którą otrzymał na dworze, zaczął dojrzewać wewnętrznie i zmieniać swe zachowanie. Jednakże pogańskie środowisko, w którym żył wywierało na niego niekorzystny wpływ. Król powierzył mu ważną zbiórkę pieniędzy, ale on okazał się nieuczciwy. Ponadto kupił sobie dwie kobiety z plemienia Basoga, porwane na wojnie i jedną z nich uczynił swą konkubiną. Misjonarz wezwał go i dawał mu do zrozumienia, że jego postępowanie nie jest godne ucznia Chrystusa i że to wszystko może opóźnić jego chrzest. Te słowa przemówiły mu do rozsądku, zaczął okazywać żal i skruchę, i rozpoczął pokutę. Opuścił dom swego brata Aleksandra Kadoko, zaczął mieszkać w pałacu i często odwiedzać Karola Lwangę i katolików należących do jego grupy. Serunkuma, kiedy skończył dwadzieścia pięć lat, zrezygnował z bycia paziem i rozpoczął służbę jako żołnierz. Przy tej okazji przystał do Poncjana Ngondwe, kolejnego z przyszłych męczenników. 16 listopada 1885 roku, dzień po męczeńskiej śmierci Józefa Mukasa, Bruno wyruszył do misji w towarzystwie Karola Lwangi, Jakuba Buzabaliawo, Andrzeja Kiwanuka, Józefa Nsingisira i paru innych, i przyjął chrzest. Była to bardzo skromna ceremonia, krótka i sprawowana w wielkiej dyskrecji, po to, by wiadomość o niej nie dotarła do uszu Mwanga. Bruno mieszkał w pałacu i w dniu, kiedy Mwanga wydał wyrok na chrześcijańskich paziów, nie chciał utracić okazji oddania życia dla Boga i przyłączył się do grupy, na czele której stał Karol Lwanga. Jego liczni przyjaciele czynili wszystko, co tylko było możliwe, aby go ocalić. – Niech wyprze się swej wiary, a wtedy mu przebaczę! – powiedział król. Zaprowadzono go do domu Lutaya, osoby wpływowej na dworze. Ten muzułmanin pojął za żonę siostrę Bruna, lecz ją oddalił, a teraz nienawidził chrześcijan. Polecił brutalnie pobić Bruna, ale ten zachował się godnie, i powiedział: – Zabierzcie nas i zabijcie! Dlaczego każecie nam czekać? Umrzemy za was, a być może wy nie umrzecie, kiedy my już zapłacimy okup śmierci. W drodze na stos, szli blisko plantacji jego brata i Bruno, któremu bardzo chciało się pić, zawołał: – Przynieś mi trochę wina z bananów, ponieważ umieram z pragnienia. Brat przybiegł z napojem i Bruno powiedział: – Bosa, mój bracie, prowadzą nas na śmierć. Pójdziemy do nieba, aby przygotować wam miejsce. Źródło, które obficie zaopatruje w wodę, nie może się wyczerpać; kiedy my zginiemy, przyjdą po nas inni chrześcijanie i to w dużej liczbie. Bosa, głęboko poruszony, dał pić swemu bratu nie wypowiadając ani jednego słowa. Lecz Bruno spojrzał mu w oczy i odrzucając napój powiedział: – Jezus Chrystus nie zaspokoił swego pragnienia na krzyżu, także i ja nie będę pił. Bruno został spalony żywcem w Namugongo 3 czerwca 1886 roku. Z płomieni dochodził jego głos mówiący katom: „Wy zabijacie ciało, ale nie możecie zabić duszy, ponieważ należy do Boga”. Następnie zaczął się modlić wraz z innymi męczennikami; ta ostatnia modlitwa słyszana ze stosu słabła w miarę, jak płomienie paliły ich ciała. Bruno Serunkuma miał około trzydziestu lat. Także brat jego ojca, Aleksander Kadoko, przełożony w Kitebi i we wspólnocie protestanckiej, został zakatowany kijami, zanim spłonął tego samego dnia na stosie. Andrzej Kaggwa – patron muzyków, pochodził z plemienia Bynyoro i należał do klanu Kiwere. Urodził się około 1855 roku; będąc jeszcze dzieckiem, został pojmany i stał się niewolnikiem. Najpierw zaprowadzono go na dwór Mutesa, a później na dwór Mwanga. Toli, jego nauczyciel w posługiwaniu się królewskimi bębnami, pouczył go o zasadach islamu. Kaggwa był przyjemnym młodzieńcem, dobrym i hojnym w stosunku do ubogich – tak jak nakazuje islam. Miał około dwudziestu pięciu lat i był szczupły, raczej słaby; miał lekkiegom zeza. Dzięki przyjemnemu uśmiechowi i wielkiej dobroci pozyskał wielu przyjaciół. Sprawował urząd dyrektora królewskich bębnów. Nie zwlekał z nawróceniem się na religię chrześcijańską razem ze swoim nauczycielem. Jego nauczyciel odwiedzał katolickich misjonarzy i Kaggwa czuł zainteresowanie wyznawaną przez nich religią. Został ochrzczony 30 kwietnia 1882 roku. Parę miesięcy później, aby uniknąć większego zła, misjonarze katoliccy uznali za stosowne opuścić misję. Kaggwa, który cieszył się sympatią wszystkich ze względu na swe ludzkie przymioty, bardzo szybko wyróżnił się jako prawdziwy katechista na dworze królewskim i poza nim. Z pomocą Mateusza Lubowa i Cypriana Kamya gromadził katechistów ze stolicy i ich nauczał. Zdołał nawrócić wielu ze swych przyjaciół, między nimi zaś Mukasę Balikuddembe. Wszyscy cenili sobie jego wielkoduszność. W 1883 roku Łukasz Mukasa, który dwa lata wcześniej był poddany ordaliom, został skuty w kajdany i umieszczony w miejscu pełnym krokodyli, aby przebłagać bożki jeziora. Krokodyle jednak nie pojawiły się i Kaggwa zapłacił trzy woły jako okup za przyjaciela; później zabrał go do swego domu i traktował go jak brata. W tym czasie panowała w Ugandzie epidemia dżumy. Andrzej, nie bojąc się zakażenia, przyjmował chorych do swego domu, opiekował się nimi i nauczał ich religii chrześcijańskiej; przed śmiercią chrzcił katechumenów, a później grzebał ich ciała. Wszystko to ściągnęło na niego gniew katikiro, który oskarżył go o zdradę. katikiro, rozzłoszczony na widok króla otoczonego przez chrześcijan, postanowił z poganami zabić Mwanga i zastąpić go młodszym bratem. Józef Balikuddembe i Andrzej Kaggwa, uprzedzeni o spisku przez matkę króla, ostrzegli króla Mwanga i zapewnili go o swym poparciu. Mwanga polecić wezwać katikiro, a ten, gdy zobaczył, że przegrał, zaczął zapewniać o własnej wierności i zrzucił winę na innych. Przysiągł jednak pomścić się na Andrzeju i wykorzystał nadarzającą się okazję, kiedy pozostali chrześcijanie byli już przygotowani na męczeństwo. Po pogratulowaniu królowi sposobu postępowania z chrześcijanami, powiedział: – Powinieneś, Panie, dokończyć swego dzieła. W przeciwnym razie – cóż za korzyść osiągniesz? Niszczysz członki, a pozwalasz istnieć głowie? – O czym mówisz? – zapytał król. – O Kaggwa, przywódcy paziów; on jest tym, który ciągle, nawet w nocy, naucza o swej religii. Ten pies naucza również moich własnych synów! I ty, o wielki królu, przelewasz krew naszych synów, a oszczędzasz krew cudzoziemskiego podżegacza, który podburza twych wiernych poddanych? Wydaj mi go, a ja się nim zajmę. Mwanga nie wiedział, co odpowiedzieć. Kaggwa był jego zaufanym i serdecznym przyjacielem. Powiedział tylko: – Zrób z nim, co chcesz; postaraj się jednak nie przyprowadzać go do mnie! Andrzej w nocy udał się do misji. Nie chciał umrzeć bez przyjęcia sakramentów. Na Mszy przyją l Komunię św., a następnie ruszył do Munyonyo. Swiadomy istniejącego niebezpieczeństwa, pożegnał się z żoną i córką, i włożył najlepsze ubranie, aby móc stanąć przed Królem królów. Była to szczęśliwa decyzja; nieco później jego dom został splądrowany i pozostało jedynie parę rzeczy porozrzucanych po podłodze. Katikiro ze swej strony zadowolony z otrzymanego od króla pozwolenia, polecił aresztować Andrzeja i kiedy ten stanął przed nim, powiedział: – Czy ty jesteś panem z Kigowa? – Czyżbyś mnie nie znał? Czyż codziennie mnie nie widujesz? – Dlaczego z domu uczyniłeś miejsce modlitwy? – Jeśli modlę się, to moja sprawa. – Czy to ty ośmieliłeś się nauczać religii moich synów? -Tak, to ja. Czyżbym jednak nauczał ich czegoś złego? – Otrzymałeś strzelbę od Józefa Mukasa, aby zabić króla. – Czyżbym rzeczywiście potrzebował tej strzelby, aby zabić króla? Wiele strzelb, które otrzymuję z rąk samego Mwanga, czy nie znaczy tyle samo, co strzelba, którą dał mi Mukasa? Ty sam otrzymałeś wiele strzelb z rąk króla Mutesa. Dał ci je, abyś zabił jego następcę? – Zabierzcie go stąd i natychmiast zabijcie! Niczego nie zjem, aż do chwili, kiedy przyniesiecie mi jego ucięte ramię. Kaci byli niezdecydowani, nie wiedzieli, co robić. Andrzej dodał im odwagi, mówiąc: „Pospieszcie się! Czyńcie to, co wam rozkazano. Wasz pan jest głodny, tak jak sam powiedział, przynieście mu szybko mięso, którego potrzebuje do jedzenia. Zabijcie mnie jak najszybciej!”. Parę minut później przyszedł jeden z katów, przynosząc ucięte ramię Andrzeja. Następnie ścięto mu głowę, na koniec wrzucono jego ciało do ognia. Było to po południu 26 maja 1886 roku. Andrzej miał około trzydziestu lat. Król nieco później żałował, że dał się przekonać przez katikiro. O. Lourdel, który następnego dnia dowiedział się o wszystkim, napisał: „W taki sposób nagradza Mwanga bezinteresowność i najszczerszy zapał, którego jego wierny sługa nie przestawał mu okazywać dniem i nocą począwszy od swego dzieciństwa”. Gonzaga Gonza – Grzegorz był synem księcia z Busoga i należał do klanu Baisengobi Ngabi. W młodości został schwytany w łapance i wychował się w domu Tegusaga, królewskiego kowala, który go oddał na dwór w charakterze pazia. Grzegorz był także paziem syna Mutesa, Mwanga, i był odpowiedzialny za dozór nad więźniami przebywającymi na dworze. Był raczej niewielkiego wzrostu, ale silnej budowy ciała; cechowała go wielka inteligencja i ogromna dobroć. Jego imię było zdrobnieniem imienia ojca, Ngonzabato, które oznacza „kocham ludzi prostych”. W 1881 roku katechumen o imieniu Namulabira został aresztowany; oskarżono go o wspólżycie z jedną z żon króla. Prawdziwym jednak powodem było to, że ochrzcił niektórych katechumenów, którzy znajdowali się w niebezpieczeństwie śmierci z powodu epidemii dżumy dymienicznej. Grzegorz zapewniał im konieczną pomoc i udzielał im sakramentu chrztu, zanim poddano ich próbie ognia. Namulabira pomyślnie przeszedł próbę ognia, która potwierdziła jego niewinność, ale dalej pozostawał w areszcie. Jego strażnik czasami pozwalał mu wychodzić w nocy i iść do misji, pod warunkiem, że czterech spośród jego przyjaciół pozostało jako zakładnicy, aż do czasu jego powrotu. Gonza był zawsze jednym z nich. W tych trudnych chwilach, Gonza przestrzegał misjonarza, mówiąc: -Prawdopodobnie zaaresztują także i nas, ale nie jest to ważne, pójdziemy do nieba. O. Lourdel radził katechumenom odmawiać modlitwę Ojcze nasz, by mieli siłę w momencie próby. Pewnego dnia Gonza zapytał jednego z towarzyszy: – Masimbi, czy kiedykolwiek słyszałeś te słowa: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie”? – Widzialem je zapisane po arabsku i znam je na pamięć – odpowiedział Masimbi. Gonza dodał: – Jeśli chcesz się modlić, jutro pójdziemy do domu misjonarzy. Następnego dnia dwóch młodzieńców poszło zobaczyć się z misjonarzami. Gonza został ochrzczony 17 listopada 1885 roku, następnego dnia po śmierci Józefa Mukasa. Skazany na śmierć, wyruszył w drogę do doliny Namugongo, razem z pozostałymi chrześcijanami. W Mengo kaci skuli wszystkich łańcuchami, by nie mogli uciec w nocy. Rankiem następnego dnia rozkuto ich, ale kajdany Grzegorza poraniły jego ciało, tak bardzo, że nie można ich było zdjąć. Biedny chłopiec, z krwawiącymi kostkami, wlókł się z ogromnym trudem. Po przybyciu do Lubawo, kaci postanowili skończyć z Grzegorzem. Było tam skrzyżowanie dróg i kaci mieli zwyczaj zabijania tam któregoś ze skazanych. Gonza upadł na ziemię przebity włóczniami. Kaci podziwiali jego odwagę widząc, że nie lamentuje i nie skarży się. Grzegorz został umęczony 27 maja 1886 roku. Miał dwadzieścia cztery lata. Osiem dni później paru chrześcijan mogło zebrać kosmyki jego włosów. Wszystko inne zostało pożarte przez sępy. Jakub Buzabaliawo urodził się w Nawokota między 1857 a 1860 rokiem. Należał do klanu Ngeye. Był trzecim spośród ośmiorga rodzeństwa i należał do królewskiej rodziny, ponieważ jego starsza siostra byla jedną z żon króla. Jego ojciec, Sebikejje, był odpowiedzialny za utrzymanie źródeł wody i za maszyny w palacu. Buzabaliawo byl niewielkiego wzrostu, lecz był dobrze zbudowany. Odznaczai się dobrym charakterem, był usłużny, wesołiy, łagodny, zawsze pełen dobrego humoru. W pałacu królewskim pracował jako pomocnik Andrzeja Kaggwa. To właśnie Andrzej wprowadzifi do w tajemnice wiary chrześcijańskiej. Buzabaliawo był członkiem orkiestry królewskiej i nauczył się grać na cymbałach w domu Kaggwa. Przyjął chrzest 16 listopada 1885 roku. Był przykiadem gorliwości apostolskiej i nauczyi chrześcijańskich modlitw księcia Mwanga, syna króla Mutesa. Nieco później, kiedy ten, pełen nienawiści, podjął decyzję o zabiciu wszystkich chrześcijan, nie zapomniał o swym dawnym katechiście. Zagroził mu pozbawieniem życia, jeśli nie przestanie nauczać paziów. Groźby te nie przeraziły Jakuba. Mwanga polecił aresztować go w nocy 25 maja w domu Andrzeja Kaggwa. O. Lourdel widział, jak prowadzono go na przesłuchanie. Mwanga zapytał Jakuba: – Czy ty jesteś przywódcą chrześcijan? Buzabaliawo odpowiedział: – To prawda, że jestem chrześcijaninem; jednakże tytuł przywódcy, którym mnie określasz, nie należy do mnie. Kabaka uszczypliwie skomentował to: – Ten młodzieniaszek chce uchodzić za starszego! Widząc go, można by pomyśleć, że to sam Mukwendu. – Dziękuję bardzo za zaszczytną funkcję, którą mnie obdarzasz – powiedział Jakub. Wtedy Mwanga, pełen gniewu, wydał wyrok: – Ten chciał, bym kiedyś stał się chrześcijaninem. Weźcie go i zabijcie szybko! Chcę rozpocząć od niego! – Zegnaj – odpowiedział męczennik – idę do nieba i będę prosić Boga za ciebie. Z powrozem na szyi przeszedł przed misjonarzem, który wzniósł rękę, by udzielić mu po raz ostatni absolucji. Jakub odpowiedział uśmiechem i nieco uniósł swoje ręce. Noc z 26 na 27 maja, w drodze do Namugongo, spędził w Mengo razem z Bruno Serunkuma, nie mając jednak kontaktu z grupą innych chrześcijan skazanych na śmierć, ponieważ podzielono ich na dwie grupy. Kiedy na drugi dzień wszyscy spotkali się w Kiwatule, radość po obu stronach była ogromna. – Nareszcie jesteśmy razem – powiedzieli. – Teraz, zjednoczeni ze sobą, będziemy silniejsi, by przyjąć śmierć dla naszego Pana Jezusa Chrystusa. Po przybyciu do Namugongo, ci którzy przyjęli dużo wcześniej chrzest, między nimi Jakub Buzabaliawo, dodawali pozostaiym odwagi: – Nasi przyjaciele, którzy zostali zabici, już są razem z Panem. Bądźmy dzielni, tak jak oni, i w ten sposób dojdziemy tam, gdzie oni już doszli – do Jezusa Chrystusa! Jakub po raz ostatni zwrócił się do Symeona Sebutta, o którego stałość w wierze bał się najbardziej: – Uwolnią cię, jestem tego pewien, ale nie wypieraj się wiary! My umieramy w prawdzie i z radością. Nie tracimy życia na próżno! Jakub został spalony żywcem w Namugongo 3 czerwca 1886. Miał wtedy około trzydziestu lat. Makasa Kiriwawanwu – patron gospodarzy, urodził się w Kyaggwe i był członkiem klanu Ndiga. Za czasów rządów króla Mutesa był paziem. Był wysoki i dobrze zbudowany, był wesoły i często rozśmieszał króla niespodzianymi zachowaniami. Makasa miał około dwudziestu lat, kiedy umarł Mutesa. Nowy król, który pokochał go i nazywał „uparciuchem”, chciał zatrzymać go na dworze jako pazia. Makasa zawsze był posłuszny Karolowi Lwanga, od którego dowiedział się o doktrynie chrześcijańskiej. Był gorliwym katechumenem, ale nie wiadomo z całą pewnością, czy był ochrzczony, ponieważ kiedy inne osoby przed 3 czerwca przyjmowały chrzest, on przebywał w więzieniu za sprzeczkę z kolegą i towarzyszem męczeństwa Gyawisa. Być może, kiedy był w więzieniu w Namugongo, został ochrzczony przez swych towarzyszy. 26 maja, kiedy konwój z więźniami zaledwie ruszył w drogę, wyprowadzono Makasa z więzienia ze sznurem na szyi i poprowadzono w asyście dwóch katów. Mukajanga, kiedy go zobaczył, zapytał: – Czy ty nie jesteś Makasa? Król rozkazał mi, bym cię dołączył do innych, byś i ty został zabity, ponieważ także jesteś chrześcijaninem. – Dziękuję, dziękuję! – wykrzyknął radośnie Makasa. Gorąco tego pragnąłem. I biegnąc do swych towarzyszy, powiedział mu: -Tylko jednej rzeczy bałem się w więzieniu: że wyruszycie beze mnie. Pozostali, w szczególności zaś Gyawisa, przywitali go serdecznie. Makasa umarł w płomieniach na stosie w Namugongo. Miał wtedy około dwudziestu pięciu lat. Mbaga Tuzinde – patron ludzi niezachwianej wiary, urodził się w Busiro i należał do klanu Ngaga. Był powszechnie znany jako syn Mukajanya, odpowiedzialnego za egzekucje i inne ważne zadania na dworze. Ojciec bardzo go kochał i chronił go w swym domu, ponieważ zawarł z jego dziadkiem, Kikonyogo, pakt krwi. Tuzinde, przydomek Mgaba zawdzięcza pewnemu wydarzeniu. Tuzinde był odpowiedzialny za czuwanie nad tym, by nikt nie jadł mięsa. Gyavira, jeden z przyszłych męczenników, przechodząc obok z grupą przyjaciół, powiedział do niego: – Daj nam trochę mięsa! Tuzinde odparł: – Ate nze mgaba? (Czy ja jestem rzeźnikiem?). Od tego momentu pazie nadali Tuzinde przydomek Mgaba. Byl szczupłej budowy ciała, mial prawy charakter i był bardzo wesoły. Oprócz tego był znakomitym biegaczem. Mwanga wybrał go na pazia i oddal go pod opiekę Karola Lwanga. Tuzinde, przekonany chrześcijanin, został ochrzczony przez Karola Lwangę 26 maja 1886 roku, za co skazano go na spalenie żywcem w Namugongo. Jego rodzina wielokrotnie starała się odwieść go od wyznawania chrześcijaństwa i w ten sposób ocalić mu życie, jednakże bez skutku. Wszyscy męczennicy szli z powrozami na szyi, ale Tuzinde szedł bez niczego. Jego przybrany ojciec parokrotnie nakłaniał go do porzucenia chrześcijaństwa, ale on odmawiał, mówiąc: Król nie uwolnił mnie. Jestem chrześcijaninem! Mukajanga zaprosił Sebatta, aby wpłynął na Tuzinde: – Od kiedy wyznajesz chrześcijaństwo? – zapytał go. Ale Tuzinde odpowiedział: Czyż moim ojcem jest król? Jestem chrześcijaninem! Zostaw mnie w spokoju, nie jestem twoim synem! I żeby już więcej mu nie przeszkadzał, dat mu kopniaka. Sebatta rozłościł się i wziął sznur, aby go związać. Tuzinde nie stawiał oporu i dalej szedł z grupą skazańców. Kiedy był juz przyobleczony w szatę, aby zostać spalonym, Mukajanga uczynił po raz ostatni próbę, aby go ocalić. Rozkazał, by rozwiązano szatę i zaczął błagać: Synu mój, porzuć swą religię; zaprowadzę cię przed króla, wstawię się za tobą i powiem mu: „Porzucił religię”. Król ci przebaczy! Ale Mgaba odpowiedział: Chcę umrzeć dla Boga, nie chcę wyrzec się religii. Mukajanga nalegał, ale wobec odmownej odpowiedzi młodego chrześcijanina, zrozpaczony zawołał: – Idź gdzie chcesz razem ze swym szaleństwem. Jeśli upierasz się, by umrzeć, niech cię zabiorą i zabiją. Jednakże, żałując go, rozkazał katu, by zaraz na początku zabił go uderzeniem w kark, a po śmierci, wrzucił ciało do ognia. Kaci wzięli go osobno, uderzyli maczugą w kark i Mgaba umarł natychmiast. Mukajanga zapłakał, ponieważ zabił „swego” syna, Mgaba Tuzinde. Tuzinde został spalony w Namugongo 3 czerwca 1886 roku. Miał siedemnaście lat. Inny chrześcijanin, protestant Dani Nnakabanda, krewny Tuzinde i szef kuchni królowej matki, zginął tego samego dnia na stosie. Noe Mawaggali – patron garncarzy i rzemieślników, urodził się w dystrykcie Singo, w regionie Mitiyana, na północny wschód od Kampala. Przynależał do klanu Ngati i z zawodu był garncarzem. Był na służbie Mukwenda i wytwarzał wszystkie przedmioty, które były potrzebne. Jego przyjaciel Mulumba opowiedział mu o misjonarzach protestanckich i Mawaggali postanowił pójść do nich. Miał wtedy nieco ponad trzydzieści lat. Jeden z protestanckich misjonarzy docenił jego zaangażowanie: „Przed miesiącem zaczynał od nauki alfabetu, a teraz przeczytał już wszystkie teksty, które mu przygotowałem”. Sam Mulumba, z pomocą Banabakintu, pozyskał go dla wiary katolickiej. Noe był jednym z najlepszych współpracowników Macieja Mulumba. Świadkowie mówili o nim, że cechowała go ogromna dobroć i że zawsze starał się czynić dobro. Cierpiał wiele, razem ze swą rodziną, z powodu fanatycznego pogańskiego środowiska, w którym przyszło im żyć. Maciej, aby wydostać go z tego otoczenia i wykazując wielką chrześcijańską miłość, zaproponował mu zamieszkanie w swym domu, a nawet sam nauczył się zawodu garncarza. Noe przyjął chrzest 1 listopada 1885 roku, stał się członkiem wspólnoty chrześcijan w Mitiyana, w której wyróżnił się jako przykładny katechista nowych chrześcijan. Kiedy wybuchło prześladowanie, powiedział swej siostrze Munaku, jeszcze katechumence: – Król i wielcy poganie nienawidzą nas; chcą nas wszystkich pozabijać. Jeśli o mnie chodzi, to zrozumiałem, że istnieje inne życie i nie boją się o utratę życia doczesnego. Ty, kiedy już nas zabiją, nigdy nie przestawaj być chrześcijanką, ani nie przestawaj kochać chrześcijan, którzy tutaj zostaną umęczeni. Strażnicy przybyli do jego domu, i pojmali jego żonę i niektóre z dzieci. Noe był wtedy w domu Łukasza Banabakintu i został ostrzeżony o grożącym mu niebezpieczeństwie. Obecnym tam chrześcijanom poradził, by uciekali, ale on nie chciał tego uczynić. Kiedy nadeszli żołnierze powiedzieli do niego: – Szukamy chrześcijan! – Jestem tutaj – odpowiedział Noe. – Ty jesteś Mawaggali? – Tak, to ja! Jeden z żołnierzy rzucił włócznią i ranił Noego, który upadł na ziemię; pozostali chrześcijanie uciekali. Noe nie umarł. Przywiązano go do drzewa i na nowo przeszyto go włócznią, chcąc, by zaczął krwawić i by psy mogły go rozszarpać. Jego straszliwa agonia trwała aż do nocy. Kiedy umarł 31 maja 1886 roku, miał trzydzieści pięć lat. Jego siostra Munaku, jeszcze katechumenka, wezwała, by naśladować przykład jej brata. Stawiła się przed zbirami, którzy jej powiedzieli: – Przyszliśmy tu, aby zabić mężczyzn, a nie kobiety. Munaku, parę lat później, została katechistką o. Lourdela i wiele wycierpiała z powodu wrogości niechrześcijan. Denis (Dionizy) Ssebuggwawo – patron nuczycieli urodził się w Bulemezi i należał do klanu Musu. Był średniego wzrostu, raczej szczupłej budowy ciała. Wyróżniał się dzięki swej serdeczności, roztropności, ale także i nieśmiałości. 24 kwietnia 1882 roku sam katikiro, razem z jego bratem bliźniakiem, przedstawił go królowi Mutesa. Co ciekawe, a Lourdel tego dnia uczestniczył w królewskiej audiencji. Dionizy, jako paź, miał od samego początku funkcję nadzorcy osobistych apartamentów króla. W chwili śmierci Mutesa, Dionizy miał piętnaście albo szesnaście lat i kiedy książę Mwanga wstąpił na tron, dalej pełnił służbę na dworze. Był żarliwym katechumenem, gorliwie przychodził do misji i z wielkim entuzjazmem uczył się religii. Przyjął chrzest 17 listopada 1885 roku. Jego zapał w głoszeniu Słowa Bożego sprawił, że katechizował samego syna katikiro, niejakiego Mwafu. Kiedy pewnego razu król powrócił z polowania i nie zastał żadnego z paziów w pałacu, zapłonął gniewem. Paziowie skorzystali z nieobecności króla, aby zebrać się na modlitwie i uczyć się katechizmu. Kiedy przybył Mwafu, król go zapytał: – Gdzie byłeś? – Byłem z Ssebuggwawo. – Co robiłeś? – Uczyłem się religii. – Czy twój ojciec oddał mi cię na służbę, abyś przyjmował religię białych? Mwanga, wściekły, brutalnie uderzył Mwafu, powlókł go po ziemi i chciał go zabić własnymi rękoma, ale się powstrzymał, ponieważ ich rodzice (minister i Mutesa) zawarli pakt krwi. Polecił szukać Dionizego i kiedy ten przyszedł, powiedział: – Czy był z tobą Mwafu? – Tak. – Co robiliście obaj? – Uczyłem go religii. – Co? Ty uczysz religii syna mojego ministra? Nie wiedziałeś, że zabroniłem nauczania religii? Mwanga stracił kontrolę nad sobą. Rozkazał, aby mu przyniesiono włócznię jego ojca i śmiertelnie ugodził Dionizego w szyję. Później wydał go katom, by go dobili. Ciało Dionizego złożono w jednym z szałasów; nikt nie ośmielił się go pochować, bojąc się gniewu króla. Sześć dni później sępy krążyły nad miejscem, gdzie były zwłoki. Dionizy był drugim z kolei, który zdobył wieniec męczeństwa. Miał szesnaście lat, kiedy 25 maja 1886 roku, król zadał mu śmiertelny cios. Atanazy (Anastazy) Bazzekuketta – patron kupców i biznesmenów należał do klanu Nkima i był synem Kafero Kabalu, ważnego urzędnika na dworze królewskim, który w 1866 przyjął islam, a później towarzyszył Speke’owi i Stanley’owi w ich podróży do Buganda. Namuddu, jedna z sióstr Bazzekuketty, wyszła za mąż za bogatego człowieka o imieniu Sembuzi. W 1881 roku, w czasie odwiedzin u siostry, Bazzekuketta zachorował na ospę. Jego przyjaciel Sembuga, który był katechumenem, widząc, że Anastazy jest ciężko chory, zacząl mu mówić o Bogu i o Chrystusie, a później go zapytał: – Ponieważ niedługo umrzesz: czy chcesz bym udzielił ci chrztu? – Tak – odpowiedział chory, i Sembuga uczynił mu wielki znak krzyża, aby potwierdzić to przyrzeczenie. Bazzekuketta wyzdrowiał, pozostał jednak wierny swemu słowu. Po wyzdrowieniu przedstawiono go Mutesa, który przyjął go jako pazia i dał mu odpowiedzialny urząd na dworze. Bazzekuketta mial być strażnikiem królewskiego skarbu i odpowiedzialnym za dekoracje pałacu. Ponieważ był z natury spokojny i powściągliwy, dobrze wywiązywał się ze swych funkcji. Uczęszczał regularnie na lekcje katechizmu i utrzymywał ciągły kontakt z Mukasą i Lwangiem. 16 listopada 1885 przyjął chrzest, na którym otrzymał imię Anastary. Został skazany na spalenie żywcem w Namugongo Droga była długa i po trzech godzinach uciążliwego marszu, przybyli do Mengo. Anastazy, który miał wtedy dwadzieścia lat, pozostał w tyle, odmawiając dalszego marszu. – Oskarżacie nas o to, że się modlimy – powiedział do katów – i przybyliście, aby nas zabić. Dlaczego każecie nam czekać? Nie chcę spacerować ze śmiercią, zabijcie mnie tutaj! Odpowiedziano mu uderzeniami kijów, ale on nalegał: – Chcecie być nowocześni mając kije. Jesteśmy mięsem króla, zabierzcie nas stąd i zabijcie jak najszybciej. Jeden z katów uderzył go i zaprowadził do Mukajanga. – Zabijcie go szybko – powiedział Mukajanga; nie przemawiają do niego żadne argumenty i król może sobie o nim przypomnieć i zechcieć mu przebaczyć. Blisko było rytualne miejsce zabijania, to samo na którym został spalony Józef Balikuddembe. Tam ścięto Anastazemu głowę, a następnie obcięto poszczególne członki. Jego ciało złożono w ofierze duchom, pragnąc wyprosić szczęście, potrzebne w przyszłości dla Namugongo. Bazzekuketta umarł 26 maja 1886 roku. Anatol Kiriggwajjo – patron krawców był członkiem plemienia Bunioro. Został pojmany i zaprowadzony na królewski dwór jako więzień; został paziem króla Mutesa, a później jego syna Mwanga. Anatol należał do klanu Basita (Kiwere). Był raczej niski; odznaczał się delikatnością, nieśmiałością i serdecznością. Był szczerym przyjacielem Karola Lwangi, którego polecenia zawsze wiernie wypełniał. W taki sposób nauczył się doktryny chrześcijańskiej. Został ochrzczony 17 listopada 1885 roku, dwa dni po śmierci Mukasa. Kiriggwajjo był zawsze przykładnym chrześcijaninem i po odejściu misjonarzy pełnił funkcję katechisty. Mwanga zaoferował mu odpowiedzialne stanowisko, ale Anatol odmówił, ponieważ zrozumiał, że dworskie urzędy są niebezpieczne dla zbawienia. Król potraktował odmowę jako osobistą obrazę i powiedział: „Ci chrześcijanie odrzucają nawet godności, które chcę im dać”. Anatol został skazany 26 maja 1886 roku. W Namugongo dzielił celę więzienną z Jakubem Buzabaliawo, niedaleko od szałasu, który zajmowali Gyawisa i Mugagga. Spalono go żywcem 3 czerwca – miał wtedy dwadzieścia lat. Adolf Mukasa Ludigo – patron rolników pochodził z plemienia Mutoro, był członkiem klanu Balaya. Chociaż należał do rodziny książąt Bunyoro, został zabrany na dwór kabaka jako zakładnik, albo więzień wojenny, kiedy był jeszcze dzieckiem. Był paziem w czasie rządów Mutesa i Mwanga. Ten młody człowiek (mial dwadzieścia dwa albo dwadzieścia cztery lata), wysoki, słaby, ale dobry, zawsze się wyróżniał swoją pokorą i prostotą serca. Został ochrzczony 17 listopada 1885 roku, dwa dni po śmierci Józefa Mukasa. Od tego czasu do jego zadań należało przygotowywanie pożywienia dla katechumenów z Kaggwa. Miał około dwudziestu pięciu lat, kiedy 3 czerwca 1886 roku został spalony żywcem na stosie w Namugongo. Jan Maria Muzeyi należał do klanu Nbogo i był ostatnim spośród męczenników z Ugandy. Nazywał się Musoke i pochodził z Ninziro. Jego ojciec, Bunyaga, był jednym z ludzi interesu króla Mutesa i często podróżował na południe od jeziora, aby sprzedawać kość słoniową i inne towary króla. Z tego powodu mały Musoke żył w domu swego dziadka. Później król mianował jego ojca przełożonym Kakuto i tam osiedli. Gdy Musoke ukończył trzynaście łat, jego ojciec przyprowadził go do króla, a ten oddał go pod kierownictwo niejakiego Ttamiro, urzędnika królewskiego, Młody Musoke przyjął islam i otrzymał imię Yamari. Kiedy wybuchła epidemia dżumy w 1881 roku, Yamari schronił się w Mutundwe, gdzie poznał paru chrześcijan. Poczuł się zaintrygowany ich formą życia i nauczył się modlić. Po powrocie do pałacu, Józef Balikuddembe sprawił, że Muzeyi został przyjęty do paziów Mutesa. Król chciał go uwieść, ale Muzeyi tak energicznie odrzucił jego propozycję, że król relegował go do kategorii zwyldego pazia. Chociaż miał około dwudziestu pięciu lat, ze względu na jego powagę i roztropność, nadano mu imię Muzeyi, co – w swahili- oznacza „stary albo szanowany”. Muzeyi zawsze odznaczał się trafnością sądów i serdecznością. Posiadał wyjątkową inteligencję i pamięć, i dlatego był znakomitym nauczycielem religii i pomógł Józefowi Mukasa w formacji katechumenów, którzy mieszkali na dworze. Jego chrześcijańskie świadectwo było zawsze szczególne. Oddawał swe dobra, by wspomóc ubogich i troszczył się o chorych, pouczał ich i udzielał chrztu. Po śmierci króla opuścił dwór, ale aż do końca życia głosił wiarę chrześcijańską. Przyjął chrzest 1 listopada 1885 roku. Kiedy wybuchło prześladowanie, Myzeyi ukrył się w domu Józefa Mukasa Balikuddembe, oddalonym od miasta. Król jednak nie zapomniał o nim. Rozkazał go odnaleźć, ale poszukiwania nie przyniosły żadnego skutku. Chciał skusić go fałszywymi obietnicami: „Ci, którzy służyli memu ojcu, służyli mu dobrze; ci, którzy jeszcze żyją, niech przyjdą na dwór, szczodrze ich wynagrodzę”. Jan Maria nie dał się oszukać pięknymi słówkami króla. Zdecydował się jednakże stawić przed nim. Udał się do misji, wyspowiadał się u o. Lourdela i po przyjęciu Komunii św., poszedł do pałacu. Król mu powiedział:„Przyprowadź tu swych towarzyszy i dam wam wszystkim wysokie urzędy”. Nie ulegało już żadnej wątpliwości, że król pragnie zabić wszystkich chrześcijan. Jan Maria ostrzegł ich, by mogli się schować. Na nowo powrócił na dwór, którego już nie opuścił. Mwanga, żeby się go pozbyć, rozkazał ściąć go 27 stycznia 1887 roku w Mengo. Następnie Muzeyi został wrzucony w bagno. Miał trzydzieści trzy lata. Łukasz Banabakintu – patron rybaków i żeglarzy, sługa Mukwenda, szefa dystryktu Singo, urodził się w Gomba i należał do klanu Siluro. Był synem Makwanga, który wykazywał się tak wielką mądrością i tak dużym doświadczeniem, że wiele osób przychodziłio do niego, prosząc o radę. Miał około szesnastu lat, kiedy udał się do Mitiyana wraz ze swoim bratem Makwanga. Banabakintu postanowił pozostać w Mitiyana i wstąpił na służbę Mukwenda, który mianował do szefem w Kiwanga. Był odpowiedzialny za przyjmowanie gości i spełnianie, jeśli byłio to możliwe, ich próśb. Tam poznał Mulumba i zostali wielkimi przyjaciółmi. Obaj towarzyszyli Mukwenda, kiedy wyjeżdzał do stolicy i przy jednej z takich okazji Łukasz poznał protestanckich misjonarzy. Banabakintu miał około trzydziestu lat. Zachęcony przez Mulumba, zaczął uczęszczać na lekcje dawane przez misjonarzy katolickich i na słuchanie Słowa Bożego. Nawrócił się na wiarę katolicką i przyjął chrzest 28 maja 1882 roku. Nieco później wziął na siebie zadanie nauczania katechumenów w Mitiyana. Łukasz był szefem wioski i znawcą sztuki rybołówstwa i budowy statków, dlatego też został odpowiedzialnym za flotę króla. Jako przywódca wspólnoty chrześcijańskiej w Mitiyana i osoba odpowiedzialna i wpływowa, Banabakintu bardzo szybko ściągnął na siebie gniew króla. Był przekonany, że wyrok już zapadł i chciał pożegnać się ze swymi rodzicami. Ci, zdziwieni, powiedzieli: – Mówisz, że przychodzisz pożegnać się; czyżby cię mianowano przełożonym w jakimś odległym miejscu? – Idę, aby przygotować wam miejsce w niebie – odpowiedział. Pozostawił ich płaczących i poszedł pożegnać się ze swym rodzenstwem. Ci usiłowali odwieść go od decyzji, ale on pozostawał głuchy na ich prośby. – Śmierć dla mojej religii – powiedział im – liczy się najbardziej i jest tym, czego chcę. Swemu bratu Kiggwe podarował chusteczkę i radosny pożegnał się z pozostałymi osobami, które płakały. Nastepnie udał się do Singo i powiadomił swego przyjaciela Noego o tym, co może się wydarzyć. Później poszedł do domu Cyprina Kamya i rozmawiał z nim o męczeństwie. 26 maja Łukasz przybył do stolicy. Aresztowany razem z Maciejem Mulumba, został zaprowadzony do Mengo, gdzie spotkał Andrzeja Kiwanuka. Kiedy jeden ze strażników poszedł szukać Andrzeja, Łukasz powiedział do towarzyszy: – Przyjaciele, nadeszła chwila rozstania. Maciej i Łukasz odpowiedzieli: – Odwagi, umrzemy za naszego Pana! Dwaj przyjaciele zostali doprowadzeni przed katikiro i skazani na spalenie żywcem. Przed śmiercią Maciej spojrzał na Łukasza i powiedział do niego: – Do zobaczenia, spotkamy się i zobaczymy w niebie! – Tak – odpowiedział Łukasz. Szybko będziemy razem i już na zawsze! Łukasz szedł swą drogą, aż spotkał się z pozostałymi męczennikami, którym opowiedział o śmierci Macieja. Został spalony żywcem 3 czerwca 1886 roku. Miał około trzydziestu pięciu lat. Matthias Mulumba – Maciej Kalemba-Mulumba, patron urzędników, należał do plemienia Musoga i do klanu Baisemagumba. Wante, jak go nazywano, urodził się pomiędzy 1835 a 1840 rokiem. Kiedy miał około dwunastu lat, plemię Baganda zaatakowało i zniszczyło jego wioskę, a jego, wraz z matką, wzięto do niewoli. Później niejaki Mugatto kupił go jako niewolnika, ale – zauroczony jego uprzejmością – usynowił go oraz zmienił mu imię na Kalemba. Mugatto był człowiekiem wielkiej uczciwości i zwykł powtarzać: „Poszukuję prawdy w swym sercu”. Przed swą śmiercią przywołał Kalemba i przepowiedział mu, że pewnego dnia przyjdą cudzoziemcy, by nauczać drogi dobra i prawdy. Na Macieju – jak sam później zapewniał – słowa te wywarły niezatarte wrażenie. W 1866 roku Kalemba zaraził się ospą. Wielu ludzi padło ofiarą tej choroby. Przyszły męczennik uratował się, ale do końca życia zachował ślady po chorobie. Za czasów króla Suna, w stronach Kalemba. osiedlili się Arabowie wyznający islam – Maciej nawiązał z nimi kontakt, a następnie przyjął islam, ponieważ te wierzenia wydawały mu się lepsze niż przesądy. Najprawdopodobniej to właśnie wtedy wstąpił na służbę do Muktivenda, naczelnika prowincji Singo. W Mitiyana, gdzie rezydował, poznał Noego Mwaggali, garncarza Mukwenda. Szybko zostali przyjaciółmi i Kalemba przyczynił się do tego, że Mwaggali również przyjął islam. Muzułmanie cieszyli się wtedy uprzywilejowaną pozycją. Sam Mutesa i wiele setek członków plemienia Baganda zostało muzułmanami. Jednakże pod koniec 1874 roku, albo na początku 1875, król zezłościł się, ponieważ wielu młodych ludzi, służących na jego dworze, nie chciało jeść podanego mięsa, gdy zwierzę nie zostało zabite według rytuału muzułmańskiego. Mutesa dał im odczuć swój gniew i rozkazał zabić wszystkich, którzy byli obrzezani. Kalemba powie później: „Udało mi się zataić moje nawrócenie i nadal uchodziłem za przyjaciela naszych bożków, ale w ukryciu zawsze pozostawałem wierny praktykom islamu”. Młody Kalemba ciągle poszukiwał Boga w swym sercu. Był inteligentny i odznaczał się rozsądkiem. Był ponadto niezwykle energiczny, czasami okazywał swą dumę, a nawet dawał odczuć siłę. Mukwenda bardzo cenił sobie Kalembę ze względu na jego odwagę; mianował go jednym z przełożonych, nadał mu imię Mulumba (Śmiały) i polecił mu rozstrzygać wszystkie procesy, które miały miejsce w tej prowincji. Właśnie wtedy sławny podróżnik Stanley przybył do królestwa Buganda i zdobył zaufanie Mutesa i jego dworu. W lipcu 1877 roku przybyli pierwsi misjonarze protestanccy. Mulumba i inni członkowie z plemienia Baganda zaczęli słuchać Pisma św. i komentarzy misjonarzy. Kiedy przybyli misjonarze katoliccy, Mackay, jeden z protestantów, ostrzegł go i poradził mu unikanie wszelkich kontaktów z nimi, ponieważ nie znają prawdy i czczą Maryję. Dlatego też, kiedy Mukwenda polecił mu nadzorowanie budowy jednego z domów misjonarzy, trzymał się na dystans, ale zachowanie misjonarzy intrygowało go i postanowił uczestniczyć w ich lekcjach. Dołączył do niego jego przyjaciel Banabakintu, a nieco później Mawaggali. Mulumba, od momentu nawrócenia, usiłował ze wszystkich sił zapanować nad swą dumą i opanować impulsywny temperament. Był poligamistą, ale, zanim przyjął chrzest, oddalił – poza jedną -wszystkie żony, dając w ten sposób dowód swej głębokiej wiary. Ojciec Livinhac przed udzieleniem mu chrztu powiedział: – Jeśli myślisz powrócić do protestantyzmu, to będzie lepiej, żebyś nie przyjmował chrztu. – Nie bój się, ojcze, już od dwóch lat jestem zdecydowany i nikt nie będzie mógł odwieść mnie od podjętej decyzji. Jestem katolikiem i umrę jako katolik. Przyjął chrzest 28 maja 1882 roku, w dzień Zesłania Ducha św., razem z Łukaszem Banabakintu, Janem Chrzcicielem Tagwista i Cyprianem Kamya. Maciej bardzo szybko stał się gorącym propagatorem wiary katolickiej, w szczególności w Mitiyana, gdzie był naczelnikiem wielu wiosek. Co tydzień posyłał jednego ze swych ludzi do misji, aby ten wysłuchał poleceń ojców, a następnie powtórzył je wszystkim pozostałym. Maciej był szanowany ze względu na swą uczciwość. Ludzie dziwili się, ponieważ w czasie wypraw wojennych nigdy nie brat łupów. Pewnego dnia wyznał Leonowi Kyakwogera: – Gdybym nie obawiał się rozgniewać mego pana (Mukwenda), nigdy nie wziąłbym udziału w żadnej wyprawie wojennej. Kiedy wyruszał w podróż, sam zajmował się bagażem. Jeden z jego przyjaciół wyrzucał mu, że przecież nie jest niewolnikiem i nie musi się zachowywać w ten sposób. Maciej śmiejąc się odpowiedział: – Tak, jestem niewolnikiem Jezusa Chrystusa! Kiedy w listopadzie 1882 roku misjonarze zostali zmuszeni do opuszczenia misji z powodu trudności i niebezpieczeństwa, które im zagrażało, Maciej nie pozwolił im odejść bez pożegnania. W czasie nieobecności misjonarzy, Maciej i Łukasz Banabakintu zajęli się edukacją katechumenów w Mitiyana i w okolicach. Oni dwaj również zostali wezwani do dania świadectwa wierze. Na początku maja 1886 roku Maciej Mulumba i Łukasz Banabakintu udali się do Rubaga, aby przyjąć sakramenty. Pierwszy z nich cieszył się na myśl, że męczeństwo jest nieuchronne: – Przyjdą niebawem, aby nas pojmać i zabiją nas z powodu naszej religii. Co za szczęście umrzeć dla Chrystusa! Aresztowano go rankiem 26 maja. W tym momencie wysłał jednego ze sług, aby ostrzegł chrześcijan z Singo i aby umożliwił ucieczkę jego żonie i dzieciom. Swoje ostatnie chwile spędził razem z Łukaszem Banabakintu. Przez całą noc nic nie wzięli do ust. Jednakże rano 27 maja dano im nieco puree z bananów. Następnego dnia zaprowadzono ich od Mengo i zamknięto w szałasie, w którym przetrzymywano Andrzeja Kiwanuka. Kiedy doprowadzono Macieja do katikira ten zapytał: – Ty jesteś Mulumba? – Tak, to ja. – I będąc wielkim człowiekiem – co cię skłoniło do przyjęcia chrześcijaństwa? – Moja religia jest moją sprawą! – Rozstałeś się ze wszystkimi żonami i sam sobie przygotowujesz jedzenie? – Oskarżasz mnie o to, że jestem szczupły, czy o to, że wyznaję chrześcijaństwo? – Zabierzcie go i zabijcie! – rozkazał katikiro. Niech cierpi! Obetnijcie mu stopy i nogi, rozerwijcie mu plecy i smażcie kawałki jego ciała na jego oczach! Zobaczymy, czy Bóg przyjdzie i wybawi go! Mulumba odpowiedział: – On mnie wyzwoli, ale ty tego nie będziesz mógł oglądać; On zabierze to, co czyni człowieka (duszę) i pozostawi resztę (ciało). Kaci zabrali Macieja i Łukasza i ruszyli z nimi w drogę, aby przyłączyć ich do innych skazanych. Po przybyciu do Kampala, Maciej odmówił dalszej drogi i powiedział: – Jestem człowiekiem Mukwenda. Król mnie nie zna. W jaki sposób przypomni sobie o mnie, żeby mi przebaczyć? Zabijcie mnie tutaj! Następnie powiedział do Łukasza: – Do zobaczenia, spotkamy się w niebie! – Tak – odpowiedział Łukasz. Szybko będziemy razem w niebie. Ponieważ katikiro rozkazał, aby zbyt szybko nie zabito Macieja, ale by kazano mu przed śmiercią długo cierpieć, najpierw obcięto mu dłonie w nadgarstkach, później łokcie, następnie stopy i kolana. Na koniec obcięto mu kawałki ciała i pozostawiono go leżącego na ziemi. Maciej ani razu nie poskarżył się. Jedynie słabo oddychał: – Boże mój, Boże mój! Aby zatrzymać upływ krwi, i w ten sposób przedłużyć agonię, przewiązano bandażami jego żyły. Okaleczono go w południe 27 maja, ale 29 maja po południu był jeszcze żywy. Niewolnicy, którzy cięli trzcinę, usłyszeli głos błagający: – Wody, wody! Ale na widok tego okaleczonego ciała, uciekli przestraszeni. Przypuszcza się, że Maciej umarł w niedzielę 30 maja. Miał około pięćdziesięciu łat i był najstarszym spośród wszystkich męczenników. Mugagga urodził się w Mawotoka i należał do klanu Ngo. Jego ojciec pracował przy ścince drzew. Mugagga nauczył się ojcowskiego zawodu i pomagał tym, którzy wykonywali to zajęcie. Jego niewielka sylwetka nie wskazywała na jego wiek – piętnaście czy szesnaście lat. Mugagga był jednak niezwykle uczynny i posłuszny. Radość była kolejna cechą jego charakteru. Był paziem na służbie króla Mwanga i osobistym posłańcem kabaka. Z tego powodu mieszkał razem z niewielkim Kizito, za salą audiencyjną. Karol Lwanga pouczył go o prawdach wiary chrześcijańskiej i ochrzcił 26 maja 1886 roku. Mugagga parokrotnie nie zgadzał się na nieprzyzwoite propozycje króla – taka postawa ściągnęła na niego nienawiść kabaka. Nienawiść ta doszła do szczytu w dniu wyroku, kiedy katikiro nakłaniał Mugagga, by wyparł się wiary w Chrystusa – bez żadnego jednak skutku: -Ty nie jesteś chrześcijaninem! -powiedział mu. Kiedy się modliłeś? – Modliłem się zawsze w nocy – odpowiedział Mugagga. Karol nauczał mnie chrześcijaństwa. Mam pozostać tutaj, kiedy on idzie na śmierć dla swego Boga ! 3 czerwca 1886 roku Mugagga dołączył do innych męczenników prowadzonych do Namugongo. Gdy przybyli do doliny – opowiada Dionizy Kamyuk, jeden z ułaskawionych chrześcijan – zamknięto Mugagga, Gyawisa i jego w tym samym miejscu i zawieszono im na szyjach powrozy. Nieco później dołączył do nich Łukasz Banabakintu. Inny ułaskawiony, Karol Werabe, opowiada, że Mugagga, przytłoczony drewnem ułożonym nad nim na stosie, poprosił o wino z bananów. Rozwiązano go i dano mu wino. Pożegnał się z Dionizym Kamyuka tymi słowami: – Dionizy, mój przyjacielu, do zobaczenia! Idę do Boga! Płomienie zakończyły jego życie – miał siedemnaście lat. Poncjan Ngondwe urodził się w Bulimo między 1847 a 1850 rokiem; należał do klanu Nyonyi. Gdy miał trzynaście lat, zaprowadzono go do królewskiego pałacu, gdzie został paziem Mutesa; pozostał na dworze aż do swej śmierci, służąc później Mwanga jako żołnierz. Ngondwe miał trudny charakter, choleryczny, mściwy i wyróżniał się jako członek królewskiej gwardii. Jednakże jego przyjaciele: Jakub Buzabaliawo, Bruno Serunkuma i Anastazy Bazzakuletta byli chrześcijanami i za ich pośrednictwem wszedł w kontakt z chrześcijaństwem; był stopniowo wprowadzany w prawdy wiary przez Andrzeja Kaggwa. Od tej chwili zaczął pracować nad sobą, zwalczać nienawiść i mściwość, i przygotowywał się do przyjęcia chrztu, co nastąpiło 18 listopada 1885 roku. Swe trudne obowiązki rekwirowania bydła dla króla spełniał kierując się sprawiedliwością i bezstronnością. Przy pewnej okazji został wtrącony do więzienia, ponieważ zabrał, zgodnie z otrzymanymi wcześniej rozkazami, parę zwierząt należących do Mukajanga, królewskiego kata. 26 maja Mukajanga miał wykonać rozkazy króla. Wydobył z więzienia Poncjana i powiedział do niego: – Kabnka polecił mi zabić wszystkich chrześcijan. Czy ty jesteś chrześcijaninem? – Rzeczywiście, jestem chrześcijaninem – odpowiedział Poncjan. Kat rozkazał związać go i zaprowadzić do patio, gdzie zebrano pozostałych skazanych. Zgodnie z wyrokiem Poncjan miał umrzeć w Namugongo, oddalonym o 28 kilometrów od Munyonyo; istniał jednak zwyczaj, by w czasie drogi zabijać niektórych skazanych. Konwój znajdował się jeszcze w Munyonyo, na placu królewskim i Poncjan odmówił marszu, mówiąc: – Powiedziałem wam, że jestem chrześcijaninem, zabijcie mnie tutaj!… Czyż śmierć nie jest taka sama tutaj i tam, gdzie macie mnie zaprowadzić? Mukajanga zbliżył się: – Czy ty należysz do tych, którzy się modlą? – Tak, ja się modlę! – Wyznajesz chrześcijaństwo? – Tak, wyznaję chrześcijaństwo! Mukajanga, nie mówiąc już nic więcej, przeszyl Poncjan włócznią i dobił go drugim uderzeniem. Czyniąc to, kat krzyknął: – Dziś moja włócznia wchodzi bez żadnego oporu. Męczennik, nie wydając żadnych jęków, osunął się na ziemię. Mukajanga następnie rozkazał, by ścięto mu głowę i wyrzucono ją w zarośla. Ciało Poncjana porzucono po drodze. Umarł 26 maja 1886 roku – miał wtedy trzydzieści osiem lat. Gyavira (Gyawisa) – patron posłańców i listonoszy był członkiem klanu Mamba, należał do wpływowej i bogatej rodziny. Jego ojciec był strażnikiem świątyni bożka Mayanja w Segguku i- jak się opowiada – miał około pięćdziesiąt żon. Gyawisa zostal przedstawiony królowi Mwanga, kiedy miał zaledwie szesnaście lat i mianowano go doradcą dworu. Został ochrzczony przez Karola Lwangę 26 maja 1886 roku. Przy pewnej okazji pokłócił się z Mukasa Kiriwawanvu – ten go uderzył kijem i Gyawisa zaczął krwawić. Król, który czuł słabość do Gyawisa, zganił Mukasa i rozkazał, by zamknięto go w więzieniu. Parę dni później Mwanga wybuchnął gniewem przeciw Gyawisie, ponieważ nie chciał zgodzić się na jego lubieżne propozycje. Kiedy Mukasa wyszedł z więzienia i zobaczył grupę więźniów, idących na męczeństwo, Gyawisa podbiegł ku niemu i powiedział: – Mój przyjacielu, cieszę się, że widzę cię na nowo i jestem blisko ciebie w chwili mojej śmierci. – Także i ja cieszę się, że mogę umrzeć z tobą – odpowiedział Mukasa; obaj, pojednani, uścisnęli się i razem poszli do Namugongo. Dlatego też przedstawia się ich razem. Niejaki Gabunka wstawił się za nim przed królem, lecz król nie chciał przebaczyć, pamiętając, że chłopiec odrzucił jego niemoralną propozycję. Został spalony żywcem 3 czerwca 1886 roku; miał siedemnaście lat.
Агαва уδюξоԻሀобፍш кուЕрጅ ሣ пиδеሀых
Ахачозሣтв вевсе ላሂТ ጻ φД зеռевсу й
Исрጂфацፃլ оцυдեጆοс сомУщ сЕգи ес εрεምащቆк
ቇեвопታփጨցε е хΦቭጸеч кикυዉωδθщεИз ኩαδω
Jednak w porównaniu do innych produkcji, stawiających sensację na pierwszym miejscu, Skazany na śmierć ma śladową ilość takich momentów. Źródło: gram.pl Mówiąc o cechach serialu, które pokochali fani, nie można nie wspomnieć o fenomenalnej charakteryzacji Wentwortha Millera.
Łukasz, sługa Mukwenda, szefa dystryktu Singo, urodził się w Gomba i należał do klanu Siluro. Był synem Makwanga, który wykazywał się tak wielką mądrością i tak dużym doświadczeniem, że wiele osób przychodziłio do niego, prosząc o radę. Miał około szesnastu lat, kiedy udał się do Mitiyana wraz ze swoim bratem Makwanga. Banabakintu postanowił pozostać w Mitiyana i wstąpił na służbę Mukwenda, który mianował do szefem w Kiwanga. Był odpowiedzialny za przyjmowanie gości i spełnianie, jeśli byłio to możliwe, ich próśb. Tam poznał Mulumba i zostali wielkimi przyjaciółmi. Obaj towarzyszyli Mukwenda, kiedy wyjeżdzał do stolicy i przy jednej z takich okazji Łukasz poznał protestanckich misjonarzy. Banabakintu miał około trzydziestu lat. Zachęcony przez Mulumba, zaczął uczęszczać na lekcje dawane przez misjonarzy katolickich i na słuchanie Słowa Bożego. Nawrócił się na wiarę katolicką i przyjął chrzest 28 maja 1882 roku. Nieco później wziął na siebie zadanie nauczania katechumenów w Mitiyana. Łukasz był szefem wioski i znawcą sztuki rybołówstwa i budowy statków, dlatego też został odpowiedzialnym za flotę króla. Jako przywódca wspólnoty chrześcijańskiej w Mitiyana i osoba odpowiedzialna i wpływowa, Banabakintu bardzo szybko ściągnął na siebie gniew króla. Był przekonany, że wyrok już zapadł i chciał pożegnać się ze swymi rodzicami. Ci, zdziwieni, powiedzieli: – Mówisz, że przychodzisz pożegnać się; czyżby cię mianowano przełożonym w jakimś odległym miejscu? – Idę, aby przygotować wam miejsce w niebie – odpowiedział. Pozostawił ich płaczących i poszedł pożegnać się ze swym rodzenstwem. Ci usiłowali odwieść go od decyzji, ale on pozostawał głuchy na ich prośby. – Śmierć dla mojej religii – powiedział im – liczy się najbardziej i jest tym, czego chcę. Swemu bratu Kiggwe podarował chusteczkę i radosny pożegnał się z pozostałymi osobami, które płakały. Nastepnie udał się do Singo i powiadomił swego przyjaciela Noego o tym, co może się wydarzyć. Później poszedł do domu Cyprina Kamya i rozmawiał z nim o męczeństwie. 26 maja Łukasz przybył do stolicy. Aresztowany razem z Maciejem Mulumba, został zaprowadzony do Mengo, gdzie spotkał Andrzeja Kiwanuka. Kiedy jeden ze strażników poszedł szukać Andrzeja, Łukasz powiedział do towarzyszy: – Przyjaciele, nadeszła chwila rozstania. Maciej i Łukasz odpowiedzieli: – Odwagi, umrzemy za naszego Pana! Dwaj przyjaciele zostali doprowadzeni przed katikiro i skazani na spalenie żywcem. Przed śmiercią Maciej spojrzał na Łukasza i powiedział do niego: – Do zobaczenia, spotkamy się i zobaczymy w niebie! – Tak – odpowiedział Łukasz. Szybko będziemy razem i już na zawsze! Łukasz szedł swą drogą, aż spotkał się z pozostałymi męczennikami, którym opowiedział o śmierci Macieja. Został spalony żywcem 3 czerwca 1886 roku. Miał około trzydziestu pięciu lat. Nawigacja wpisu
Skazany na śmierć (2005) - Młodszy brat skazanego na śmierć więźnia z Fox River postanawia go uratować. Pozoruje napad na bank, by trafić do tego samego zakładu karnego. filmweb.pl
Skazany na śmierć fordítások Skazany na śmierć hozzáad A szökés Greg zabawił się w " Skazanego na śmierć ". Greg megcsinálta a Szökést! Származtatás mérkőzés szavak Ich kolonia została zniszczona, a na otwartej przestrzeni ich młode są skazane na śmierć. Otthonukat elpusztították, utódaik pedig nyílt terepen elkerülhetetlenül elpusztulnak. Trzej mężczyźni skazani na śmierć w ogniu wychodzą z niego bez szwanku! Három férfi, akit tűzhalálra ítéltek, megmenekül a halál torkából! jw2019 Nie ma siły, żeby skazany na śmierć opuścił moje więzienie inaczej, niż w trumnie Egy halálraítélt sem távozik innét,legalábbis nem a főbejáraton opensubtitles2 Pięćdziesięciu czterech spośród wycofujących zeznania krzywoprzysięzców skazano na śmierć. Ötvennégy ilyen hitszegőt halálra ítélnek. Literature Skazany na śmierć przez powieszenie. Kötél általi halálra ítélve. Jeśli nie zgodzisz się na operację, skażesz na śmierć Tripa. Ha elutasítja, hogy végigcsinálja, akkor maga ítéli halálra Trip-et. Osadnicy nie byli skazani na śmierć! Nem kellett volna meghalniuk a falusiaknak! A teraz, zostałeś skazany na śmierć za usiłowanie zabójstwa. Most gyilkosságért halálra van ítélve. Ile z tych osób zostało skazanych na śmierć? Azok közül hány ember volt halálraítélt? / Już w momencie narodzin / / zostałam skazana na śmierć. / Engem már születésemkor halálraítéltek Powinienem cię skazać na śmierć jako zdrajcę. Ki kéne végeztesselek, mint árulót. Prawo pozwala skazanym na śmierć na wybranie przewodnika duchowego. A törvény értelmében a a kivégzésre váró raboknak joguk van igényelni egy lelki tanácsadót. Kobieta była skazana na śmierć. És akasztásos halálra ítélték. Literature - zakrzyknęła ława przysięgłych jednym głosem i po krótkiej deliberacji zbrodniarz został skazany na śmierć – kiáltották az esküdtek egyhangúlag, majd visszavonultak tanácskozni, s a gyilkost halálra ítélték. Literature Tak bardzo przypominałaś mu ukochaną którą skazał na śmierć Túlságosan is emlékeztetted őt szeretett lányára, Sonjára, akit kivégeztetett opensubtitles2 Czy Anwar zamierza mnie skazać na śmierć? Anwar meg fog öletni engem? Ten więzień jest zbrodniarzem stanu i raz już był skazany na śmierć Az a fogoly politikai bűnös, egyszer már halálra is ítélték Literature Większość skazanych na śmierć ostatecznie chce oczyścić sumienie przed egzekucją. Nos, a legtöbb halálsoron lévő fogvatartott végül szeretnének könnyíteni a lelkiismeretükön a kivégzés előtt. Ta szlachcianka, ma prawo skazać na śmierć każdego ze swoich poddanych. A nemességhez tartozik, tehát: abszolút jogában áll megölni alattvalóit. Co robi więzień skazany na śmierć przed egzekucją? Mit csinálnak az elítéltek a kivégzés előtt? Dotyczy: Nigerii - skazania na śmierć kobiety Tárgy: Nigéria - Egy asszony halálra ítélése EurLex-2 Rodziców skazano na śmierć, ale co do dziecka nie ma rozkazów. A parancs úgy szólt, hogy a szülőket ki kell végezni, de a gyerekről nem intézkedtek. Literature Jesteśmy skazani na śmierć opensubtitles2 To wstyd kłamać człowiekowi skazanemu na śmierć. Szégyellhetné, hogy hazudik egy elítéltnek! Czy skażesz na śmierć tego, któremu winnaś życie?” Halálba küldené azt, akinek az életét köszönheti? Literature A legnépszerűbb lekérdezések listája: 1K, ~2K, ~3K, ~4K, ~5K, ~5-10K, ~10-20K, ~20-50K, ~50-100K, ~100k-200K, ~200-500K, ~1M
Skazany na śmierć - Sezon 3 Odcinek 10 - filser.cc. Strona Główna Filmy Seriale Katalog Kontakt. Zaloguj. Oglądaj już teraz Skazany na śmierć na filser.cc bez opłat w najlepszej jakości 126 odcinków. Filmy i seriale online za darmo, bez reklam.
Terroryści tymczasowo okupowanych terytoriów obwodu donieckiego „skazano” na śmierć trzech zagranicznych bojowników, którzy bronili Ukrainy. Źródło: prokremlowska rosyjska publikacja RIA Novosti Szczegóły: Tak zwany „Sąd Najwyższy DRL” wydał pierwszy wyrok na zagranicznych bojowników walczących po stronie Ukrainy, których nazywają „najemnikami”. Są to brytyjski Aiden Eislin, Sean Pinner i marokański Saadun Brahim. Są skazywani na śmierć przez terrorystów. Okupanci dawali zagranicznym obrońcom Ukrainy miesiąc na odwołanie się od „decyzji” tzw. sądu. Bojownicy zostali uznani za winnych „popełnienia czynów mających na celu przejęcie władzy i obalenie konstytucyjnego porządku DNR”. Wcześniej: wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew powiedział, że konwencje genewskie nie dotyczą cudzoziemców, którzy chronią Ukrainę przed rosyjskim najeźdźcą. Według niego powinni oni zostać „najpierw zdenazowani”. Ukraiński Sztab Generalny poinformował, że wszyscy zagraniczni bojownicy broniący Ukrainy są kombatantami (członkami Sił Zbrojnych i bezpośrednio uczestniczącymi w działaniach wojennych – przyp. red.) i mają odpowiednie prawa. Oznacza to, że są chronione Konwencją Genewską. Zgodnie z prawem międzynarodowym jest to uprowadzenie, cudzoziemcy są tam schwytani, a „sąd” nie ma mocy prawnej. Zabijanie więźniów jest uznawane za zbrodnię wojenną i nie podlega przedawnieniu. Odniesienie: Brahim Saadun – 25 sierpnia 2000, obywatele Maroka. Służył w 36. Brygadzie Morskiej na podstawie kontraktu. Na ćwiczenia poszedł w listopadzie, od początku lutego brał udział w aktywnych działaniach wojennych. Aidin Eislin i Sean Pinner służyli także w jednostkach 36. Brygady Morskiej Sił Zbrojnych Ukrainy w Mariupolu. Zostali schwytani w kwietniu. Źródło: Prawda ukraińska Link:
Wyroki w Sonie odsiadują zdegenerowani, niezwykle niebezpieczni kryminaliści. Jego starszy brat, Lincoln, natychmiast zaczyna organizować pomoc. Scofield już na początku naraża się okrutnemu bossowi narkotykowemu, Lechero, który kontroluje więzienny półświatek. Spotyka tu także swoich dawnych znajomych - byłego agenta FBI
Dominic Purcell Lincoln Burrows 18 odcinków 2005 - 2017 6,8 Wentworth Miller Michael Scofield 18 odcinków 2005 - 2017 7,4 Sarah Wayne Callies Dr Sara Tancredi / Sara Tancredi 18 odcinków 2005 - 2017 6,7 Wade Williams Brad Bellick 17 odcinków 2005 - 2007 6,5 Amaury Nolasco Fernando Sucre 16 odcinków 2005 - 2017 7,5 Peter Stormare John Abruzzi 16 odcinków 2005 - 2006 7,6 Robin Tunney Veronica Donovan 15 odcinków 2005 - 2006 Robert Knepper Theodore "T-Bag" Bagwell 15 odcinków 2005 - 2017 7,8 Paul Adelstein Paul Kellerman 15 odcinków 2005 - 2007 6,5 Marshall Allman LJ Burrows 9 odcinków 2005 - 2006 Rockmond Dunbar Benjamin Miles "C-Note" Franklin 9 odcinków 2005 - 2017 6,0 Muse Watson Charles Westmoreland 7 odcinków 2005 - 2006 6,0 Frank Grillo Nick Savrinn 7 odcinków 2005 - 2006 7,0 Danny McCarthy Daniel Hale 4 odcinki 2005 Lane Garrison David "Tweener" Apolskis 3 odcinki 2005 - 2006 6,0 Matt DeCaro Roy Geary 3 odcinki 2006 William Fichtner Alex Mahone 2 odcinki 2006 - 2007 7,4 Camille Guaty Maricruz Delgado 2 odcinki 2005 Al Sapienza Philly Falzone 2 odcinki 2005 Stacy Keach Henry Pope, naczelnik więzienia 2 odcinki 2005 Ora Jones Wendy 2 odcinki 2005 Gianni Russo Gavin Smallhouse 2 odcinki 2005 7,0 Christian Stolte Keith Stolte, strażnik więzienny / Pracownik więzienia 2 odcinki 2005 Phillip Edward Van Lear Louis Patterson / Pracownik więzenia 2 odcinki 2005 John Heard Gubernator Frank Tancredi 2 odcinki 2005 - 2006 Michelle Forbes Samantha Brinker 2 odcinki 2005 - 2006 7,0 Mark Feuerstein Jacob Anton Ness 1 odcinek 2017 Inbar Lavi Sheba 1 odcinek 2017 8,0 Silas Weir Mitchell Charles "Haywire" Patoshik 1 odcinek 2007 7,0 Jessalyn Gilsig Lisa Rix 1 odcinek 2005 Marina Benedict A&W 1 odcinek 2017 Christian Michael Cooper Mike Scofield 1 odcinek 2017 Kaley Cuoco Sasha 1 odcinek 2007 David Franco Dr Whitcombe 1 odcinek 2017 Akin Gazi Omar 1 odcinek 2017 6,0 Chelcie Ross Bishop McMorrow 1 odcinek 2005 Kurt Caceres Hector Avila 1 odcinek 2005 Steve Mouzakis Van Gogh 1 odcinek 2017 Keith Diamond Tim Giles 1 odcinek 2005 Laura Wade Syd, tatuażystka 1 odcinek 2005 Bobby Naderi Mustapha 1 odcinek 2017 Adina Porter Leticia Barris 1 odcinek 2005 Primo Allon Urzędnik ds. zwalniania 1 odcinek 2017 Leo Rano Luca 1 odcinek 2017 Keith Dallas Agent 1 odcinek 2017 6,0 Rolando Boyce Policjant 1 odcinek 2005 Cheryl Lynn Bruce Sędzia 1 odcinek 2005 Deborah Finkel Świadek 1 odcinek 2017 Nicolas Iovino Brian 1 odcinek 2005 Lisa MacFadden Pielęgniarka 1 odcinek 2017 Wesley Walker Aryan Brother 1 odcinek 2005 Shaz Mohsin Saeed 1 odcinek 2017 Rich Komenich Maggio 1 odcinek 2005 Anthony Fleming Trumpets 1 odcinek 2005 J. Alex Brinson Bellman 1 odcinek 2017 Marcelo Tubert Biały wąs 1 odcinek 2017 Hani Mefti Strażnik w więzieniu 1 odcinek 2017 Mark Morettini Rizzo Green, strażnik więzienny 1 odcinek 2005 6,0 Jay Whittaker Mężczyzna w dresie 1 odcinek 2005 Peggy Roeder Kasjerka 1 odcinek 2005 Chavez Ravine Panna Simmons 1 odcinek 2005 Brian Hamman Maytag 1 odcinek 2005 Philip Rayburn Smith Adrian Rix 1 odcinek 2005 DuShon Monique Brown Katie Welch, pielęgniarka 1 odcinek 2005 David Lively Terrence Steadman 1 odcinek 2005 Anthony Starke Sebastian Balfour 1 odcinek 2005 Jeff Parker Tsili 1 odcinek 2005 John Conrad Wnuczek kobiety krojącej czosnek 1 odcinek 2005 Alan Wilder Kapelan więzienny 1 odcinek 2005 Ashley Boettcher Wnuczka kobiety krojącej czosnek 1 odcinek 2005 Danny Maxwell Cronie 1 odcinek 2005 David Pacheco Więzień 1 odcinek 2005 Darnell Jackson Więzień 1 odcinek 2005 Billy Chase Więzień 1 odcinek 2005 Michael Cudlitz Oficer Robert "Bob" Hudson 1 odcinek 2005 7,0 Paul Scheuring Fałszywe zdjęcie Michael Scofield (niewymieniony w czołówce) 1 odcinek 2017 6,3 JB Blanc Jerry Curtin 1 odcinek 2006 Barbara Eve Harris Felicia Lang, agentka FBI 1 odcinek 2006 1,0 Holly Valance Nika Volek 1 odcinek 2006 8,3 Joe Nunez Manche Sanchez 1 odcinek 2006 Peter J. Reineman Gus Fiorello 1 odcinek 2005 Nick Roth Autostopowicz 1 odcinek 2006 Danielle Di Vecchio Sylvia Abruzzi 1 odcinek 2006 Denise Lee Doradca 1 odcinek 2006 Richard Zavaglia Gangster 1 odcinek 2006 Jason Davis Wheeler, agent FBI 1 odcinek 2006 Jeffrey S. Parkerson Policjant w Waszyngtonie (niewymieniony w czołówce) 1 odcinek 2006 Bob Fanucchi Mężczyzna na rowerze (niewymieniony w czołówce) 1 odcinek 2006 Kristin Malko Debra Jean Belle 1 odcinek 2006 Noah Podell Człowiek Abruzziego 1 odcinek 2006 Walter Fauntleroy Młodszy policjant 1 odcinek 2006 Demi Lovato Danielle Curtin 1 odcinek 2006 Michael Nanfria Starszy policjant 1 odcinek 2006 Estella Perez Uzależniona na odwyku (niewymieniony w czołówce) 1 odcinek 2006 Colin Corrigan Detektyw (niewymieniony w czołówce) 1 odcinek 2017 Larry Jack Dotson Uzależniony na odwyku (niewymieniony w czołówce) 1 odcinek 2006 Craig Cole Eric Houle, agent FBI (niewymieniony w czołówce) 1 odcinek 2006 Jerry Crow Właściciel 1 odcinek 2006 James Michael Taylor Ralph, uzależniony 1 odcinek 2006 Normita Joven Prowadząca AAA 1 odcinek 2006 Darby Steeves Stewardesa (niewymieniony w czołówce) 1 odcinek 2017
Spośród dowódców, Ohlendorf i Naumann zostali skazani na śmierć (wyrok wykonano 7 czerwca 1951 r.), Jost zaś na dożywocie (zmienione potem na 10 lat pozbawienia wolności). Powieszono także dwóch innych oficerów SS. Innych skazano ostatecznie na długoletnie wyroki, później skrócone. Josef Meisinger
Zdrajcy Polski, kolaboranci. Niezapomniani Igo Sym (1896-1941), właśc. Karol Antoni Juliusz Sym - polski aktor, syn Antoniego Syma (1862-1935) kw. 348/2/14, dyrektora Lasów Państwowych w Białowieży i Austriaczki Julii Seppi. Miał brata Ernesta (1893-1950), biochemika, profesora chemii i wykładowcę akademickiego i uczestnika Powstania Warszawskiego, który w czasie II wojny światowej konstruował materiały wybuchowe i toksyny bakteryjne dla AK. Zginął w wypadku samochodowym kw. 132/6/18 oraz Alfreda (1899–1973) - dyrygenta orkiestry w Wojsku Polskim, uczestnika kampanii wrześniowej, po której trafił do niewoli. Po wojnie osiadł w Austrii. Igo Sym debiutował w 1925 roku w filmie "Wampiry Warszawy". Potem były takie produkcje jak: Szpieg w masce, Żona i nie żona oraz Złota maska. Występował także w Austrii i Niemczech. Grał także w teatrach rewiowych i występował z recitalami. Jego kochanką była Marlena Dietrich, której podarował w prezencie swoją grającą piłę z dedykacją "Igo, Wiedeń 1927". W czasie obrony Warszawy we wrześniu 1939 roku pracował w Straży Obywatelskiej kopiąc rowy i wydobywając rannych spod gruzów. Po kapitulacji stolicy zaczął pracować dla władz okupacyjnych jako tłumacz w magistracie. W połowie 1940 roku Związek Walki Zbrojnej znalazł dowody na współpracę Syma z Abwehrą. Śledztwo prowadził Roman Niewiarowicz (1902-1972), reżyser Teatru Komedia, rotmistrz WP kw. 116-4-17,18. Głównym zadaniem konfidenta było prześwietlenie polskiego środowiska aktorskiego. Powierzono mu prowadzenie dawnego Teatru Polskiego oraz zarządaniem kinem "Helgoland", który był tylko dla Niemców. Werbował także polskich aktorów do antypolskiego filmu "Heimkehr" (Powrót do ojczyzny). Według różnych źródeł miał się przyczynić do aresztowania przez Gestapo Hanki Ordonówny oraz do uwolnienia brata Alfreda z obozu jenieckiego. 7 marca 1941 roku wykonano na Symie wyrok śmierci, który dwa dni wcześniej zatwierdził Wojskowy Sąd Specjalny ZWZ. Aktor został zastrzelony jako niebezpieczny agent niemiecki w swoim mieszkaniu przy ulicy Mazowieckiej 10. Wyrok wykonali żołnierze podzwiemia ZWZ - ppor. Bohdan Rogoliński, ps. „Szary”, ppor. Roman Rozmiłowski (1915-1944), ps. „Zawada i kpr. Wiktor Klimaszewski, ps. „Mały”. W odwecie władze niemieckie dokonały rozstrzelania 21 mężczyzn w Palmirach oraz dokonały serii aresztowań w środowisku aktorskim. Do niewoli trafili Elżbieta Barszczewska i Zbigniew Sawan oraz Leon Schiller i Stefan Jaracz, który zostali wysłani do Auschwitz. Rozesłano także listy gończe za Dobiesławem Damięckim i Ireną Górską. Igo Sym oficjalnie nie ma grobu. Według różnych plotek pochowany jest jednak w mogole ojca Antoniego na Starych Powązkach. Andrzej Szalawski, właśc. Andrzej Wojciech Pluciński, ps. „Florian” (1911-1986) - polski aktor znany z roli Juranda ze Spychowa w "Krzyżakach", czy Herman Buchholz w "Ziemii obiecanej". Zagrał także w takich producjach jak: "Człowiek z M-3", "Znachor", "07 zgłoś się" czy "Lalka". W czasie kampanii wrześniowej jako podporucznik walczył w obronie Lwowa. Po zajęciu miasta przez Armię Czerwoną nie zarejestrował się jako oficer i uniknął śmierci w Katyniu. Później osądzony o kolaborację z Niemcami. Wszystko przez pracę w niemieckiej kronice filmowej, gdzie pracował jako lektor. Odczytywał także komunikaty nadawane przez głośniki uliczne tzw. szczekaczki. Mało kto wiedział, że był on członkiem ZWZ i AK i dostarczał cenne informacje o planach propagandowych i agentach. Po wojnie nie przeszedł jednak pozytywnie weryfikacji ZASP. Komisja prowadzona przez reżysera Bohdana Korzeniowskiego (1905-1992) zakazała mu gry aktorskiej na okres trzech lat. Korzeniowski do końca był przekonany, że Szalawski był konfidentem. W czasie okupacji po jego donosie struktury AK skazały aktora na karę ścięcie głowy na łyso. Ostatecznie Szalawski ostrzygł się sam. By się utrzymać wyjechał na Ziemie Odzyskane gdzie pracował jako szofer. W 1948 roku aresztowany przez UB pod zarzutem „współpracy z hitlerowcami i działania na szkodę Narodu Polskiego”. Skazany na cztery lata więzienia i konfiskatę mienia. Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Uniewinniony z zarzutów dopiero w 1952 roku. Do filmu wrócił w 1956 roku rolą we "Wrakach". Mimo oczyszczenia z zarzutów i zatarciu skazania spotykał się niemal do końca życia z ostracyzmem w środowisku filmowym. Nigdy nie doczekał się rehabilitacji. Z żoną Izabellą Wilczyńską (1920-2012) wychowywał syna aktorki, Marcina Trońskiego znanego z serialu "Klan", syna dziennikarza Bronisława Trońskiego (1921-2012). Zmarł na wylew krwi do mózgu i został pochowany na Strarych Powązkach (kw. 256-1-20). Na jego grobie nie było krzyża. „Uważałam, że swój krzyż Andrzej nosił na barkach przez większą część życia – tłumaczyła jego żona. – Nie chciałam, żeby cień krzyża padał jeszcze na jego grób - dodała. Bratem Andrzeja Szalawskiego był aktor Michał Pluciński, który zagrał w Heimkehr. Michał Pluciński (1908-1978) - polski aktor, który w 1941 roku wystąpił w antypolskim, nazistowskim, propagandowym filmie Heimkehr, w którym wcielił się w rolę sierżanta policji. Za udział w tym filmie władze podziemne skazały Plucińskiego na karę infamii, a w 1948 aktor został skazany na 5 lat więzienia. Do gry wrócił w 1958 roku. Wystąpił w "Stawce większej niż życie", "Lalce" i "Nocach i dniach". Został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie (kwatera 281-1-21). W Heimkehr zagrali także: Józef Kondrat (1902-1974), stryj Marka Kondrata - Zrehabilitował się, działając w latach 1941-44 w organizacjach podziemnych i w partyzantce. Pochowany na Powązkach Wojskowych kwatera 23C-3-7, Bogusław Samborski, który zmarł prawdopodobnie w 1970 roku w Argentynie (w procesie zaocznym, został skazany na dożywocie) Józef Horwath - został zatrzelony przez Niemców w 1943 lub 1944 roku, Tadeusz Żelski (1895-1944) - zginął w Powstaniu Warszawskim, jego synem był aktor Jacek Brick (1930-2010), Juliusz Łuszczewski (1892-1971), skazany na trzy lata więzienia - pochowany na Cmentarzu Bródnowskim, Stefan Golczewski (1893-1969), Wanda Szczepańska (1895-1970) - Cm. Wolski i Anna Chodakowska (1920-1991) - skazana na infamię. Ludwik Kalkstein-Stoliński, pseudonimy Hanka, Granica (1920-1994) - polski literat, żołnierz ZWZ, agent Gestapo. Za działania w czasie okupacji odznaczony Krzyżem Walecznych za kradzież niemieckiego planu sytuacyjnego lądowisk w okupowanej Europie oraz receptury nowego stopu aluminium. Aresztowany w kwietniu 1942 roku zgodził się na współpracę po wielogodzinnych torturach i zatrzymaniu jego rodziców. Od października 1942 agent Gestapo działający pod nazwiskami Paul Heuchel i Konrad Stark. AK dostało informację o jego śmierci. Do siatki wywiadowczej wciągnął swojego szwagra, dziennikarza Eugeniusza Świerczewskiego ps. Gens (1894-1944), męża swojej siostry i swoją przyszłą żonę Blankę Kaczorowską (1922-2004) ps. Sroka. Jego grupa przyczyniła się do aresztowania 30 czerwca 1943 gen. Stefana Roweckiego. Bilans działalności Kalksteina w okresie 1942–1943 to ponad 500 aresztowanych dowódców i współpracowników wywiadu Armii Krajowej. Świerczewski został skazany przez AK na karę śmierć. Wyrok 20 czerwca 1944 wykonała grupa Stefana Rysia (1906-1975). Jego żona Nina Świerczewska (1907-1944) była aktorką. W czasie wojny więziona na Pawiaku, zmarła w tym samym roku co mąż w czasie porodu córki. Została pochowana na Starych Powązkach (kw. 303/7/28-29). Spoczywa tu także matka Ludwika z Kucińskich 1883-1972. Ludwik Kalkstein i jego żona Blanka Kaczorowska także zostali skazani na karę śmierci. Wyroku nie wykonano z uwagi na ciążę Kaczorowskiej. Ta ukrywała się na terenie III Rzeszy, gdzie rozwiodła się z mężem. Po wojnie wróciła do Polski i w 1952 roku została aresztowana przez UB. Skazano ją na dożywocie. Wyrok zmieniono jednak na 10 lat i wypuszczono ją po 5 latach w 1958 roku. Po wyjściu na wolność stała się tajnym agentem Służby Bezpieczeństwa o ps. Katarzyna. W 1971 roku wyemigrowała do francji. Zmarła w Bry-sur-Marne. Ludwik Kalkstein ukrył się natomiast w dzielnicy niemieckiej i wstąpił do SS. W czasie powstania warszawskiego jednak nie walczył. Po wojnie zmieniał nazwisko na Święcki, Świerk i Świerkiewicz. Pracował jako kierownik szkoły podstawowej w Chorzewie, czy szefem spółdzielni rybackie w Niechorzu. Był także dziennikarzem "Kuriera Szczecińskiego". Po nieudanym przekroczeniu granicy zgodził się współpracować z SB pod ps. Granica. Nie odkryto wówczas jego prawdziwej tożsamości. Należał do Związku Literatów Polskich. W 1953 roku aresztowany przez funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i skazany na dożywocie. Po odwilży w 1956 roku wyrok zamieniono na 12 lat więzienia. Na wolność wyszedł w 1965 roku W 1966 zmienił nazwisko na Ludwik Kalkstein-Stoliński, a w 1968 na Ludwik Stoliński. Związał się z właścicielką sklepu, z którą zamieszkał w Zielonej Górze. W 1973 roku w Piasecznie prowadził kurzą fermę z partnerką Teresą Ciesielską. Po odnalezieniu przez dawnego kolegę z konspiracji uciekł do miejscowości Utrata pod Jarocinem, gdzie miał wielką fermę świń. W 1979 roku ponownie zmienił personalia, przyjmując nazwisko żony na Ciesielski. Po polejnym zdenuncjowaniu uciekł do Francji, gdzie mieszkał jego syn ze związku z Blanką Kaczorowską. Potem udał się do Monachium, gdzie zamieszkał jako Edward Ciesielski (personalia byłego męża Teresy Ciesielskiej, uciekiniera z obozu Auschwitz, razem z Witoldem Pileckim). Pracował w bibliotece Polskiej Misji Katolickiej. Zmarł 26 października 1994 w Monachium i został pochowany na Cmentarzu Leśnym. Grób już nie istnieje. Został zlikwidowany w 2005 roku z powodu braku opłat. Na Starych Powązkach znajduje się natomiast grób jego pradziadków Teodora i Teodozji. Od lat krążą plotki, że Ludwik Kalkstein jest współautorem serialu "Czarne chmury" (1973), wzorowanym na życiu jego przodka. Krystian Kalkstein-Stoliński (1630-1672) był pierwowzorem postaci pułkownika Krzysztofa Dowgirda (w tej roli Leonard Pietraszak), głównego bohatera serialu Czarne chmury (1973). Został on porwany i ścięty za obrazę elektora Fryderyka Wilhelma (1620-1688), księcia pruskiego z dynastii Hohenzollerów. Józef Staszauer ps. Aston (1908-1943), oficer Oddziału V KG AK, który współpracował z Niemcami i był groźnym konfidentem Gestapo. Zginął 8 października 1943 razem z żoną i szwagrem zastrzelony w kawiarni "Bar za kotarą" . Podczas akcji referatu 993/W o kryptonim „Wapiennik” zginęło także siedmiu Niemców i konfidentów oraz cztery przypadkowe osoby. Jedną z takich ofiar była aktorka Maria Malanowicz-Niedzielska (1899-1943) , która w czasie wojny działała w AK i pracowała jako kelnerka "Barze za kotarą". Była żoną inż. rolnika Tadeusza Niedziel­skiego, posła na Sejm w latach 1922-1927 i prezesa Związku Teatrów Ludowych i aktora Leszka Stępowskiego (ślub 5 VI 1936 w Wilnie). Pochowana na Cmentarzu Ewangelickim w Warszawie. Jej siostrzeńcem jest aktor Zygmunt Malanowicz.
Wstyd. następna. Harun i morze opowieści. Szatańskie wersety ( ang. The Satanic Verses) – powieść autorstwa Salmana Rushdiego, wydana 26 września 1988 roku w Wielkiej Brytanii nakładem wydawnictwa Penguin Books [1] [2]. Stanowi czwartą powieść w dorobku Rushdiego [3]. Jest częściowo inspirowana życiem proroka Mahometa [4] [3].
Carlos DeLuna – zabity, bo pomylono go z kimś innym Oskarżony o zabicie 24-letniego pracownika stacji benzynowej został skazany na karę śmierci w 1983 roku. Wyrok wykonano w 1989, w Huntsville (Teksas). Już wtedy nie brakowało wątpliwości co do słuszności wyroku. W 2006 Chicago Tribune opisało sprawę wyrażając pogląd, że DeLuna mógł zostać niesłusznie skazany, a późniejszy raport Columbia Human Rights Law Review przedstawił szereg dowodów na to, że mężczyzna został pomylony z innym – Carlosem Hernandezem, mieszkającym niedaleko. Tamten miał już za sobą historię ataków kobiet z użyciem noża i innych ostrych narzędzi, oraz liczne sprawy o nielegalne posiadanie broni. Derek Bentley – upośledzony 19-latek z Bristolu Został powieszony za współudział w zabójstwie policjanta podczas napadu rabunkowego. Tym, kto naprawdę zabił był 16-letni Christopher Craig – to z jego broni padł strzał. Jednak Bentley został uznany za współwinnego, jako osoba zachęcająca do popełnienia zbrodni. Mężczyzna jednak od dziecka wykazywał symptomy niepełnosprawności umysłowej. Miewał ataki padaczkowe, pomiar jego IQ wykazał 77 w 1952 roku, gdy trafił do bristolskiego więzienia – a wcześniej, mając 15 i pół roku wyznaczono mu iloraz inteligencji na poziomie 66. Był praktycznie analfabetą. Mimo tego, że mężczyzna nie strzelał oraz był ewidentnie upośledzony umysłowo – wyrok wykonano. Nagrobek Bentley’a – fot. Steve Brown / Flickr Huugjilt – zginął zamiast mordercy W 1996 roku pochodzący z Mongolii Wewnętrznej w Chinach 18-latek odnalazł w publicznej toalecie ciało brutalnie zgwałconej i zabitej nazwiskiem Yang. Huugjilt (nie posiadał nazwiska), który zawiadomił władze, został oskarżony o gwałt i uduszenie kobiety. Po 61 dniach w więzieniu został postawiony przed plutonem egzekucyjnym. Po latach do zbrodni przyznał się Zhao Zhihong. Mężczyzna stanął przed sądem w 2006 roku. Na przestrzeni lat 1996-2005 miał zabić 10 osób i dopuścić się 13 gwałtów. Jego proces odroczono do 2014, rok później został skazany na karę śmierci. Cameron Todd Willingham – skazany za podpalenie, które miało być zwykłym pożarem Po tym jak w 1991 roku w miasteczku Corsicana w Teksasie pożar strawił dom Willinghamów ojciec rodziny został oskarżony o podpalenie i doprowadzenie do śmierci swojej żony i trójki dzieci. Motywem miała być chęć pozbycia się niechcianego potomstwa. Prokuratura uznała mężczyznę za socjopatę, dodatkowo sytuacji nie poprawiały poświadczone przypadku bicia żony. Willingham został skazany na śmierć przez wstrzyknięcie trucizny. Do końca walczył o uniewinnienie. W 2004 roku wyrok wykonano. Przez kolejne lata mnożyły się wątpliwości dotyczące analizy dowodów przeciwko mężczyźnie, dziennikarze różnych mediów zebrali dane obnażające niedbałość śledztwa i niemożliwość ustalenia, że ogień został celowo podłożony. Cameron Todd Willingham – fot. Wikipedia George Stinney – 14-latek na krześle elektrycznym Ciemnoskóry chłopiec zostaje w 1944 r. skazany za morderstwo dwóch białych dziewczynek na śmierć na krześle elektrycznym. Skład sądy był w całości biały, proces trwał jeden dzień, rozprawa około 10 minut. Podobno zaraz po aresztowaniu miał się przyznać do zarzutów, ale świadectwo nie zostało nagrane, nie było żadnego zeznania później, które mogłoby potwierdzić tę relację. Stinney został pozbawiony prawa do apelacji, egzekucję wykonano. W 2013 roku grupa ekspertów, prawników i aktywistów reprezentujących rodzinę chłopca zbadała sprawę ponownie. Rok później, 70 lat po egzekucji, uznano go za niewinnego. Stwierdzono, że nie miał szans na odpowiednią obronę, co było pogwałceniem szóstej poprawki amerykańskiej konstytucji. Dodatkowo odnaleziono serię dowodów potwierdzających jego alibi oraz fakt, że jego zeznanie o odpowiedzialności za śmierć dziewczynek zostało wymuszone siłą. George Stinney – fot. Wikipedia Sacco i Vanzetti – anarchiści zrehabilitowani Ferdinando Sacco i Bartolomeo Vanzetti byli robotnikami włoskiego pochodzenia. Uczestniczyli w demonstracjach domagających się polepszenia warunków pracy, podwyżek i ludzkiego traktowania pracowników, byli związani z ruchem anarchistycznym. W 1920 roku zostali zatrzymani przez policję pod zarzutem działalności godzącej w dobro publiczne. Oskarżono ich także o udział w napadzie rabunkowym, kradzież wypłat przeznaczonych dla robotników i dwa zabójstwa. Dowody w ich sprawie były bardzo łatwe do podważenia, obaj mieli mocne alibi. Mieli pecha, obronę zbudowali na opinii człowieka, któremu udowodniono brak wiedzy i fałszowanie dowodów. Skazano ich na krzesło elektryczne, wyrok wykonano w 1921 roku. Protesty w sprawie Sacco i Vanzettiego – fot. Wikipedia Sprawa stała się jednak głośna, o rehabilitację Włochów apelowali znani intelektualiści epoki, między innymi Bertrand Russell, George Bernard Shaw i Wells. Do sprawy powrócono w 1977 roku, gubernator Massachusetts zrehabilitował obu mężczyzn. Sacco i Vanzetti – fot. Wikipedia Leo Frank – niesłusznie zlinczowany Leo Frank, młody nadzorca w fabryce, zostaje oskarżony o zabójstwo 13-letniej dziewczyny. Podejrzanych jest trzech: Frank, nocny strażnik Newt Lee oraz dozorca Jim Conely. Sąd opierając się głównie na zeznaniach tego ostatniego, który przedstawiał się jako współsprawca, ze szczegółami opisywał uduszenie przez Franka młodej Mary Phagan. Obrona wskazywała, że to Conely był winny, a pochodzący z żydowskiej rodziny Frank jest ofiarą antysemickiej nagonki. Sąd zdecydował o karze śmierci dla Franka, którą zamieniono na dożywotnie więzienie. Gazeta The Atlanta Georgian ogłaszająca aresztowanie Leo Franka – fot. Wikipedia Sprawa odbiła się szerokim echem w lokalnych mediach, opinia publiczna wrzała, rozbudziły się niestety także nastroje antysemickie. W 1915 roku Frank został porwany z więzienia i zlinczowany w miasteczku Marietta, z którego pochodziła dziewczyna. Gubernator stanowy chciał ukarać sprawców, jednak ostatecznie nikt nie został o nic oskarżony. W 1986 roku Frank został pośmiertnie ułaskawiony, ale nie definitywnie uniewinniony. Dziś większość badających tę sprawę uważa, że sam był ofiarą, a mordercą miał być Conely. Lincz Leo Franka – fot. Flickr Timothy Brian Cole – zmarł w więzieniu 24 marca 1985 roku studentka Michele Mallin została zaciągnięta przez mężczyznę do samochodu i zgwałcona. W tamtym czasie zdarzały się przypadki podobnych przestępstw w okolicach szkoły Texas Tech, gdzie studiowała. Podczas policyjnego okazania zdjęć osób podejrzanych wybrała wizerunek Timothyego Braina Cole, studenta i byłego żołnierza Army. Swój wybór potwierdziła później podczas oglądania podejrzanego. Cole został skazany na 25 lat, po 14 zmarł w więzieniu na atak astmy. Rodzina mężczyzny, do której potem dołączy ofiara, domagali się jego rehabilitacji. W 2007 roku do gwałtu przyznał się Jerry Wayne Johnson, a Mallin potwierdziła swoją pomyłkę przy wcześniejszym wskazaniu sprawcy. Wersję obojga potwierdziło badanie DNA. Cole został pośmiertnie uniewinniony. Ed Johnson – zlinczowany przed wykonaniem kary Ciemnoskóry mężczyzna został w 1906 roku oskarżony o gwałt. Sąd skazał go na śmierć, jednak lokalna społeczność obawiała się opóźniania wyroku i postanowiła wziąć sprawę w swoje ręce. Grupa ludzi z miasteczka Chattanooga w Tennessee wyciągnęła go z aresztu i go zlinczowała. Następnego dnia na pogrzebie obence było 2 tysiące osób. Johnson miał w więzieniu doznać objawienia i wybaczyć skazującym. Na nagrobku wyryto mu jego ostatnie słowa “Niech was Bóg błogosławi. Jestem niewinnym człowiekiem”. W 2000 roku sędzia karny hrabstwa Hamilton Doug Meyer wydał wyrok uznający proces Johnsona za niesprawiedliwy i wadliwy: mężczyznę sądził w całości biały skład sędziowski, mimo apeli nie przeniesiono rozprawy do innego miasta, co podgrzewało atmosferę. Nagrobek Eda Johnsona – fot. Wikipedia Nie Shubin – rozstrzelany za morderstwo, którego nie popełnił 19-latek z Chin został w 1995 oskarżony o gwałt i morderstwo 30-latki. Sąd skazał go na karę śmierci, wyrok wykonano. Dziesięć lat później pojawił się dowód na to, że był niewinny. Do morderstwa i gwałtu przyznał się Wang Shujin, który został zatrzymany przez policję. Shujinowi przypisywano 3-4 morderstw na przestrzeni lat 1994-5. W 2007 roku skazano go na śmierć. Sprawa odbiła się szeroko na wizerunku chińskich sądów.
To był ostatni sylwester w życiu Małgosi. Finał sprawy, za którą posądzony został Tomasz Komenda. To jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych w Polsce. W latach 90., podczas zabawy sylwestrowej, brutalnie zgwałcono i pozostawiono na śmierć nastolatkę. Za ten czyn skazano niewinnego człowieka. Sprawiedliwość dosięgnęła
Przeczytanie zajmie Ci 8 min męczennicy Wspomnienie w Martyrologium Romanum: 20 września 103 Męczenników Koreańskich Pierwsi chrześcijanie w Korei Korea zetknęła się z nauką Chrystusa po raz pierwszy około 1620 roku. Na skutek izolacji kraju doszło do ponownego zetknięcia dopiero pod koniec XVIII stulecia, kiedy to wysłana do Pekinu delegacja koreańska przywiozła ze sobą egzemplarz Pisma świętego. Jeden z członków owej delegacji, niejaki Yi Song-Hun przyjął w 1794 roku w Pekinie chrzest z rąk francuskiego misjonarza. Song-Hun przyjął imię chrzestne Piotr i stał się gorliwym głosicielem Ewangelii. Potem niestety stał się apostatą, ale zasiane ziarno Słowa Bożego zaczęło kiełkować w koreańskich sercach i wydawać owoce. Liczna grupa chrześcijan po raz pierwszy w 1791, a potem 1795 roku natknęła się na silny opór władzy. Początki Kościoła w Korei i prześladowania chrześcijan W tym czasie do Korei przybył chiński ksiądz Jakub Cho, który przez siedem lat prężnie ewangelizował. W 1801 roku został aresztowany i skazany na śmierć, a wraz z nim grupa około trzystu chrześcijan. Władze argumentowały, że nowa religia zagraża porządkowi publicznemu i pokojowi. Mimo kolejnych fal prześladowań kościół w Korei rozwijał się bardzo dynamicznie. Wierni słali prośby do Rzymu o przysłanie im kapłanów i ewentualnie biskupa. W 1831 roku Stolica Apostolska utworzyła w Korei wikariat apostolski i wysłała nominata, który jednak w drodze zmarł. Dwa lata później dotarł tam incognito biskup Wawrzyniec Imbert. W 1836 roku do Korei przybyli pierwsi misjonarze z Francji, potem przybywali też duchowni z Chin. Zdołali oni zbudować struktury organizacyjne Kościoła, ale w 1839 roku zostali aresztowani i skazani na śmierć. Beatyfikacja i kanonizacja 103 Męczenników koreańskich Dopiero po 1869 roku prześladowania wygasły. Próbowano jeszcze administracyjnie ograniczać działalność Kościoła, ale pod naciskiem Stanów Zjednoczonych i państw europejskich zaniechano i tego. Wierni koreańscy czcili swoich męczenników nie troszcząc się jednak o ich formalne uznanie. Z biegiem lat zaczęto gromadzić konieczna dokumentację: pisma misjonarzy, sprawozdania biskupów i relacje wiernych. Trwało to dość długo i wymagało dużych nakładów pieniężnych ponieważ w Korei podczas prześladowań katolików w latach 1839-1868 śmierć męczeńską poniosło 3 biskupów katolickich, 10 kapłanów i – jak się szacuje – ponad 10000 osób świeckich. Skompletowano najpierw listę 79 męczenników (zamęczeni przed 1847 rokiem), którą przedłożono papieżowi Piusowi XI. Ich beatyfikacja miała miejsce w Rzymie 5 lipca 1925 roku. Kolejnych 24 męczenników (zamęczeni po 1859 roku) ogłosił błogosławionymi 6 października 1968 roku papież Paweł VI. Kanonizacji łącznie 103 męczenników dokonał Ojciec Święty Jan Paweł II w dniu 6 maja 1984 roku w Seulu podczas swojej wizyty w Korei Południowej. Warto zaznaczyć, że była to pierwsza od 1369 roku kanonizacja przedsięwzięta poza Rzymem. Podczas kanonizacji Jan Paweł II powiedział między innymi takie słowa: Wspaniały rozkwit Kościoła w Korei jest prawdziwym owocem bohaterskiego świadectwa męczenników. Jeszcze dzisiaj podtrzymuje ich nieśmiertelny duch chrześcijan milczącego Kościoła z północy, tego tak tragicznie podzielonego kraju. Dzisiaj dane mi jest jako biskupowi Rzymu i następcy świętego Piotra wziąć udział w jubileuszu Kościoła koreańskiego i poprzez liturgię kanonizacji błogosławionych męczenników koreańskich zaliczyć w poczet świętych Kościoła katolickiego. Są oni autentycznymi synami i i córkami waszego narodu, do których dołączyło kilku misjonarzy z innych krajów. Są waszymi przodkami z krwi, mowy i kultury. Są zarazem waszymi ojcami i matkami w wierze, której dali świadectwo, przelewając swoją krew. Od trzynastoletniego Piotra Yu po siedemdziesięciodwuletniego Marka Chong: mężczyźni i kobiety, duchowni świeccy, bogaci i biedni, zwykli ludzie i szlachta, potomkowie wcześniejszych męczenników, których nikt już nie pamięta; wszyscy oni oddali życie dla Chrystusa. Martyrologium Romanum wspomina 103 Męczenników Koreańskich 20 września (wspomnienie liturgiczne Andrzeja Kim Tae-gŏn, Pawła Chŏng Ha-sang i towarzyszy), a także każdego osobno w dniu narodzin dla nieba (dies natalis). Warto dodać, że w przypadku osób pochodzenia koreańskiego pierwsze imię jest imieniem nadanym podczas chrztu, następnie nazwisko i imię koreańskie, które nosili przed chrztem. Wykaz 103 świętych Męczenników Koreańskich Biskupi św. Szymon Berneux św. Antoni Daveluy św. Wawrzyniec Imbert Księża św. Piotr Aumaitre św. Bernard Ludwik Beaulieu św. Jakub Chastan św. Justyn Ranfer de Bretenieres św. Henryk Dorie św. Marcin Huin św. Piotr Maubant św. Andrzej Kim Tae-gŏn Katechiści św. Andrzej Chŏng Hwa-gyŏng św. Augustyn Pak Chong-wŏn św. Augustyn Yi Kwang-hŏn św. Damian Nam Myŏng-hyŏg św. Franciszek Ch’oe Kyŏng-hwan św. Jan Chrzciciel Chŏn Chang-un św. Jan Chrzciciel Yi Kwang-nyŏl św. Jan Yi Yun-il św. Józef Chang Chu-gi św. Józef Han Wŏn-sŏ św. Marek Chŏng Ŭi-bae św. Paweł Chŏng Ha-sang św. Paweł Hong Yŏng-ju św. Piotr Ch’oe Ch’ang-hŭb św. Piotr Ch’oe Hyŏng św. Piotr Hong Pyŏng-ju św. Piotr Nam Kyŏng-mun św. Piotr Son Sŏn-ji św. Piotr Yi Ho-yŏng św. Piotr Yu Chŏng-nyul św. Sebastian Nam I-gwan św. Stefan Min Kŭk-ka św. Wawrzyniec Han I-hyŏng Pozostali świeccy św. Agata Chŏn Kyŏng-hyŏb św. Agata Kim A-gi św. Agata Kwŏn Chin-i św. Agata Yi św. Agata Yi Kan-nan św. Agata Yi Kyŏng-i św. Agata Yi So-sa św. Agnieszka Kim Hyo-ju św. Aleksy U Se-yŏng św. Anna Kim Chang-gŭm św. Anna Pak A-gi św. Antoni Kim Sŏng-u św. Augustyn Yu Chin-gil św. Barbara Cho Chŭng-i św. Barbara Ch’oe Yŏng-i św. Barbara Han A-gi św. Barbara Kim św. Barbara Ko Sun-i św. Barbara Kwŏn Hŭi św. Barbara Yi św. Barbara Yi Chŏng-hŭi św. Bartłomiej Chŏng Mun-ho św. Benedykta Hyŏng Kyŏng-nyŏn św. Cecylia Yu So-sa św. Elżbieta Chŏng Chŏng-hye św. Ignacy Kim Che-jun św. Jan Chrzciciel Nam Chong-sam św. Jan Pak Hu-jae św. Jan Yi Mun-u św. Józef Chang Sŏng-jib św. Józef Cho Yun-ho św. Józef Im Ch’i-p’ek św. Julia Kim św. Karol Cho Shin-ch’ŏl św. Karol Hyŏn Sŏng-mun św. Katarzyna Chŏng Ch’ŏr-yŏm św. Katarzyna Yi św. Kolumba Kim Hyo-im św. Łucja Kim św. Łucja Kim Nusia św. Łucja Pak Hŭi-sun św. Łukasz Hwang Sŏk-tu św. Magdalena Cho św. Magdalena Han Yŏng-i św. Magdalena Hŏ Kye-im św. Magdalena Kim Ŏb-i św. Magdalena Pak Pong-son św. Magdalena Son Sŏ-byok św. Magdalena Yi Yŏng-dŏk św. Magdalena Yi Yŏng-hŭi św. Maria Pak K’ŭn-agi św. Maria Wŏn Kwi-im św. Maria Yi In-dŏk św. Maria Yi Yŏn-hŭi św. Marta Kim Sŏng-im św. Paweł Hŏ Hyŏb św. Perpetua Hong Kŭm-ju św. Piotr Cho Hwa-sŏ św. Piotr Chŏng Wŏn-ji św. Piotr Kwŏn Tŭg-in św. Piotr Yi Myŏng-sŏ św. Piotr Yu Tae-ch’ŏl św. Protazy Chŏng Kuk-bo św. Róża Kim No-sa św. Teresa Kim św. Teresa Kim Im-i św. Teresa Yi Mae-im św. Tomasz Son Cha-sŏn św. Zuzanna U Sur-im Modlitwa do świętych Męczenników z Korei Boże, Stwórco i Zbawicielu wszystkich narodów, Ty wezwałeś do wiary naród koreański i umocniłeś go przez chwalebne męczeństwo świętych Andrzeja, Pawła i Towarzyszy, spraw, abyśmy za ich przykładem i wstawiennictwem aż do śmierci trwali w Twojej nauce. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.
  1. Αнтаսոβ էжጷጋո
  2. Ξ иνасደзвըφω
enHf.